Nowy numer 48/2020 Archiwum

Terapia na siłę

Szczypta litu, szczypta fluoru. Czy przez to będziemy zdrowsi? Coraz większa liczba naukowców uważa, że do wody pitnej nie powinno się dodawać żadnych specyfików.

Uczeni z dwóch japońskich uniwersytetów (w Oita oraz w Hiroszimie) opublikowali w periodyku „British Journal of Psychiatry” pracę podsumowującą trwające od wielu lat badania. Przyglądali się ilości samobójstw na terenie japońskiej prefektury Oita, którą zamieszkuje około miliona ludzi. Po dokładnym przeanalizowaniu danych statystycznych doszli do wniosku, że liczba samobójstw była mniejsza na terenach, na których stężenie jonów litu w wodzie pitnej było większe.

Już niewielkie ilości litu bardzo zmniejszały ilość samobójców. Nie dotyczyło to jednak tych, którzy na tereny o podwyższonym stężeniu pierwiastka przeprowadzili się stosunkowo niedawno. Korzystny wpływ litu na pracę mózgu najwidoczniej zależy od długotrwałego spożywania wody z jego jonami, nawet przez wiele lat. Przez tak długi okres nie sposób jednak wymóc na dużej grupie ludzi zażywania „profilaktycznie” litowego preparatu, dlatego pojawił się pomysł, by lit dodawać do wody pitnej w czasie jej uzdatniania.

Sprawdzić, nie działać
Sprawę trzeba niewątpliwie sprawdzić. I to najlepiej w różnych częściach globu. Być może na życie mieszkańców Oita wpływa coś zupełnie innego niż stężenie litu w wodzie? Może ich dobre samopoczucie tylko częściowo jest wynikiem dużej ilości tego pierwiastka. Możliwości jest wiele. Czy gdyby potwierdziło się to, co opisali Japończycy, związki litu powinno dodawać się do wody pitnej? Zdania są podzielone. Część argumentów przeciw takiemu rozwiązaniu ma charakter ogólny. Czy nie jest zagrożona wolność jednostki, gdy bez pytania do wody, od której człowiek jest uzależniony, dodaje się jakieś specyfiki?

Z drugiej jednak strony, czym różni się dodawanie litu do wody od zakazywania sprzedaży produktów niezdrowych? Pozostawiając te spory, badacze nie są zgodni co do medycznych „zysków” z tej operacji. – Jony litu mogą działać jak silny stabilizator nastroju – mówi Sophie Corlett, dyrektor organizacji zajmującej się problemami zdrowia psychicznego. Zaznacza jednak, że w wyższych dawkach pierwiastek ten może mieć działania toksyczne i powodować poważne skutki uboczne. Sprawy nie ułatwia także to, że raz zmagazynowany w organizmie lit bardzo długo w nim pozostaje, oraz że na jakiekolwiek efekty przyjdzie czekać długie lata, bo zmniejszoną liczbę samobójstw – o ile kiedykolwiek – uda się zaobserwować dopiero wtedy, gdy odpowiednia ilość litu w naszym organizmie zostanie zmagazynowana.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się