Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ostrożnie i z rozwagą

Od kilku dni w medialnym obiegu znajduje się część pomocy archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej. W żadnym przypadku nie mogą być one odczytywane, jako lista agentów bezpieki, aczkolwiek i tacy na tej liście się znajdują.

W spisie znajdują się zarówno sygnatury akt byłych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL, jak i akt tajnych współpracowników oraz kandydatów na tajnych współpracowników. Zwłaszcza ta ostatnia kategoria wymaga niezwykłej rzetelności ze strony badaczy. Oficerowie SB rejestrowali jako kandydata, a czasem nawet tajnego współpracownika osoby, które nigdy nimi nie były. Dopiero wnikliwa analiza wszystkich dokumentów pozwala ustalić, czy werbunek miał rzeczywiście miejsce, czy kandydat na tajnego współpracownika, jako niespełniający wymogów, został ze spisów SB wyrejestrowany.

Dokumenty skopiowane przez Wildsteina nie odzwierciedlają faktycznego zasobu stanu agentury, chociażby z tego względu, że odnoszą się tylko do spisów inwentarzowych z województwa warszawskiego. Jak wspomniałem, są to jedynie sygnatury teczek, które ocalały. Natomiast zarejestrowanych agentów w skali całego kraju było znacznie więcej. W spisach inwentarzowych znajduje się ponad milion nazwisk, ale w zdecydowanej większości wypadków, poza rejestracją, nie zachowały się inne materiały. Nie ma więc możliwości, aby je zweryfikować.

Można oczywiście ubolewać, że upowszechnianie wiedzy o tym zasobie odbywa się w takich warunkach. Winę za to ponoszą przede wszystkim te środowiska, z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele, które przez wiele lat starały się ukryć prawdę o dramatycznych konsekwencjach uwikłania wielu Polaków we współpracę z aparatem ucisku i represji. Należy więc zdecydowanie przyspieszyć proces udostępniania akt bezpieki pokrzywdzonym i naukowcom, a w określonych wypadkach także opinii publicznej. Dotyczyć to powinno przede wszystkim osób publicznych.

Musi zostać usunięta data 1983 r., obecnie stanowiaca cezurę czasową, do której można ujawniać nazwiska tajnych współpracowników. Każdy pracodawca powinien mieć prawo zapytać IPN, jaka była przeszłość jego pracowników. Lustracji powinni podlegać także działacze samorządowi oraz osoby kierujące wyższymi uczelniami, a także dziennikarze. Z rozwagą, ale konsekwentnie musimy uwolnić nasze życie publiczne od balastu, jaki pozostawiła nam w spadku PRL.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się