Nowy numer 47/2020 Archiwum

Sporty bardzo ekstremalne

O niektórych dyscyplinach sportu mówi się, że są ekstremalne. Są jednak i takie wyczyny, których pod żadnym pozorem nie wolno powtarzać.

Kilkanaście dni temu w Szwajcarii Yves Rossy, 48-letni były pilot myśliwca, wyskoczył z małego samolotu na wysokości 2 tys. metrów i… zamienił się w odrzutowiec. Najpierw rozłożył skrzydła i jak szybo-wiec zrobił kilka ósemek w powietrzu. Później włączył 4 silniki odrzutowe podczepione pod skrzydła i poleciał nad Alpy. Chwilę polatał, to w górę, to w dół i wróciła na ziemię. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, wydarzenie miało miejsce naprawdę. W Internecie można zobaczyć film z jego wyczynów. Gdy Rossy chciał wylądować, wyłączył silniki i rozłożył spadochron. Później zadowolony pozował do zdjęć na lotnisku niedaleko Genewy. Cztery silniki odrzutowe, zamocowane od dołu rozkładanych skrzydeł, rozpędzały śmiałka do prędkości 300 km/h. – Lot był absolutnie wspaniały – powiedział po wylądowaniu. Musiało tak być, bo Yves już szykuje się do przelotu nad Kanałem La Manche, a później nad Wielkim Kanionem Kolorado.

To, co zrobił Rossy, jest jednak jak zabawy przedszkolaków w porównaniu z tym, czego chce dokonać emerytowany instruktor francuskich spadochroniarzy Michel Fournier (62 lata). W ciągu najbliższych kilku dni (dokładna data nie została podana) ma zamiar pobić cztery rekordy świata, skacząc z pokładu balonu z wysokości 40 km! Tak, tak, to nie żart. Odpowiednie symulacje już się odbyły. Rok temu miało nawet dojść do skoku, ale pogoda nie dawała gwarancji, że balon ze skoczkiem doleci dokładnie w to miejsce, gdzie zaplanowano. Fournier wyskoczy z gondoli na wysokości 40 000 metrów. Poleci głową w dół (w charakterystycznej, najbardziej opływowej pozie), osiągając na wysokości 35 kilometrów prędkość większą niż dźwięk.

40 kilometrów nad poziomem morza to stratosfera. Właściwie kosmos. Fournier, wyskakując ze specjalnie skonstruowanej gondoli, będzie miał pod sobą 99 proc. ziemskiej atmosfery. By dostać się tak wysoko, Fournier przez trzy godziny będzie leciał balonem stratosferycznym. Lot w dół zajmie mu 6 minut i 25 sekund. Prędkość dźwięku przekroczy po 30 sekundach lotu. Najszybciej poleci z prędkością 1,7 Macha, czyli około 1800 km/h! Spadochron otworzy pod sam koniec swojej podróży – na wysokości kilkuset metrów. Najbardziej wymagającym elementem całego przedsięwzięcia było skonstruowanie specjalnego stroju dla Fourniera. Szczelny kombinezon nie może krępować jego ruchów. Z drugiej strony musi chronić przed poparzeniami słonecznymi na dużych wysokościach i odmrożeniami na niższych. W czasie lotu Fournier momentami będzie się poruszał w środowisku o temperaturze minus 70 st. C! Strój musi też chronić skoczka przed nagłymi skokami ciśnienia.

Patrząc na ludzi takich jak Szwajcar Yves Rossy, z silnikami odrzutowymi pod ramionami, czy skaczący ze stratosfery Michel Fournier łatwo można ocenić ich wyczyny jako pozbawione wszelkiego sensu poszukiwanie mocnych wrażeń. To nie jest pełny obraz sytuacji. Bez śmiałków, którzy przez sobie współczesnych byli postrzegani jako… wariaci, w wielu dziedzinach bylibyśmy dzisiaj zapóźnieni. Począwszy od odkrywania nowych lądów przed kilkoma setkami lat, na badaniu kosmosu czy oceanicznych głębin skończywszy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się