Nowy numer 49/2020 Archiwum

Poproszę wodoru do pełna

Po ulicach europejskich miast za jakieś dwadzieścia lat zaczną jeździć samochody napędzane paliwem wodorowym, produkowanym przy użyciu węgla – prognozują naukowcy. To wielka szansa dla Polski, a zwłaszcza dla Śląska

Sto lat temu głównym surowcem energetycznym był węgiel kamienny. Potem jego miejsce zajęła ropa naftowa i gaz ziemny, a kopalnie węgla na całym świecie zamykano. Okazuje się jednak, że węgiel może być jeszcze bardzo potrzebny, choćby do produkcji wodoru. Gaz ten może stać się paliwem, które w przyszłości zastąpi benzynę.

Szansa dla Śląska
– Technologia wykorzystywania węgla do produkcji wodoru jest bardzo stara i bardzo prosta. Polega na rozkładaniu pary wodnej w zetknięciu z rozżarzonym węglem, czyli tzw. zgazowywaniu węgla. Z pary uwalnia się wodór – tłumaczy doc. Krzysztof Stańczyk z Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach.
Aby wprowadzić tę te-chnologię do masowej produkcji, trzeba jednak rozwiązać kilka problemów. Choćby przeprowadzić doświadczenia z „wyłapywaniem” dwutlenku węgla, a także jego składowaniem pod ziemią. Powstał projekt, by wybudować doświadczalną fabrykę, która zajęłaby się rozwiązaniem tych problemów, tak by ok. 2020 roku można było już produkować wodór na skalę przemysłową. Polska stara się, by ta fabryka powstała na Śląsku. Przy jej budowie współpracowalibyśmy z Niemcami, Czechami i Słowacją. Odpowiednie projekty przedstawiono już w Brukseli. – Mamy duże szanse, by fabryka powstała u nas. Zostało nam przecież jeszcze sporo węgla. Rocznie wydobywamy około stu milionów ton – przekonuje Krzysztof Stańczyk. Decyzja w tej sprawie zapadnie już wkrótce, bo w roku 2007 wchodzi w życie nowy tzw. ramowy program UE. Unia przeznaczyłaby na doświadczalną fabrykę ponad miliard euro. – Lokalizacja takiej fabryki w Polsce oznaczałaby nie tylko prestiżowy sukces. Skorzystałoby na tym też nasze górnictwo. W naszym kraju szkoliłyby się kadry specjalistów tej technologii przyszłości, którzy mogliby znaleźć pracę na całym świecie – wylicza doc. Stańczyk.

Wóz na wodór
Skonstruowanie samochodu napędzanego paliwem wodorowym nie jest dziś żadnym problemem. Niektóre wielkie koncerny samochodowe już wyprodukowały takie eksperymentalne auta. Nie mają one silników spalinowych, tylko tzw. ogniwa paliwowe. – Łączy się w nich wodór z tlenem. Powstaje w ten sposób prąd, a odpadem jest tylko woda. Można więc powiedzieć, że pojazdy na wodór są poruszane prądem – tłumaczy doc. Stańczyk. Na razie jednak musimy cierpliwie znosić wzrost cen benzyny. W latach dwudziestych, gdy paliwo wodorowe można już będzie produkować na skalę masową, będzie jeszcze brakowało odpowiedniej infrastruktury. Trzeba będzie zbudować sieć rurociągów transportujących wodór, a także przystosowane do nowego paliwa stacje tankowania. Według dzisiejszych prognoz naukowców, dopiero ok. 2050 roku samochody na wodór całkiem wyprą auta na benzynę i ropę.

Czy ta prognoza się sprawdzi i wodór produkowany przy użyciu węgla stanie się paliwem przyszłości? To bardzo prawdopodobne. Dodatkowych argumentów dostarcza ekologia. Ta technologia pozwala bowiem na „wyłapywanie” powstającego przy okazji dwutlenku węgla i jego bezpieczne składowanie. – Za jednym zamachem rozwiązano by więc problem tzw. efektu cieplarnianego, polegającego na wzroście w atmosferze stężenia CO˛ – twierdzi Krzysztof Stańczyk. – Oblicza się, że przy obecnym wydobyciu węgla starczy go w świecie na jakieś 200 lat. Wprawdzie jeśli ta technologia rzeczywiście zdominuje świat, wydobycie wzrośnie, ale i tak paliwo wodorowe produkowane przy użyciu węgla posłuży kilku kolejnym pokoleniom – kończy doc. Stańczyk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się