Nowy numer 48/2020 Archiwum

Chcieć znów znaczy móc

Zamiast czekać na cud lub narzekać bezrobotna młodzież uczy się, jak być atrakcyjnym dla pracodawcy. Po kursach w mieleckiej „Kanie” wielu znalazło pracę. W listopadzie, podobnie jak w październiku, bezrobocie w Polsce było najniższe od początku roku i wyniosło 18,7 proc. – ogłosił w ostatnich dniach grudnia Główny Urząd Statystyczny. Co z tego, skoro nie przybywa miejsc pracy.

Czytając inne dane można po prostu rwać włosy z głowy. Prawie jedna trzecia pozostających bez pracy to młodzież poniżej 24 roku życia. W przedziale wiekowym 18–34 lat bezrobotna jest co druga osoba!
Co prawda rząd ambitnie chce obniżyć poziom bezrobocia do 12 proc. w roku 2013, jednak na razie założenia Narodowego Planu Rozwoju przewidują, że każdego roku przybędzie w Polsce około 105 tys. bezrobotnych. Przybywa także coraz więcej utrudnień i obciążeń podnoszących koszty pracy. Brak przede wszystkim pomysłu i działań, które skłoniłyby przedsiębiorców do zatrudniania nowych pracowników.

25-letnia Agnieszka Kozioł z Mielca w 2003 roku ukończyła politologię na Akademii Świętokrzyskiej.
– Wróciłam do Mielca i zaczęłam bezskutecznie szukać pracy. Trwa to już, nie licząc stażu, ponad rok – wyznaje. Mogłaby uczyć w szkole, bo ma przygotowanie pedagogiczne, ale szkoły nie potrzebują nauczycieli. – Złożyłam wiele podań do różnych firm, ale z żadnej nie dostałam odpowiedzi. W wielu urzędach nawet nie chcą przyjmować aplikacji – dodaje Agnieszka.

Młodzież, choć niełatwo jej wejść na rynek pracy, nie musi załamywać rąk. Skoro nie może liczyć na rządzących, wszystko zależy od niej samej. Od umiejętności, wiedzy, doświadczeń zdobywanych jeszcze podczas nauki. Choć nie zawsze to wystarcza, talenty trzeba doskonalić i umiejętnie je „sprzedawać”.

Socjolog dr Krzysztof Koseła z Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że najpowszechniejszą odpowiedzią ze strony młodzieży na zagrożenie bezrobociem jest pęd do nauki.
– Młodzi ludzie wiedzą, że dziś przepustką do kariery są inteligencja, pracowitość, wiedza. Dyplom wyższej uczelni ciągle jeszcze daje największe szanse na znalezienie pracy – twierdzi Koseła.
Jednak już kierunek studiów nie ma większego znaczenia dla znalezienia pracy w wyuczonym zawodzie – zastrzega Stanisław Dydusiak, szef Powiatowego Urzędu Pracy w Tarnowie. – Jedynie anglista znajdzie pracę od zaraz – zauważa. Olbrzymie trudności będą mieć choćby ekonomista czy absolwent zarządzania.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama