Nowy numer 3/2021 Archiwum

Co tu robi Kościół?

Punkowcy, hipisi, krisznowcy, harleyowcy, fani Boba Marleya, a także księża. Tak rozmaitych ludzi można spotkać na woodstockowym polu.

Tu każdy może zrobić zdjęcie każdemu. Kasia Górzyńska fotografuje się z jednym z ewangelizatorów niosących wielką kukłę. Przyjechała na Woodstock pociągiem z Warszawy. W stolicy pracuje w firmie farmaceutycznej, a na Woodstocku jest drugi raz. – Kościół nie może się zamykać w budynku – twierdzi Kasia. – Tutaj ludzie chętniej przyjadą, porozmawiają i wyspowiadają się niż w kościele. Fajnie, że tutaj przyjeżdżają otwarci księża – dodaje.

Poszedłem i zostałem
Niektórzy z ewangelizatorów przyjeżdżali kiedyś na festiwal Woodstock, dziś są, aby mówić o Jezusie. Po woodstockowym polu chodzi z Biblią Rafał Gajkowski ze Świnoujścia. Opowiada ludziom o swoim życiu. Obecnie mieszka w Irlandii, ma żonę i jest szczęśliwym ojcem. Nie zawsze jednak tak było. Trafił na Przystanek Woodstock w 2003 roku. – Chciałem zagłuszyć swoje bóle muzyką i alkoholem – opowiada. Ewangelizatorzy znaleźli go pijanego w wielkim kontenerze. – Pomogli mi wyjść i pomodlili się nade mną. Zapytali, czy pójdę z nimi na Przystanek Jezus. Poszedłem i zostałem – opowiada. Po Woodstocku zamieszkał na pięć miesięcy w domu Wspólnoty św. Tymoteusza. Potem uciekł i wrócił do narkotyków. – Brałem, a później modliłem się: „Panie Boże, ja chcę brać te narkotyki, ale wiem, że Ty tego nie chcesz. Dla Ciebie ja nie chcę. Ale ty zadziałaj w moim życiu, bo ja zawsze po nie pójdę”. I zadziałał, bo pojechałem pracować do Irlandii – mówi Rafał. Po roku wrócił do Polski. Wziął jeszcze raz. Ostatni raz. – Od tamtej pory nie biorę. Układam sobie życie na nowo w Irlandii – zapewnia Rafał.

Przystanek między blokami
W tym roku Przystanek Woodstock odwiedził abp Józef Życiński. Najpierw spotkał się z młodymi z Przystanku Jezus na Mszy św., a po południu był w woodstockowej Akademii Sztuk Przepięknych. Na pytanie, dlaczego tu jest, odpowiedział: – Przyjechałem, bo to jest to normalna reakcja duszpasterza, który czuje się odpowiedzialny za wszystkie owce, zarówno za te, które są na Przystanku Jezus i Przystanku Woodstock – odpowiada przekonująco. – Rolą Kościoła jest bycie zaczynem, który przemienia świat. Albo będziemy słuchać Chrystusa, który mówił, że dobry pasterz idzie za poranionymi owcami i troszczy się o nie, albo będziemy słuchać osób, które reprezentują styl, który nazwałbym stylem „zgorszonej cnoty”. Zgorszenie nie jest jednak cnotą chrześcijańską – dodaje arcybiskup.

Co będzie z Przystankiem Jezus? Wszystko zależy od tego, czy będzie Woodstock. Jurek Owsiak zapowiada kameralne przedsięwzięcie. Nawet jeśli nie będzie, to pól do działania i ewangelizacji, jak zauważa bp Edward Dajczak, jest wiele. – Trzeba się zastanowić, jak trafić do blokersów, czy do parafii wiejskich, gdzie na przystankach młodzi stoją z piwem. Przystanek Jezus może zatrzymać się także między blokami czy na jakiejś małej wsi – zauważa woodstockowy biskup.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama