Nowy numer 26/2022 Archiwum

Polska drużyna wygrała Ligę Mistrzów drugi raz z rzędu! W futbolu to byłoby science fiction, ale w siatkówce to rzeczywistość!

Wyobraźmy sobie, że np. Lech Poznań wygrywa dwa razy z rzędu piłkarską Ligę Mistrzów. Może to i piękne, ale zupełnie nierealne. Tymczasem siatkarska ZAKSA Grupa Azoty Kędzierzyn-Koźle po raz drugi z rzędu sięgnęła po miano najlepszej drużyny klubowej Europy, wygrywając w niedzielę w Lublanie z wielkim włoskim Itasem Trentino w trzech zaciętych setach.

Pierwszego seta ZAKSA wygrała do 22. W tej fazie wyraźnie kontrolowała mecz. Drugiego seta wygrała jeszcze wyżej, bo do 20, ale tym razem pojedynek był dużo bardziej wyrównany i tylko zabójczemu finiszowi kędzierzynianie zawdzięczają tak imponujący rezultat. Trzeci set to była prawdziwa wojna nerwów, w której przewagę od początku miała postawiona pod dolomitową ścianą drużyna włoska. Trentino miało już setbola przy stanie 24:23, ale kilka kolejnych setboli i meczboli należało do Zaksy, która ostatecznie wygrała do 30.

Highlights di Grupa Azoty Kedzierzyn-Kozle-Trentino Itas 3-0 (Finale, Champions League)
TRENTINO VOLLEY TV

Siatkarzem meczu bez wątpienia był Kamil Semeniuk. Solidny w przyjęciu i tak rewelacyjnie skuteczny w ataku, że można spokojnie zapomnieć o jego wielu błędach w polu zagrywki. W jego cieniu pozostali znakomici przyjmujący Trentino: młoda gwiazda Alessandro Michieletto i weteran Matej Kazijski.

Pochwały należą się także rozgrywającemu kędzierzynian Marcinowi Januszowi. Wiadomo było, że to zdolny i perspektywiczny zawodnik, ale udane zastąpienie w drużynie rozgrywającego francuskich mistrzów olimpijskich Benjamina Toniuttiego wydawało się wręcz nierealne już w pierwszym sezonie gry na najwyższym światowym poziomie. Tymczasem Janusz prowadził grę odważnie i rozważnie, dokładnie tak, jak trzeba. Jeśli ktoś zastanawiał się, dlaczego to na niego, a nie na mistrza świata Fabiana Drzyzgę postawił w reprezentacji Polski trener Nikola Grbić, to mecz w Lublanie dał mu aż nadto wymowną odpowiedź.

Ponad swój zwykły, bardzo wysoki poziom wzniósł się także amerykański środkowy Zaksy David Smith, któremu bardzo dzielnie partnerował Krzysztof Rejno, który w końcówce sezonu wszedł do pierwszej szóstki w miejsce ciężko kontuzjowanego Norberta Hubera.

Dla atakującego Łukasza Kaczmarka nie był to może mecz marzeń, ale gdy drużyna potrzebowała go najbardziej, jego dwa punktowe bloki z rzędu utrzymały Zaksę w grze w ciężkiej końcówce trzeciego seta.

Poniżej swego solidnego poziomu nie zszedł mistrz świata Aleksander Śliwka.

Swoje zrobił też libero Eric Shoji, którego jedyną wadą jest chyba to, że nie nazywa się Paweł Zatorski.

O berlińskich filharmonikach mówiono, że momentami Herbert von Karajan nie dyryguje, a jedynie z uśmiechem, jakby od niechcenia porusza nadgarstkiem, a orkiestra gra sama - i to jak! Podobnie ZAKSA - czy z charyzmatycznym Grbiciem (w zeszłym sezonie), czy z rumuńskim trenerem Gheorghe Cretu w tym roku, kędzierzynianie grają doskonale. Jeśli im idzie dobrze, zwyciężają gładko. Jeśli mają problemy, zachowują zimną krew i swą konsekwencją miażdżą kolejnych przeciwników. Mental i zespołowość to najsilniejsze strony tego teamu. Nie ma wśród kędzierzynian ekscentrycznych gwiazd w typie Earvina Ngapetha, które porywającymi akcjami ciągną zespół. Siatkarze Zaksy nie wyróżniają się ani fantazyjnymi fryzurami, wymyślnymi tatuażami, nie aktorzą pod siatką, nie wywołują skandali i na próżno szukać ich w reklamach płatków śniadaniowych. To grupa niezmanierowanych normalsów, którzy ciężką pracą, pokorą i koncentracją osiągnęli sportowe szczyty.

Rok temu, po zwycięstwie w Lidze Mistrzów wydawało się, że piękny sen się skończył. Odszedł trener Grbić, odeszło trzech wielkich graczy (Benjamin Toniutti, Paweł Zatorski i Jakub Kochanowski), odszedł też na stanowisko prezesa Polskiego Związku Siatkówki dotychczasowy szef Zaksy Sebastian Świderski. A ZAKSA dalej zwycięża - osiąga nawet więcej, bo zdobywa w tym roku także puchar Polski i mistrzostwo Polski, które w zeszłym sezonie przypadło Jastrzębskiemu Węglowi. Również zeszłoroczny mecz finału Ligi Mistrzów z Trentino ZAKSA wygrała w czterech setach, a w tym roku wystarczyły jej zaledwie trzy. Co będzie za rok, gdy jej trenerem - jak się mówi - będzie dotychczasowy szkoleniowiec klubów i reprezentacji Rosji Fin Tuomas Sammelvuo? Podobno w Zaksie nie będzie już Semeniuka, który łączony jest z Perugią...

Itas Trentino: Riccardo Sbertoli, Matej Kazijski, Srecko Lisinac, Daniele Lavia, Alessandro Michieletto, Marko Podrascanin - Julian Zenger(libero) - Wont D'Heer, Giulio Pinali.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama