Nowy numer 49/2020 Archiwum

Łyżwiarze pod palmami

Zimowa Olimpiada 2014 odbędzie się w Soczi. To rosyjski kurort, znany dzięki gorącym plażom i rzucającym kojący cień palmom.

Gdyby dzisiaj przyjechali tu z całego świata hokeiści, saneczkarze, curlingowcy czy skoczkowie narciarscy, mogliby się tylko bezradnie rozglądać po tym, zalanym betonem, wielkim mieście. Nie mieliby gdzie wystąpić. Ani nawet gdzie trenować... Kiedy do Soczi przyjechała delegacja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, miejscowe gazety pisały z gorzką ironią: „Ciekawe, co im pokażą? Pewnie ten jeden wyciąg, i to jeszcze niesprawny”.

Gdzie te lodowiska?
Wyciąg na stoku Kaukazu czasem jest jednak na chodzie. Trzeba do niego jechać z Soczi około 70 kilometrów. Ale za to wyciąga narciarzy od razu w chmury, na wysokość 2400 metrów. Śnieg leży tu zawsze, można jeździć na nartach nawet w maju. Problemem jest tylko cena biletu na wyciąg, który w przeliczeniu kosztuje ponad 30 dolarów. Mimo to na stoku widać sporo bogatych Rosjan, którzy przyjeżdżają z innych części kraju. Zwłaszcza od kiedy telewizja pokazała, jak zjeżdża stąd na nartach Władimir Putin. – Dzięki olimpiadzie zostanie zlikwidowany monopol. Powstanie więcej takich wyciągów, więc zrobi się też dużo taniej! – cieszą się już Rosjanie.

A co z lodowiskami i halami sportowymi? W planach wyglądają wspaniale i nowocześnie, zgrupowane na niewielkiej przestrzeni w miasteczku olimpijskim. Jednak w regionie nie ma żadnej tradycji uprawiania sportów zimowych. Czy więc nie okaże się, że te nowoczesne hale będą stały puste, gdy po skończonej olimpiadzie z Soczi wyjadą sportowcy? – Niekoniecznie! Już od dawna mówi się tutaj, żeby zaproponować turystom wypoczynek przez cały rok, a nie tylko latem – mówi polski ksiądz Dariusz Jagodziński, który jest proboszczem w Soczi. – Miejscowi to typ południowców, jest wielu Ormian, Gruzinów, oni sami na nartach jeździć raczej nie będą. Ale ich goście będą korzystać z tych zimowych atrakcji – ma nadzieję proboszcz.

Soczi bije konkurentów
Na razie jednak nie ma w Soczi ani sportowych obiektów, ani dobrych dróg. Dlatego konkurenci do zorganizowania olimpiady – austriacki Salzburg i południowokoreański Pyeongchang – byli bardzo zdziwieni, gdy odrzucono ich kandydatury. Salzburg ma wspaniałe tradycje, piękne sportowe trasy i hale. Także Koreańczycy zbudowali już 4 z 11 olimpijskich obiektów, więc byli pewni, że MKOI doceni ich wysiłek. Obiecywali też, że wystawią wspólną reprezentację z Koreą Północną, która dziś jest oddzielona od Południowej pasem zasieków i pól minowych. Jak więc możliwe, że przegrali rywalizację z miastem, które pod względem infrastruktury sromotnie przegrywa nawet z naszym Zakopanem?

Zapewne przeważyła polityka. W poparcie kandydatury Soczi osobiście zaangażował się prezydent Putin. Obiecał na budowę nowych obiektów 12 mld dolarów. Rosyjski koncern Gazprom zaproponował też, że zostanie sponsorem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Te i inne zabiegi zdecydowały, że w drugiej turze głosowania MKOI Soczi otrzymało 51 głosów, a Pyeongchang tylko 47.

Kandydaci lepiej przygotowani przegrali. Wygrała Rosja, która ma budować wszystkie obiekty od zera. Ta sytuacja trochę przypomina zwycięstwo Polski i Ukrainy w wyścigu o Euro 2012. I tak samo jak Polakom i Ukraińcom, także Rosjanom znad Morza Czarnego to zwycięstwo pomoże w rozwoju. I to być może nie tylko gospodarczym. – Takie imprezy otwierają też Rosję na pewne międzynarodowe standardy, niosą ze sobą jakąś kulturę – cieszą się mieszkańcy Soczi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama