Nowy numer 48/2020 Archiwum

Maturalne lustro

To był prawdziwy egzamin dojrzałości. Pierwszy, tym razem nie tylko dla maturzystów, ale także dla nauczycieli, egzaminatorów i oczywiście rodziców, którzy szczególnie przeżywali tę próbę nerwów.

To był także sprawdzian dla szkół. Na pewno pozytywnie zaliczyły go licea ogólnokształcące, bez względu na adres i dorobek, bo obowiązkowe egzaminy z polskiego zdali prawie wszyscy, a tylko jednostki nie poradziły sobie z testem z języków obcych. Gorzej poszło z przedmiotami wybieranymi przez maturzystów, szczególnie z matematyką, co wiele mówi zarówno o złych programach nauczania, jak i o formule samego egzaminu, wyraźnie niedostosowanej do możliwości uczniów.

Nową maturę oblały licea profilowane. Trudno się zresztą dziwić, bo – mimo efektownie brzmiącej nazwy – są to w rzeczywistości szkoły zawodowe. Trafiają tu uczniowie o mniejszych możliwościach, a liczba godzin z przedmiotów ogólnokształcących jest ograniczona. W tym przypadku nie mogło być mowy o równości szans, a pogrom maturzystów był łatwy do przewidzenia.

Cena nieuczciwości
To była historyczna matura. Po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z egzaminem zewnętrznym, takim samym w całej Polsce, przeprowadzonym w porównywalnych warunkach, sprawdzanym według jednego klucza. Dzięki temu po raz pierwszy można powiedzieć coś pewnego o polskiej szkole. Nie tylko o źle uczonej matematyce czy chybionym, profilowanym eksperymencie licealnym. Także o ściąganiu, dawniej tolerowanym, za które tym razem trzeba było płacić wysoką cenę. Nawet niekoniecznie będąc przyłapanym na gorącym uczynku. Kilkuset maturzystów dopiero podczas ogłaszania wyników dowiedziało się, że komisja wykryła niesamodzielność ich pracy. To bolesna lekcja i ostrzeżenie dla kolejnych roczników, że oszustwo nie popłaca.

Ciesząc się z dobrych wyników, trzeba mieć jednak świadomość, że maturalne lustro nie pokazało całej prawdy, lekko retuszując rzeczywistość. W przypadku przedmiotów obowiązkowych poprzeczka ustawiona była dość nisko, wystarczyło rozwiązanie nawet 60 proc. zadania i udzielenie w sumie 30 proc. poprawnych odpowiedzi. Stopień trudności – poza matematyką – nie był wysoki. To także cena za masowość egzaminu, niegdyś elitarnego. A że egzamin był na serio, a nie na niby, ktoś musiał go oblać.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama