Nowy numer 47/2022 Archiwum

Wizje Krasińskiego

Patrzę z nadzieją na Europę, że może jeszcze nie zginęła, że się odrodzi, obroni, że wróci do swych źródeł, które wskazywali Jan Paweł II i Benedykt XVI.

Książkę „Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu”, niedawno wydaną, pisałem szybko, pod wpływem impulsu. O potrzebie syntetycznej próby spojrzenia na dziejowe relacje Polski z jej wschodnią, imperialną sąsiadką przypomniała gwałtownie agresja armii Putina na Ukrainę. Ale zacząłem tę książkę układać w głowie już ponad 40 lat temu. Rosja, jako geopolityczne centrum imperium sowieckiego, ciążyła w czasach „dojrzałego PRL” jeszcze bardziej dotkliwie nad naszym losem niż teraz. Wtedy zaczęła mnie ta alchemia imperium interesować, wciągać.

W roku 1982 wpadły mi w ręce memoriały polityczne Zygmunta Krasińskiego, pisane w połowie wieku XIX do papieża Piusa IX, do cesarza Napoleona III – przestrogi zawarte w przebogatej korespondencji autora „Nie-Boskiej komedii”. Trudno było nie doznać swoistego olśnienia, kiedy spostrzeżenia Krasińskiego z lat panowania cara Mikołaja I, Wiosny Ludów i wojny krymskiej odczytywało się w roku Breżniewa i Andropowa. A czy można je czytać dzisiaj, w roku Putina, Ławrowa i Cyryla – bez zdumienia i bez zadumy zarazem nad ich przygnębiającą treścią?

Niech Państwo sprawdzą sami. Memoriał do Napoleona III z października 1854 roku: „Rosjanie to istoty najnieszczęśliwsze na świecie, a przez to i najprzewrotniejsze, bo nadmiar nieszczęścia podnosi tylko wielkie dusze, ale ogół ludzi zawsze w końcu ogłupia (…). W skrytości serca przyznają sobie swoją głęboką degradację, ale nie mają ani dość rozumu, ani dość godności ludzkiej, żeby jej położyć koniec! Wolą wynosić ją do rzędu jakiegoś ideału niewolnictwa, a roszczą sobie i marzą, że prędzej czy później cały ten świat będzie poddany tej niewoli tak jak oni. Stąd ten u nich namiętny popęd podbojów, on jeden pozwala im zapomnieć o własnych mękach, bo im daje nadzieję ucisku i cierpienia drugich. Idea monarchii uniwersalnej to jest w Rosji milczący pakt zawarty między rządem a poddanymi; za tę cenę dana jest pierwszemu moc złamania wszelkiego oporu w drugich. To jest prawdziwa zasada konserwatywna tego strasznego stanu rzeczy. Niech się nikt nie spodziewa, że się wyrzeknie jej kiedy czy ten rząd, czy ten lud; nie wyrzekną się, bo to jest razem i forma ich bytu, i racja ich bytu”.

Memoriał do Guizota (francuskiego ministra spraw zagranicznych) z 1847 roku określa cel polityki imperialnej Rosji: „Przecisnąć się do Europy, zatknąć swoje zwycięskie orły na kupach gruzów i zwalisk albo na kupach błota, nagromadzonych przez podłość jednych, przez nieudolność drugich, przez niezgodę wszystkich”. I 15 lat wcześniejszy list do przyjaciela Henry‘ego Reeve’a, pisany pod wrażeniem bezczynności Zachodu wobec rozprawy Rosji z Polską po powstaniu listopadowym: „Biada tym, co nic nie umieli przewidzieć, co pozwolili ludożercom tańczyć wokół swoich ofiar i nie pośpieszyli im z pomocą; co złożyli nadzieję w handlu, co zawierzyli ekonomii politycznej. Wszyscy oni zginą, wszyscy!”. Oraz podsumowanie tych myśli: „Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej – czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa – aż świat wszystek, znękany krwi upływem niezmiernym i ubytkiem równie wielkim prawości, z mordów przerzuciwszy się w sprzedajność i zepsucie, aż sam świat, mówię, zawezwie ją do siebie, podda się jej – wtedy azjatycką stopą nastąpi na Europę i knut da do pocałowania suchotnikom europejskim, znędzniałym, wycieńczonym, leżącym na gruzach dymiących, śród kałuż czerwonych! Poniżona natura ludzka wielu przerażeniami, chora z utraty zmysłu ku cnocie, nie odmówi żadnego pocałunku. Wtedy Moskwa przekonana, że się jej nic nie oprze, pewna, że wszystkie proroctwa Piotra Wielkiego spełnione, zacznie grasować, a tak obmierźle i nie po ludzku, że obudzi ostatnią rozpacz w Europie”.

Odpycham od siebie te myśli, z nadzieją patrząc na tych wolnych Rosjan, których znałem – i na współtworzoną Europę: że przecież może jeszcze nie zginęła, że się odrodzi, obroni, że wróci do swych źródeł, które wskazywali Jan Paweł II i Benedykt XVI. Ale znowu przychodzi moment, kiedy wizje Krasińskiego spotykają się z realizacją planów Danilewskiego. Machina imperialnego podboju znów jest w ruchu. A Europa – czy po chwilowym przebudzeniu znowu „złoży nadzieję w handlu”? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy