Nowy numer 32/2022 Archiwum

Chrześcijaństwo zobowiązuje

Chrzest w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego daje niesłychane przywileje. Niesie też obowiązki, które… również są wspaniałymi przywilejami.

Kiedy się wpisze w wyszukiwarkę hasło „rzecznik praw”, pojawi się wiele odpowiedzi. Mamy rzeczników praw obywatelskich, praw dziecka, praw pacjenta, praw lekarza, praw konsumenta, praw pasażerów, praw ubezpieczonych, praw ucznia, studenta, doktoranta…

Do powszechnie uznanych praw człowieka dopisuje się nowe, nawet tak horrendalne jak „prawo” do aborcji. Jednocześnie zdaje się zanikać świadomość istnienia obowiązków. O nich mówi się niechętnie, co przecież nie znaczy, że stały się mniej ważne.

Narcyzm globalny

Wydaje się, że w świecie dominuje systemowy egoizm, który każe człowiekowi upatrywać szczęścia wyłącznie w realizacji własnej pomyślności. Wszystko należy się MNIE. To JA mam prawa i JA stanowię cel swoich dążeń.

Postrzeganie świata jedynie z ludzkiej, doczesnej perspektywy prowadzi do uznania za przeszkodę wszystkiego, co zaburza narrację „nowego wspaniałego świata”.

Prof. Joseph Weiler, ortodoksyjny żyd, specjalista w dziedzinie prawa konstytucyjnego, międzynarodowego i unijnego, w zamieszczonym w tym numerze wywiadzie wskazuje, że dziś w przestrzeni publicznej nie mówi się już o obowiązkach – mówi się wyłącznie o prawach. Naukowiec upatruje w tym jednej z konsekwencji „tak długiego i błogosławionego okresu pokoju”, który obok skutków pozytywnych zawiera i negatywne. Jego zdaniem do tych drugich należy skoncentrowanie społeczeństw na kwestiach materialnych, co powoduje zapomnienie o sprawach znacznie ważniejszych i głębszych. Efekt jest taki, że Europa nie chce nawiązywać do swoich chrześcijańskich korzeni ani nawet o nich wspominać. Chrześcijaństwo bowiem kojarzy się z obowiązkiem, a obowiązek kojarzy się źle.

Dlaczego? Przecież człowiek, przyjmując chrzest w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, otrzymuje przede wszystkim nadzwyczajne przywileje, absolutnie niezwykłe. Przede wszystkim dziecięctwo Boże – prawo nazywania Boga swoim Ojcem i udział w życiu Trójcy Świętej.

– Jesteśmy zanurzeni w kulturze w dużej mierze narcystycznej. A narcyzm to tyleż samouwielbienie, co niechęć do siebie. Ona słabo rozpoznaje potrzeby innych, a uczucia wielkości ścierają się w niej z poczuciem pustki. Dla podparcia niepewnego poczucia własnej wartości potrzebuje ciągłego napływu wyrazów podziwu i aprobaty – uważa ks. dr hab. Arkadiusz Wuwer, specjalista z zakresu katolickiej nauki społecznej. – Do niedawna, gdy ktoś nie miał słuchu muzycznego, to nie szedł na akademię muzyczną. A teraz idzie i żąda utworzenia wydziału kompozytorskiego dla pozbawionych słuchu muzycznego. I nie można mu odmówić! – ironizuje.

To świat niekonsekwencji i sprzeczności: człowieka trapi niepokój, ale nie poczucie winy; nie cierpi konkurencji, ale w niej uczestniczy; boi się śmierci, ale odrzuca życie. Domaga się dobrego poziomu ekonomicznego, który nie wymaga troski o jutrzejszy dzień, a z drugiej strony oczekuje uwolnienia od odpowiedzialności. To rodzi bierność i oczekiwanie zaspokojenia własnych roszczeń „przez nich” – przez sprawujących władzę.

– Kościół tworzą ludzie, którzy także są w tej kulturze zanurzeni. Będąc dziećmi swoich czasów, przekładają to też na swoje powinności wynikające z chrztu. Widzą przywileje, natomiast w odniesieniu do obowiązków pojawia się u nich ten sam mechanizm: „Nie kwestionujemy, że jesteście księżmi i biskupami, ale dajcie nam święty spokój. Nie interesujcie się zbytnio naszym życiem, bądźcie mili i niewymagający. Róbcie swoje, ale tak, żebyśmy mieli komfort” – komentuje duchowny.

Funkcje Jezusa i nasze

Chrześcijanie powszechnie nie podejmują dziś obowiązków, które wynikają z ich chrztu, ani nawet nie bardzo wiedzą, na czym one polegają. Zatem konkretnie: jakie obowiązki wynikają z chrztu?

– One mieszczą się w tym, co wyraża funkcja kapłańska, królewska i prorocka Jezusa. Ochrzczony ma udział w tych funkcjach. Razem z Nim jest kapłanem i na mocy sakramentu chrztu pełni z Nim funkcje kapłańskie. Czyli czci Pana Boga, uznaje Go w życiu, utrzymuje z Nim żywy kontakt, modli się, składa Bogu ofiary, ma Go w myśli i w sercu – odpowiada ks. Arkadiusz Wuwer. Wskazuje, że ideałem jest stan, który określa zdanie: „Chodzi w obecności Boga”.

– Funkcja prorocka zobowiązuje do bycia świadkiem – „światłem w świecie”. Prorok dobro nazywa dobrem, zło złem. Za dobrem idzie, zła nie czyni. Jest odważny. I wreszcie funkcja królewska, która polega na służbie. Zwykle redukujemy ją do bycia katolikiem zaangażowanym w dzieła charytatywne. Jednak te funkcje dopiero wszystkie razem są przestrzenią obowiązków wynikających z sakramentu chrztu – tłumaczy kapłan.

Każdy usłyszy

Osoby deklarujące zerwanie z Kościołem często argumentują, że nie podejmują zobowiązań wynikających z chrztu, ponieważ sam chrzest, przyjęty w niemowlęctwie, nie był ich decyzją. Zauważyć jednak wypada, że ochrzczeni świadomie przyjmują sakrament bierzmowania. W nim zostaje przypomniane i pomnożone to, co stało się w momencie chrztu. To jest ugruntowanie w łasce pierwszego sakramentu i przyjęcie Ducha Świętego, żeby tym darem żyć, spełniać obowiązek i być świadkiem.

– Duchowość chrzcielna podkreśla nie tylko aspekty negatywne, takie jak uwolnienie od grzechu pierworodnego, ale także pozytywne: włączenie we wspólnotę Kościoła, która radośnie proklamuje: „Jezus jest Synem Bożym” – przypomina ks. Arkadiusz Wuwer. Zwraca uwagę na niedostatek tej świadomości wśród wierzących, co może być spowodowane także problemami w komunikacji – język i pojęcia, których używa się w Kościele, mogą być interpretowane niezgodnie z intencją głoszącego.

– Powstaje pytanie, na ile ten człowiek na religii czy w kościele rozumie to, co ja mówię. Bo on to filtruje przez swoją postmodernistyczną mentalność i może się okazać, że on słyszy i rozumie coś zupełnie innego, niż chcę mu przekazać – zauważa. Podkreśla, że nie będzie też zrozumienia, jeśli duchowość chrzcielna nie będzie chlebem codziennym tego, który głosi.

Wygląda to dosyć pesymistycznie – wiarę deklarują tłumy, a zobowiązania z niej wynikające podejmują, jak się wydaje, jednostki.

– My, wszyscy ochrzczeni, przypominamy uczniów, którzy idą za Jezusem, słuchają Go, ale niewiele to w ich życiu zmienia. I przychodzi taki moment, wcześniej czy później, że słyszymy jak apostołowie: „Czy i wy chcecie odejść?”. Każdy słyszy to pytanie. A Jezus nikogo nie zatrzymuje, ale pyta jak Piotra: „Czy miłujesz mnie?”. I to jest ten moment, w którym – jeśli wybieramy Jezusa – obowiązki przestają być ciężarem i zaczyna się je spełniać całym sercem i z radością – przekonuje duchowny.

Odwróciło się

Tu dochodzimy do istoty problemu. Jest nim myślenie o Kościele w kategoriach „my i oni” albo „ja i oni”. Ksiądz Arkadiusz Wuwer zwraca uwagę na fakt, że obowiązek może być uważany za narzucony albo przyjęty dobrowolnie. Uważa, że w przeciętnej wrażliwości obowiązki wynikające z sakramentu chrztu i bycia chrześcijaninem są przez wielu ludzi traktowane jako narzucone. Przez kogo? Przez Kościół, a właściwie przez hierarchię.

– Kiedy miałem 16 lat i zaczynały się oazy, spotykaliśmy się z rówieśnikami i czytaliśmy pierwsze encykliki Jana Pawła II. Kłóciliśmy się przy tym, choć w ogóle tego nie rozumieliśmy, ale to była pasja. To było coś, co chcieliśmy robić. Dlaczego? Dlatego, że Kościół jawił się nam jako przestrzeń wolności. To świat był zniewolony, nie można było nigdzie jechać, nie można było robić wielu rzeczy, nie można było być sobą. Ale w Kościele byliśmy wolni! Dzisiaj ta optyka zmieniła się o 180 stopni. Dzisiejszy szesnastolatek uważa Kościół za przestrzeń zniewolenia. A w świecie jest wolny – zaznacza.

Przy tym sposobie myślenia każdy obowiązek będzie spełniany niechętnie, bo zostanie potraktowany jako narzucony. Dotyczy to zwłaszcza młodej generacji, do 25 lat. – Dopóki tak będzie, każda argumentacja, najsłuszniejsza i najbardziej pobożna, będzie się odbijać od muru, którym jest myślenie, że „oni nam każą” – prognozuje specjalista.

Co z tym zrobić? – Jest szansa w nowej ewangelizacji, jest nadzieja w Synodzie o synodalności – mówi kapłan. I zachęca tych, którzy, jak pielgrzymi piekarscy, przychodzą i modlą się w wielkim tłumie, a potem wracają między tych, którzy ich nie rozumieją, żeby się nie zniechęcali: – Niech pamiętają, że są światełkami w świecie, które czasami zbierają się w pochodnię, żeby potem znowu się rozproszyć jak iskry, by zapalać innych. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze