Nowy numer 48/2020 Archiwum

Co dalej z tym szpitalem?

Zrobiło się głośno wokół Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, niektórzy złośliwie nazywają Instytut pomnikiem Jaruzelskiego. Lada dzień może dojść do zamknięcia jego izby przyjęć.

Instytut z powodu starego długu, wynoszącego ponad 100 mln zł, został postawiony w stan upadłości. Do tego od 8 czerwca strajkują w nim lekarze. Nie wypełniają prawidłowo dokumentacji medycznej pacjentów, dlatego NFZ nie zwraca placówce pieniędzy za bieżące usługi. Długi więc rosną. Początkowo lekarze strajkowali w obronie swoich miejsc pracy i, tak jak koledzy z innych łódzkich szpitali, negocjowali podwyżki płac. Dziś, kiedy zadłużenie wciąż wzrasta i za chwilę zabraknie środków medycznych – leków, sprzętu laboratoryjnego, materiałów szewnych – sytuacja staje się krytyczna. – Jeśli moi koledzy nadal będą strajkować, szpital upadnie, a oni stracą pracę – mówi dyrektor prof. Przemysław Oszukowski. Do tej pory taka groźba nie istniała.

Po pierwsze – historia
– Byłem członkiem zespołu, który na pierwszym dyżurze w 1989 r. przyjmował pierwsze dziecko w tym szpitalu – mówi prof. Oszukowski. – I nigdy nie widziałem Jaruzelskiego. 99,9 proc. naszej kadry medycznej, która przyszła z innych placówek, też go nie widziała osobiście. Nazwą „Pomnik Matki Polki” dawno przestano się posługiwać. A to, że szpital wybudowano częściowo ze składek społecznych, częściowo z budżetu państwa za minionego ustroju, służy złośliwcom do przypinania łatki, że kadra zespołu jest „zideologizowana”. Nawet artyści malarze i rzeźbiarze przynosili swoje prace, żeby wspomóc przedsięwzięcie. Szpital miał szczęście do afer już w trakcie budowy. Ostatecznie powstał jako „Pomnik Matki i Dziecka”, hołd złożony matkom włókniarkom. – Dziecko to przyszłość narodu, trudno łączyć to z jakimiś ideami politycznymi – zaznacza dyrektor. Tych pomników matki z dzieckiem na terenie instytutu można znaleźć kilka. Jeden stoi przed budynkiem. Drugi, przesłonięty teraz kirem, w holu. Często pacjenci fotografują się na ich tle. Dyrektor Oszukowski też ma w swoim gabinecie taką statuetkę. – To symbol ciepła, rodziny – mówi. Panuje opinia, że instytut świadczy jedyne w Polsce wyspecjalizowane usługi w zakresie leczenia dzieci w łonie matki, ginekologiczno-położniczym i pediatrycznym. Sam dyrektor uważa, że to przesada. Większe województwa dysponują podobnymi specjalistycznymi ośrodkami. Ale lekarze przyzwyczaili się kierować różne trudne przypadki do nich. Tak się utarło.

– Bo szpital to nie tylko budynek, ale przede wszystkim pacjenci. I za nich jesteśmy odpowiedzialni – podkreśla. I zaraz zdesperowany dodaje, że w tej sytuacji za kilka dni będzie zmuszony zamknąć izbę przyjęć. – Pacjentów hospitalizowanych nie będziemy ewakuować do innych placówek, mamy wobec nich zobowiązania, musimy wykonać wobec nich usługi – wyjaśnia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama