Nowy numer 42/2020 Archiwum

Raport: odsłona pierwsza

Ujawniając raport z weryfikacji WSI, prezydent Lech Kaczyński zapowiedział jego dalszy ciąg. Czy wzbudzi takie same emocje jak część pierwsza?

Obelgi, riposty i sądowe pozwy – tak jeden z dzienników podsumował wydarzenia, które miały miejsce w Polsce po opublikowaniu przygotowanego przez zespół pod kierunkiem Antoniego Macierewicza raportu o WSI. Raport wywołał znacznie więcej emocji niż refleksji. To niedobrze. Niedobrze również, że przecieki z powstającego dokumentu pojawiały się na wiele tygodni przed jego dostarczeniem najważniejszym ludziom w państwie. Dzień po opublikowaniu raportu dziennikarz publicznej telewizji oświadczył, że już w styczniu dysponował tekstem i nawet cytował fragmenty ówczesnej wersji. Niedobrze, że pojawiły się w tekście nieścisłości (może nawet nierzetelności), które krytykom pozwalają podważać wiarygodność całego raportu.

Konieczna likwidacja
Informacje o licznych nieprawidłowościach w Wojskowych Służbach Informacyjnych pojawiały się w mediach od dawna. Od dawna również zwracano uwagę, że wojskowe służby specjalne po roku 1989 praktycznie nie przeszły weryfikacji i pod wieloma względami były kontynuacją służb PRL-owskich. Przekonanie o konieczności ich zlikwidowania było wśród polityków różnych opcji (z wyjątkiem SLD) niemal powszechne. Odpowiednia ustawa została przyjęta zdecydowaną większością głosów.

Uważna lektura tej ustawy nie pozostawia wątpliwości, że zarówno sama likwidacja WSI, jak i raport weryfikacyjny mają charakter polityczny. I w takim kontekście trzeba na ten dokument patrzeć. Podobnie z ustawy wynika, że raport zawiera wyłącznie negatywy, a żadnych pozytywów. On miał dotyczyć przestępstw i nadużyć. W rezultacie napisany jest tonem oskarżycielskim, co wielu bezpośrednio zainteresowanych jego treścią irytuje. Trudno się im dziwić, ale równie trudno wyobrazić sobie ten raport napisany innym tonem.

Pożytek dla obywatela
Opublikowanie raportu wywołało falę wzajemnych oskarżeń, utrudniających jego odbiór. Tymczasem skoro dokument został ujawniony, to znaczy, że zwykły obywatel powinien mieć z niego jakiś pożytek. Jednak tekst jest niesłychanie długi i jak przyznają ci, którzy podjęli próbę jego lektury, niezrozumiały i nudny. Ktoś powiedział, że wolałby jako obywatel otrzymać tekst kilkunastostronicowy, ale jasno wskazujący, co było złe w działaniach WSI, i podający kilka jednoznacznych przykładów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama