Nowy numer 48/2020 Archiwum

Operacja: Zachód

Lekarze i pielęgniarki już nie walczą o wyższe zarobki. Po prostu intensywnie uczą się angielskiego. Ale jeśli najlepsi wyjadąza granicę, kto nas będzie leczył?

Od maja ubiegłego roku, kiedy zachodnioeuropejskie rynki pracy stanęły przed Polakami otworem, skorzystało z tego co najmniej 6 tysięcy lekarzy i 5 tysięcy pielęgniarek. Tylu medyków pobrało stosowne zaświadczenia z izb lekarskich i pielęgniarskich. Szacuje się, że w rzeczywistości wyemigrowało ich dwa razy więcej – bowiem nie wszyscy zagraniczni pracodawcy wymagają dokumentów z zawodowych stowarzyszeń. Kolejni już przygotowują się do wyjazdu. Według sondażu Naczelnej Izby Lekarskiej o emigracji – chociażby na jakiś czas – myśli co czwarty chirurg szczękowy, co dziesiąty anestezjolog...

Starzy wymierają, młodzi uciekają
Tymczasem krajowym placówkom służby zdrowia zaczynają doskwierać braki kadrowe. Niedobór personelu mają wszystkie warszawskie szpitale. W niektórych przekłada się wcześniej zaplanowane operacje, bo są trudności ze skompletowaniem obsługi sal operacyjnych. Najgorzej jest tam, gdzie oprócz umiejętności wymagane są szczególne predyspozycje: na oddziałach intensywnej terapii, blokach operacyjnych, neurochirurgii.

– Od ręki mógłbym przyjąć ośmiu lekarzy różnych specjalności – mówi Adam Koprowski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Pediatrycznym przy Niekłańskiej w Warszawie. – Ale nikt się nie zgłasza. Oferujemy tyle, ile możemy, ale prywatnych placówek i tak nie przebijemy, bo tam za godzinę pracy lekarz zarabia cztery razy więcej.

Na stronie internetowej Naczelnej Izby Lekarskiej ponad sto placówek z całego kraju szuka lekarzy rodzinnych, specjalistów i pielęgniarek. Anestezjologów i pielęgniarek poszukują szpitale w Łódzkiem i na Śląsku. W okolicach Białegostoku brakuje anestezjologów i okulistów. Lekarzy tych specjalności poszukuje się nawet wśród emerytów.

– Mamy o sześciu anestezjologów mniej niż kilka lat temu. Szczególne problemy są w okresie urlopowym – mówi Danuta Zawadzka, dyrektor wojewódzkiego szpitala w Białymstoku. – W naszym szpitalu bloki operacyjne są rozproszone, więc anestezjolodzy muszą pracować na kilku stanowiskach. Już teraz z innych placówek ściągamy lekarzy na 2,5 etatu, a planujemy jeszcze utworzyć nowy oddział intensywnej terapii, do którego też potrzebny będzie personel.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama