Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zdrowsze serce bez noża

Od niedawna w Polsce chorzy po 70. roku życia cierpiący na zwężenie zastawki aortalnej mogą poddać się jej nieoperacyjnemu wszczepieniu w czasie zabiegów TAVI. Te nowatorskie zabiegi wykonano już z powodzeniem w ośrodkach kardiochirurgicznych w Zabrzu, Katowicach, Krakowie i Warszawie.

Chorych z ciężką wadą aortalną w postaci zwężenia zastawki jest w naszym kraju coraz więcej, choćby z tego powodu, że w społeczeństwie zwiększa się ilość osób starszych, a schorzenie to dotyka właśnie 70-, 80-latków. Zwykle cierpią oni z powodu stałej duszności i bólów zamostkowych i jedyną szansą jest dla nich operacja. Ale po siedemdziesiątce dolegliwościom związanym z zaburzeniami dopływu krwi do mięśnia sercowego towarzyszy często wiele innych schorzeń, jak cukrzyca, niewydolność nerek, udary mózgowe, które bardzo zwiększają ryzyko operacji albo w ogóle wykluczają interwencję chirurgiczną. – Bezoperacyjne wszczepienie zastawki to wielka szansa polskiej medycyny i pacjentów – mówi prof. Marian Zembala z Centrum Chorób Serca w Zabrzu, który razem z zespołem dokonał wszczepienia. – Metoda jest wprowadzana w naszym ośrodku z dobrymi rezultatami. Łącznie w polskich centrach medycznych zastosowano ją u 15 chorych. Pierwsze dwa takie zabiegi zrobiono w Zabrzu 26 listopada 2008 r. Jedna z chorych miała 80 lat, druga – 70.

Zaczęło się
wszystko we Francji, gdzie 7 lat temu Alain Cribier dokonał wprowadzenia protezy zastawki aortalnej przez żyłę udową, z wykorzystaniem specjalnego cewnika oraz balonu, który tę zastawkę już w sercu „rozprostował”. Naukowo ten zabieg nazywa się „przezcewnikową implantacją zastawek”. Jak bez operacji wprowadzić w okolice serca zastawkę? Metody są dwie. Jedna polega na dokonaniu małego cięcia w okolicy koniuszka serca i wprowadzeniu zastawki do aorty, druga na wprowadzeniu implantu przez tętnicę udową do aorty. Obie metody wykorzystano podczas zabiegów w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. W nieoperacyjnym wszczepieniu zastawki uczestniczył zespół specjalistów z różnych dziedzin diagnozowania i leczenia serca (bo współpracują tu ściśle kardiolodzy i kardiochirurdzy).

Wołowe i wieprzowe
Obecnie do przeszczepów używa się dwóch rodzajów implantów. Pierwszy, udoskonalona wersja protezy użytej przez Cribiera, wykonany jest z osierdzia wołowego, zamontowany na stalowym rusztowaniu (stencie) i zgnieciony do odpowiednich wymiarów. Ten model rozprostowuje się w sercu przy pomocy balonu, na który implant nawleczono. To skomplikowana czynność. Prawidłowość jej wykonania kontrolują aż trzy osoby. Druga zastawka jest samorozprężającą się protezą sporządzoną z osierdzia wieprzowego. Złożona została z trzech części, które zabezpieczają prawidłowość przepływu krwi i zapobiegają przeciekom. Zabieg wszczepienia wykonywany jest w znieczuleniu miejscowym, co jest ważne, bo dla wielu osób starszych narkoza stanowi niebezpieczeństwo.

Nadzieja
W czasach gdy zastawki wszczepiano tylko operacyjnie, niektórzy chorzy byli w jakimś sensie „skazani”. Nie z powodu złej woli lekarzy. Decyzję w sprawie operacji zawsze podejmuje cały zespół specjalistów, którzy określają stopień ryzyka i szanse powodzenia chirurgicznej interwencji. Rokowania dla osób wykluczonych z grona kandydatów do operacyjnego leczenia stenozy (zwężenia zastawki aortalnej utrudniającego przepływ krwi) były złe. Mogły żyć jeszcze kilka miesięcy, najwyżej lat. Dzięki metodzie przezcewnikowej mają szansę na przedłużenie życia i w miarę normalne funkcjonowanie. Słowo „nadzieja”, którego użyłam jako śródtytułu, odnosi się nie tylko do chorych. Dotyczy również lekarzy (oraz – co we współczesnej medycynie już nie dziwi – inżynierów, konstruktorów, informatyków, ludzi związanych z nowoczesnymi technologiami), którzy stale tę mało inwazyjną metodę leczenia rozwijają i udoskonalają.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się