Nowy numer 47/2020 Archiwum

Atomowa sensacja

Czy Norwegia siedzi na nuklearnej beczce z prochem?

Kilkanaście dni temu norweska gazeta „Aftenposten” opublikowała raport, którego autorami mieli być naukowcy pracujący dla Rosatomu – Rosyjskiej Agencji Energii Atomowej. Według raportu, kilkanaście kilometrów od norweskiej granicy, w rosyjskiej bazie okrętów podwodnych, w każdej chwili może dojść do eksplozji jądrowej. Raport dostarczyli gazecie działacze norweskiej organizacji ekologicznej Bellona. Przez kilka dni o całej sprawie pisała duża część norweskiej prasy. W Polsce obszerny artykuł na ten temat opublikował „Dziennik”. Dlaczego miałoby dojść do wybuchu jądrowego? W Zatoce Andriejewa na Półwyspie Kolskim znajduje się baza rosyjskich okrętów podwodnych.

Są tam także przechowywane wypalone pręty paliwowe, które kiedyś były używane do napędu atomowych łodzi podwodnych. W cytowanym przez „Aftenposten” rosyjskim raporcie ma być zamieszczone ostrzeżenie, że w składowisku tych prętów lada moment może dojść do eksplozji jądrowej. Do pojemników z wypalonym paliwem dostać się miała woda morska, która wypłukuje uran z prętów. Ilość tego osiadającego na dnie pojemników pierwiastka ma być bliska masie krytycznej. Gdyby tak właśnie było, niechybnie doszłoby do eksplozji. – Każda minuta zwiększa ryzyko wybuchu – ostrzegają aktywiści z Bellony.

Co do jednego nie ma żadnych wątpliwości. Jeżeli naprawdę pojemniki z wypalonym paliwem jądrowym są dziurawe i dostała się do nich woda, może dojść do skażenia środowiska. O tym jednak, w kontekście rosyjskich okrętów (nie tylko podwodnych) wyposażonych w reaktory atomowe, mówi się od wielu lat. Rosja tłumaczy się, że nie ma pieniędzy na odpowiednie unieszkodliwianie starych lub zepsutych jednostek, ale z drugiej strony duże kwoty, dawane na ten cel przez zachodnie rządy, giną w tajemniczych okolicznościach.

Eksplozja atomowa to jednak nie to samo co skażenie radiacyjne. Przede wszystkim to drugie występuje na nieporównywalnie mniejszą skalę i postępuje stopniowo. Można mu zaradzić, a w wielu przypadkach skażony teren można zrekultywować. Z kolei wybuch jądrowy to uwolnienie ogromnej energii w niezwykle krótkim czasie. Także wtedy dochodzi do skażenia środowiska, bo w powietrze wyrzucane są izotopy silnie radioaktywne. Tylko czy taki scenariusz jest możliwy? Eksperci mają bardzo poważne wątpliwości.

– Według mojej oceny, scenariusz przedstawiony przez Bellonę jest niemożliwy w znanych mi przechowalnikach paliwa, nawet gdyby pojemniki były nieszczelne – mówi „Gościowi Niedzielnemu” doc. dr inż. Andrzej Strupczewski z Instytutu Energii Atomowej, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa jądrowego. – Pojemniki są projektowane tak, by nie doszło do stanu krytycznego, nawet gdy do środka dostanie się woda i nawet gdyby przez pomyłkę ktoś umieścił w nich paliwo świeże zamiast wypalonego – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się