Nowy numer 2/2021 Archiwum

Polska bieda

Połowa Polski żyje w biedzie. Porażające dane GUS jakoś nie spędzają snu z oczu rządzących, nie są także tematem poważnych debat publicznych. A powinny. Skutki ubóstwa dotykają przecież wszystkich. Także tych, którym dobrze się wiedzie.

A mury rosną
O tym, że mamy dziś jakby dwie Polski, wiadomo od dawna. Najbardziej przerażające jest to, że w ostatnich latach wyraźnie pogodziliśmy się z takim stanem rzeczy. Dotyczy to zarówno rządzących, jak i rządzonych. Nie ma praktycznie żadnych państwowych programów przeciwdziałających postępującej segregacji społecznej. Za to coraz większe pieniądze wydaje się na budowanie murów oddzielających ludzi sukcesu od ludzi bezradnych. Strzeżone, luksusowe osiedla i komunalne getta, to dziś polska codzienność. Ale nadzieja wygranych, że bezpieczeństwo i spokój ducha można sobie kupić za pieniądze, jest złudna.

Tak naprawdę Polska jest jedna, a bieda prędzej czy później uderzy także w bogatych. Niekoniecznie włamując się do samochodu albo letniej daczy. Po prostu przy takim spadku dochodów połowy populacji państwo nie udźwignie rozrastających się systemów pomocy społecznej i rozsypią się finanse publiczne. Zreformowanie ich też stanie się niemożliwe, bo – zgodnie z regułami demokracji – nie pozwolą na to miliony wyborców uzależnionych od zasiłków z budżetu. I tak koło się zamyka. Bieda już stała się w Polsce problemem bogatych.

Co robić?
Wśród polityków modne są dwie szkoły walki z ubóstwem. Jedna, „janosikowa”, mówi: podnieść podatki bogatym i zwiększyć skalę pomocy dla biednych. Druga, liberalna, radzi, by skupić się na wzroście gospodarczym, a wyższy PKB sam rozwiąże wszystkie kłopoty. Obie szkoły prowadzą na manowce. Pierwsza, bo jest karykaturą solidarności społecznej, w praktyce podnoszącą tylko koszt tworzenia nowych miejsc pracy. Druga, bo nadal pozostawia ludzi samym sobie, a jako się rzekło, bieda rodzi się z bezradności.

Tak jak nie wymyślono lepszego systemu niż demokracja, tak w gospodarce najefektywniejszy jest wolny rynek, a systemy zasiłkowe utrwalają wykluczenie, trzymają ludzi z dala od rzeczywistości, dla której nie ma alternatywy. Rzecz w tym, by nauczyć ludzi stąpać po twardym gruncie.

Ojciec Święty, mówiąc o wykluczeniu społecznym jako istocie ubóstwa, używa określenia „czwarty świat”. Zatrzymaniu procesu wykluczenia milionów Polaków powinny sprzyjać zarówno rządowe programy, jak i działalność pomocowa stowarzyszeń charytatywnych. To będzie największe wyzwanie nie tylko dla nowego parlamentu, także dla nas wszystkich, bo bez społecznej solidarności staniemy się krajem nie trzeciego, a czwartego świata.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama