Nowy numer 21/2022 Archiwum

Błędy Polskiego Ładu

O błędach popełnionych w założeniach i realizacji Polskiego Ładu, reformowaniu państwa przez PiS i istocie konfliktu z Unią Europejską mówi współtwórca Porozumienia Centrum, filozof i menedżer dr Józef Orzeł.

Bogumił Łoziński: Program Polski Ład ma poprawić sytuację materialną osób niezamożnych. Tymczasem obowiązujący od początku roku system podatkowy zaproponowany w tym programie wzbudził niepokój społeczeństwa. Ludzie nie wiedzą, ile będą zarabiać. Gdzie rząd popełnił błąd?

Józef Orzeł: Na podnoszenie poziomu życia Polaków był czas na początku rządów PiS, a nie teraz, gdy są bardzo niesprzyjające okoliczności. Mamy pandemię, ogromną inflację, m.in. z powodu bardzo dużego wzrostu cen energii, jest polityka klimatyczna Zachodu, która w przypadku gospodarki węglowej, jak nasza, generuje potworne podwyżki cen prądu. W 2016 r. rząd wprowadził program 500 Plus. On był bardzo potrzebny i w bardzo dobrym momencie przeprowadzony – po to, aby zwrócić biedniejszym to, co stracili w wyniku rządów Platformy Obywatelskiej. Trzeba tu oddać szacunek PiS za odwagę, determinację, ale także za prostotę. Program został wdrożony najprościej, jak można, nie uzależniając pomocy od wysokości dochodu. Było to bezwarunkowe świadczenie dla rodzin z dziećmi. I to jest świetny system. Pamiętam, że Jarosław Kaczyński wymógł wtedy tę bezwarunkowość na swoim otoczeniu decyzyjnym. Polski Ład trzeba było wprowadzić razem z 500 Plus.

Czy wspomaganie mniej zarabiających kosztem bogatszych jest właściwym mechanizmem podnoszenia poziomu życia ludzi niezamożnych?

To jest podstawowy problem. Po przejęciu władzy PiS mógł powiedzieć, że uderzamy w najbogatszych i każemy im więcej płacić, uzasadniając to tym, że ci zamożniejsi skorzystali na niesprawiedliwej polityce rządów Platformy. Obecnie trudno używać tego argumentu, ponieważ od sześciu lat rządzi PiS i prowadzi politykę płacową, więc jeśli ludzie zarabiają więcej, to po prostu za dobrą pracę im się to należy. Po 33 latach kapitalizmu czas dać sobie spokój z myśleniem, że bogatsi muszą być nieuczciwi i w imię sprawiedliwości społecznej trzeba im zabrać część majątku, a zacząć myśleć jak twórcy kapitalizmu z końca XVIII wieku – że to dzięki tym bardziej przedsiębiorczym, właścicielom zakładów pracy, pracodawcom kraj się rozwija. Oni ponoszą ryzyko prowadzenia biznesu i dlatego korzyści im się należą.

Powszechnie krytykowana jest wysokość składki zdrowotnej. Podziela Pan te negatywne opinie?

Można pomyśleć o pewnym wyrównywaniu poziomu życia, ale nie w tak radykalny sposób jak wprowadzenie nowego, 9-procentowego podatku – bo składka zdrowotna w tej wysokości to jest po prostu nowy podatek. Nie bardzo wierzę, że uzyskane w ten sposób środki pójdą w całości na służbę zdrowia. A nawet jeśli pójdą, a rząd nie przeprowadzi radykalnej reformy ochrony zdrowia, to te pieniądze wpadną w czarną dziurę. Opieka zdrowotna się nie poprawi, bo system jest nieefektywny.

Wie Pan, jakie będzie miał dochody po wprowadzeniu podatków Polskiego Ładu?

To jest kolejny błąd PiS. Nowy system podatkowy jest tak skomplikowany, że wszyscy czekamy na luty, bo dopiero wtedy przekonamy się, kto na Polskim Ładzie skorzysta, a kto straci. Oceny są bardzo zróżnicowane. PiS mówił, że skorzystają na tym zarabiający miesięcznie mniej niż 12,8 tys. zł brutto, a analitycy opozycyjnych mediów twierdzą, że być może ta granica wynosi 4,6 tys. zł. Polski Ład zawiera niespodzianki, które dopiero będą się ujawniać. Właśnie się okazało, że duże firmy, a może i małe, będą musiały płacić podatek także od strat, czyli zawsze – niezależnie do tego, czy przynoszą zysk, czy nie.

Dla zdefiniowania klasy średniej rząd wyznaczył progi dochodu od 5700 zł brutto miesięcznie do 11 141 zł. Osoba zarabiająca 5700 zł brutto otrzymuje „na rękę” 4100 zł. Ktoś z takimi zarobkami to już klasa średnia?

To jest fiskalno-polityczna definicja. Klasyczna definicja klasy średniej jest zupełnie inna. Według niej to posiadacze własności nieruchomej (fabryka, kilka mieszkań czy gospodarstwo wiejskie), z której można się stabilnie i na niezłym poziomie utrzymać. Dlatego muszą jej bronić, a więc dobrze nią gospodarować i mieć jasne, proste i stabilne prawo, które ją chroni. Problem nie polega jednak tylko na błędnej definicji klasy średniej, ale i na tym, że Polski Ład uderza w bardziej zamożnych, ale także w tych biedniejszych, którzy mają aspiracje. Oni zaczęli edukować się, uzyskiwać nowe kompetencje, w związku z tym może przeniosą się do firmy, która lepiej płaci, a może i do większej, bogatszej miejscowości, gdzie takich firm jest więcej. Teraz zarobią o 100 czy 200 zł więcej, ale za rok czy dwa trafią pod nóż podatkowy Polskiego Ładu. I już nie zagłosują na PiS.

Czy znajduje Pan w Polskim Ładzie pozytywne strony, które mogą podnieść poziom życia osób niezamożnych, a także działać na korzyść PiS w wymiarze politycznym?

Aby Polski Ład zaczął przynosić skutki polityczne (więc i wyborcze), musi przynosić korzyści większości obywateli oraz być jasny i prosty. Tak jak 500 Plus. W Polskim Ładzie są dwa świetne rozwiązania, które wysoko cenię: podniesienie progu podatkowego dla pierwszej grupy i zwiększenie do 30 tys. zł progu, do którego w ogóle się PiT-u nie płaci. Gdyby te dwa bardzo dobre rozwiązania połączyć ze składką zdrowotną, ale nie 9-procentową, tylko np. 3-procentową, i co roku podnosić ją o pół procenta czy o procent, i promować to jako Polski Ład, PiS odniósłby wielki sukces. Resztę pomysłów można by spokojnie realizować bez rozgłosu. Tymczasem to jest 700 stron bardzo skomplikowanych zapisów legislacyjnych, których chyba nikt nie rozumie, nawet urzędnicy skarbowi. Z kolei stowarzyszenie księgowych wskazuje, że nie da się obliczyć, jakie dana osoba będzie płacić podatki, ponieważ widzą w zapisach sprzeczności, które nie pozwalają na stworzenie jednego algorytmu.

Polski system podatkowy był skomplikowany, a teraz będzie chyba jednym z najbardziej pogmatwanych na świecie. Tymczasem PiS szedł do władzy z hasłami naprawy źle funkcjonującego państwa. W jakim stopniu to się udało?

Po tych sześciu latach państwo jest jeszcze bardziej skomplikowane, a poprawione w niewielu miejscach. Nie przeprowadzono reformy służby zdrowia. Reforma oświaty sprowadziła się tylko do zmiany organizacji nauczania, zresztą bardzo sensownej, powróciła ośmioklasowa podstawówka i czteroletnie liceum. Natomiast nie zmniejszono podstawy programowej i dzieci dalej uczą się materiału na pamięć. Nie wiadomo, po co, bo i tak go zapomną. Natomiast nie kształcą się w tym, jak, czego i po co uczyć się samodzielnie, a kiedy pracować w zespole. Nie poprawiła się administracja, te wszystkie zmiany ministerstw, rozdzielanie ich, a potem łączenie, to jak mieszanie herbaty bez dodania cukru. Nie ma rządzenia projektowego, zespołowego, wymagającego współpracy, jest resortowe, branżowe: tu obrona, tu sprawy zagraniczne, tam finanse, a przecież to wszystko jest połączone. Objawem takiego systemu jest to, że premier nie jest szefem rządu, ministrów. Nie może wydawać im poleceń. Musi przekonać całą Radę Ministrów do zajęcia wspólnego stanowiska, a to wymaga negocjacji, czyli również wzajemnych ustępstw. Potrzebny jest nam system, w którym szef państwa rządzi naprawdę, jak w USA, Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Państwo powinno być zorganizowane jak rodzina. W niej wszystkie „ministerstwa” są połączone – edukacja, zdrowie, bezpieczeństwo – o wszystkich obszarach życia myśli się i decyduje równocześnie. W obronie też mało się zmieniło, armia polska teraz jest niewiele więcej warta niż w 2014 r. WOT to sensowna rzecz, ale jako przygotowanie do działań partyzanckich i do wspomagania administracji samorządowej (jak Gwardia Narodowa w USA).

To bardzo surowa ocena. W takim razie dlaczego PiS uzyskał samodzielną większość w drugiej kadencji i cały czas ma wysokie poparcie?

Niesłychanie ważna jest polityka suwerennościowa, której rządy Platformy nie tylko nie prowadziły, ale miały wręcz przeciwną. Dla PO interes Unii, żeby nie powiedzieć Berlina, był często ważniejszy niż interes Polski. Dobrze ilustrują to słowa Rafała Trzaskowskiego, który powiedział: po co nam CPK, jak mamy lotnisko w Berlinie. A ostatnio były premier Waldemar Pawlak stwierdził: po co nam Baltic Pipe, przecież mamy Gazociąg Jamalski. Tylko że nad Baltic Pipe Polska będzie miała wyłączną kontrolę, a nad Jamałem ma ją Rosja. I dlatego teraz nic nim nie płynie, bo Moskwa chce wymusić zgodę Unii na uruchomienie Nord Stream 2.

Polityka suwerennościowa PiS doprowadziła do konfliktu z Unią Europejską m.in. o praworządność, co skutkuje zablokowaniem przez unijne instytucje środków z Funduszu Odbudowy. Czy ten konflikt był nieunikniony?

Suwerenność jest niepodzielna, jak PiS ją wywalcza, to mniej suwerenności ma Unia. My walczymy o suwerenność zapisaną w traktatach, a instytucje unijne starają się ją rozszerzać na swoją korzyść poza traktatami. Konflikt jest więc nieunikniony. Jeśli nie byłoby sporu o praworządność, wybuchłby on na innym polu. Nie tak było, gdy zapisywaliśmy się do Unii, bo wówczas tendencje federalizacyjne nie dominowały. W międzyczasie Unia poszła drogą ideologiczną – zaczęło się od polityki genderowej, do której została dodana polityka klimatyczna. To jest jedna ideologia, która prowadzi do zubożenia i podporządkowania społeczeństwa, klasy średniej. Teraz przez podwyżki cen energii, a za chwilę przez rozwiązania Europejskiego Zielonego Ładu, które doprowadzą do wzrostu cen żywności, transportu i budownictwa, bo w tych dziedzinach też trzeba będzie kupować uprawnienia do emisji CO2.

Czy PiS obecnie może coś zrobić, aby zażegnać konflikt z UE? W jakimś zakresie ustąpić w sprawie sądownictwa?

Zbigniew Ziobro nie godzi się na żadne ustępstwa. Co prawda PiS może przeprowadzić zmiany w sądownictwie, uzyskując poparcie części opozycji, ale wówczas Solidarna Polska mogłaby odmówić popierania PiS w innych sprawach i powstanie rząd mniejszościowy, a to grozi jego upadkiem i przedterminowymi wyborami. A Ziobro gra ostro, aby objąć przywództwo prawicy po przegranych wyborach. Unia chce przedłużyć ten konflikt i blokować pieniądze (których nie daje nam wbrew traktatom), aby doczekać do wyborów, których główną osią będą właśnie te fundusze (nie tylko na KPO). Opozycja ogłosi, że zaakceptuje warunki zakończenia konfliktu z Unią i następnego dnia po zwycięskich wyborach dostanie od niej pieniądze.

Polacy to poprą?

Większość na to pójdzie. Przecież opozycja w sondażach już w tej chwili łącznie ma przewagę nad Zjednoczoną Prawicą i Konfederacją.

PiS jest więc bez szans?

Nie do końca. Możliwy jest też scenariusz – bardzo bym sobie go życzył – w którym PiS dokona zmiany w swoim obozie na rzecz prostoty polityki, większej szczerości, mniejszych podziałów politycznych i spróbuje zmniejszyć intensywność sporu z Brukselą. •

Józef Orzeł

jest doktorem filozofii, analitykiem polityki i menedżerem. Ukończył ekonometrię w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. Współzałożyciel Porozumienia Centrum, poseł pierwszej kadencji Sejmu. Szef Rady Cyfryzacji i Klubu Ronina.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się