Nowy numer 38/2018 Archiwum

Pasterze Wyspy Zielonej

O drugiej w nocy ksiądz wraca do Dublina ze Mszy na zachodzie wyspy, a o szóstej rano wyrusza na jej południe, by odprawić Mszę żałobną za tragicznie zmarłego Polaka. Duszpasterstwo polskie na Zielonej Wyspie to bardziej szukanie ludzi, wychodzenie im naprzeciw niż czekanie, aż sami przyjdą.

Nie ma w tym zresztą nic nadzwyczajnego. Trudno nawet sobie w tej chwili wyobrazić inny rodzaj posługiwania polskiej społeczności w Irlandii (zarówno w Republice, jak i w Irlandii Północnej), która szacunkowo liczy około 200 tysięcy osób. W ramach powstałego w listopadzie ubiegłego roku Duszpasterstwa Polskiego pracuje już sześciu polskich księży, w ciągu tego lata dojdzie kilku następnych. Organizatorem i koordynatorem duszpasterstwa jest ks. Jarosław Maszkiewicz z archidiecezji warszawskiej, któremu „misję irlandzką” zlecił Ksiądz Prymas.

– Inicjatywa wyszła od arcybiskupa Dublina Diarmuida Martina, który jest bardzo otwarty na potrzeby Polaków i innych emigrantów w Irlandii – mówi ks. Maszkiewicz. Poza ścisłą strukturą duszpasterstwa polskiego pracuje także pięciu innych polskich księży, w tym dość szeroko opisywani w polskich mediach dwaj dominikanie – o. Lisak i o. Grubka. Przez jeden czerwcowy tydzień mieliśmy okazję obserwować, jak działa polskie duszpasterstwo w Irlandii.

Idę na zachód zielony za światłem serca własnego
– śpiewał w XVIII wieku ślepy poeta Raftery, legendarny bard Irlandii zniewolonej przez Anglików. I my ruszamy z księdzem Maszkiewiczem z Dublina spod kościoła św. Audoena na zachód wyspy, po którym wędrował Raftery – do niewielkiego (jak na warunki polskie) miasteczka Carrick-on-Shannon. Parafia św. Togherta, licząca około 3 tysięcy wiernych, w której mieszka i pracuje co najmniej 300 Polaków. Nieformalnym liderem polskich katolików jest Michał Ligas, młody człowiek pochodzący z parafii św. Bartłomieja z Gliwic. Pracuje w systemie podobnym do naszego czterobrygadowego, więc ma czasem kilka wolnych dni.

– Pomyślałem, że mogę pomóc w tutejszej parafii – mówi Michał, który w Gliwicach był wolontariuszem w grupie pracującej z niepełnosprawnymi. – Przyszedłem do księdza proboszcza Briana Brennana i powiedziałem, że mogę pomóc na budowie, bo widziałem, że remontowany jest kościół – opowiada. Proboszcz zaproponował mu, żeby... powyrywał chwasty w ogrodzie. Michał zdziwił się, ale przyjął propozycję. Niebawem wyjaśniło się, że chciał remontować kościół... anglikański, który sąsiaduje ze świątynią katolicką. Potem bardzo zdziwił się ks. Brennan, bo Michał nie chciał żadnych pieniędzy za swoją pracę. W każdym razie – Michał wyrywał te chwasty, aż w końcu sekretarka parafialna Carmel Nally widząc, że młody Polak ma szczere chęci, zaproponowała mu współtworzenie gazetki parafialnej, której część ukazuje się po polsku.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama