Nowy numer 3/2021 Archiwum

Proszę nie czekaćna połączenia

Komunikacja publiczna w Polsce jest w odwrocie. To przede wszystkim problem tzw. prowincji. Państwowi przewoźnicy zarobić wiele tam nie mogą, więc poprawiają rentowność. Kosztem mieszkańców wiosek i miasteczek. Monopolista kolejowy likwiduje połączenia, oddając bez walki pole przewoźnikom autobusowym.

Daleko, coraz dalej
Podobnie jak na kolei, granicą lokalnej komunikacji autobusowej są często granice powiatów. Nic nie jeździ asfaltowym odcinkiem Drogi Sudeckiej z Chełmska Śląskiego do Łącznej w Górach Stołowych. Wsie dzieli zaledwie kilka kilometrów, lecz pierwsza leży w powiecie kamiennogórskim, a druga w wałbrzyskim.

Na szczęście firmy przewozowe coraz częściej wyznaczają kursy na trasach, które dawniej obsługiwała niemal wyłącznie kolej. Dalekobieżne autobusy łączą wygodnie i tanio najodleglejsze miejscowości w kraju i za granicą. Narzekająca na niedofinansowanie kolej jakby nie dostrzegała, że traci pasażerów na rzecz konkurencji samochodowej.

A przecież uzyskanie koncesji na daną trasę jest prawdziwą drogą przez mękę. Jeśli linia autobusowa z Mielca do Kłodzka przebiega przez teren pięciu województw, firma przewozowa musi uzyskać zgodę na zatrzymywanie się na poszczególnych dworcach, a potem zatwierdzić rozkład jazdy we wszystkich urzędach marszałkowskich po drodze. – Wystarczy zmiana w nazwie firmy, by musiała ona ponownie występować o koncesje na wszystkie obsługiwane przez siebie trasy – mówi Zbigniew Ortyl, kierownik przewozów mieleckiego PKS-u. Nawet żeby uzyskać zgodę na postój, trzeba przebrnąć uciążliwą procedurę w urzędach.

– Z tego powodu autobus z Zakopanego do Gliwic nie zatrzymuje się w dwustutysięcznym Bytomiu – wyjaśnia Jan Gołąbek, dyrektor PKS-u zakopiańskiego.

Dalekobieżne autobusy PKS nie zaspokoją jednak potrzeb lokalnych społeczności. Tragiczna wręcz sytuacja pod tym względem występuje w małych wioskach w górach, które nie leżą na przelotowych trasach.

– Reforma transportu publicznego odcina ludzi od świata – ocenia Jakub Halor ze Stowarzyszenia Górnośląskich Kolei Wąskotorowych, obsługującego ostatnią ocalałą linię wąskotorową w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym. – Jest wiele miejsc, gdzie jedynym sposobem dojazdu stał się autostop.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama