Nowy numer 21/2022 Archiwum

Kłopoty przyjaciółek biedaków

W Indiach trwa antychrześcijańska kampania wspierana przez nacjonalistyczne władze. Jej ostatnim akordem jest zamknięcie sierocińca i domu dla najuboższych prowadzonego przez Misjonarki Miłości.

Władze testują, na ile mogą sobie pozwolić. – Gdyby zabrakło presji międzynarodowej opinii publicznej w sprawie zgromadzenia założonego przez matkę Teresę z Kalkuty, pętla represyjnych ograniczeń zacisnęłaby się o wiele mocniej – uważa Brinelle D’Souza z Tate Institute w Bombaju. Wskazuje on, że chrześcijanom w Indiach (stanowiących ok. 2 proc. spośród 1,4 mld mieszkańców) zawsze żyło się trudno, jednak w czasie rządów premiera Narendry Modiego, który w 2014 r. doszedł do władzy, szykany i przemoc nasiliły się.

Antychrześcijańska histeria

Dziennikarze „New York Timesa” podróżowali ostatnio po tym ogromnym kraju, próbując lepiej poznać sytuację wyznawców Chrystusa. W obszernym raporcie zatytułowanym „Indyjska rozprawa z chrześcijaństwem” piszą o „antychrześcijańskiej histerii”. Najtrudniej jest w środkowo-północnych stanach, gdzie rządzi kierowana przez premiera Indyjska Partia Ludowa. W czasie kampanii wyborczej Modi bez ogródek mówił, że jest dumny z tego, iż jest religijnym nacjonalistą, i nawoływał do budowania Indii wyłącznie dla wyznawców hinduizmu. Dlatego ataki hinduistycznych fanatyków dokonują się nie tylko za przyzwoleniem władz, ale wręcz z ich poparciem. Według danych indyjskiego Zjednoczonego Forum Chrześcijańskiego rok 2021, z 486 udokumentowanymi incydentami, ustanowił smutny rekord pod względem liczby przypadków antychrześcijańskich wystąpień w tym kraju. A to zaniżone dane. – Policja często odmawia rejestrowania aktów przemocy antychrześcijańskiej, indyjskie media ignorują ten temat, a poszkodowani boją się zgłaszać w obawie przed jeszcze większymi represjami – mówi Sajan George z Ogólnoindyjskiej Rady Chrześcijan.

Dwanaście spośród 28 stanów wprowadziło albo zaczęło wprowadzać w życie tzw. ustawę antykonwersyjną. Ma ona zakazywać nawracania siłą, ale w praktyce zakazuje przejścia na inną religię niż hinduizm.

Ta ustawa jest źródłem kłopotów m.in. Misjonarek Miłości, które nacjonaliści coraz częściej oskarżają o siłowe nawracanie podopiecznych na chrześcijaństwo i udzielanie chrztu dzieciom mieszkającym w ich sierocińcach. Siostry pracujące w Gudżaracie, czyli rodzinnym stanie premiera Modiego, oczekują właśnie na wyrok w sprawie noszenia krzyżyków i posiadania Biblii przez ich podopieczne z domu dla samotnych kobiet. – Coraz częściej jesteśmy świadkami absurdalnych zarzutów. Prozelityzmem może być już nawet podanie umierającym z głodu ludziom miski ryżu – mówi ojciec o. Cedric Prakash, jezuita i działacz na rzecz praw człowieka.

Zablokowana pomoc

Jedną z wyborczych obietnic premiera Modiego była zapowiedź zablokowania finansowania z zagranicy organizacji społecznych i pomocowych należących do mniejszości religijnych. Oznaczałoby to paraliż przedszkoli, szkół, jadłodajni, przychodni i leprozoriów prowadzonych przez katolików i protestantów. Tuż przed Bożym Narodzeniem doświadczyły tego boleśnie Misjonarki Miłości, gdy rząd zabronił im przyjmowania datków od zagranicznych darczyńców, ponieważ ich wspólnota nie spełnia „kryteriów przydatności”. Wszystko w ramach przyznawania tzw. licencji Foreign Contribution Regulation Act ok. 6 tys. organizacji pomocowych działających w Indiach na rzecz najuboższych. Siostry musiały zacząć racjonować żywność i leki przychodzącym do nich po pomoc ludziom. Po dwóch tygodniach władze zgodziły się na odnowienie Misjonarkom Miłości licencji na zagraniczne finansowanie. Wiele wskazuje na to, że przesądziła o tym presja międzynarodowej opinii publicznej.

Od początku 2020 r. wszystkie organizacje pomocowe, które otrzymują dotacje z zagranicy, muszą posiadać konto tylko w jednym, centralnym banku. Pozwala to na większą kontrolę otrzymywanych funduszy. – Założenie nowego konta trwało wiele miesięcy, co utrudniło dostęp do otrzymywanych środków, bo wcześniejsze rachunki zostały zamknięte. Centralny bank wprowadza kolejne opłaty, co zmniejsza oszczędności. Właściwie w jednej chwili można zamknąć dopływ gotówki do instytucji charytatywnych, czego doświadczyły siostry matki Teresy – mówi Brinelle D’Souza. I zwraca uwagę na pewien paradoks: – Rząd uderza w organizacje niosące pomoc najuboższym mieszkańcom Indii, z których miażdżąca większość wyznaje hinduizm. Sam jednak nie zamierza zająć się tym marginesem. Karma to pojęcie wszechobecne, dlatego los tych, którzy sobie „nie radzą” z jakiegokolwiek powodu, jest hinduistom obojętny.

– Państwo nie chce dostrzec bezinteresownej służby sióstr na rzecz każdego potrzebującego, bez względu na jego przynależność kastową czy religijną – mówił bp Gerald Mathias, ordynariusz stolicy stanu Uttar Pradesh po zamknięciu sierocińca w Kanpur. Powstał on na terenie należącym do wojska, a umowa o dzierżawę wygasła przed trzema laty. Ministerstwo obrony odmówiło jej przedłużenia i zażądało od sióstr 221 tys. euro kary za nieuprawnione korzystanie z nieruchomości. Sierociniec zamknięto, a jego mieszkańców eksmitowano. Podobny los spotkał dom dla najuboższych w Kalkucie, który w ciągu ostatnich dekad pomógł w adopcji 1,5 tys. dzieci, które zamiast żyć na ulicy, zyskały kochającą rodzinę. Misjonarki Miłości prowadzą w całych Indiach 240 różnych ośrodków dla sierot, kobiet ulicy, umierających, trędowatych, chorych na AIDS, a także jadłodajni i przychodni dla najuboższych. Według dziennika „Hindu”, w roku finansowym 2020–2021 otrzymały one z zagranicy ok. 750 mln dolarów. – Bez tego wsparcia tysiące potrzebujących, o których nikt nie dba, zostanie pozbawionych najbardziej fundamentalnej pomocy – mówi ks. Prakash. A ks. Dominic Gomes, wikariusz generalny Kalkuty, zauważa, że Misjonarki Miłości są przyjaciółkami biedaków i trędowatych, do których hinduiści nawet nie odważą się zbliżyć.

Nieustannie kontrolować

Amerykańska Komisja ds. Wolności Religijnej umieściła Indie wśród krajów, w których chrześcijanie są najbardziej prześladowani. Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie wskazuje, że wymazywanie wyznawców Chrystusa z hinduistycznego społeczeństwa stanowi oficjalną politykę państwa. Nie przeszkodziło to premierowi Modiemu odwiedzić w październiku Watykanu i spotkać się z papieżem. Audiencja trwała aż 55 minut, jednak nie wiadomo, czego dotyczyła rozmowa. Można jednak przypuszczać, że temat dyskryminacji chrześcijan w Indiach się pojawił, ponieważ Franciszek wielokrotnie zabierał w ich obronie głos. Tuż po opuszczeniu Pałacu Apostolskiego premier Modi napisał na Twiterze, że zaprosił Ojca Świętego do odwiedzenia Indii. Było to dużym zaskoczeniem, ponieważ przez lata otwarcie torpedował starania biskupów w tej sprawie. Znawcy Indii wskazują, że może to być jedynie mydlenie oczu wspólnocie międzynarodowej, iż w tej największej demokracji świata mniejszości mają swe prawa. Warto pamiętać, że mniejszość chrześcijańska w Indiach to prawie 30 mln wiernych. Przygotowania do pielgrzymki ruszyły w listopadzie. W grudniu wzmogła się fala antychrześcijańskiej agresji, a do mediów wyciekł rozkaz do policji: „Należy nieustannie kontrolować wszelkie działania misyjne i charytatywne prowadzone przez chrześcijan”.

Około jednej piątej ludności Indii deklaruje, że wyznaje wiarę inną niż hinduizm. Podkreśla się mocno, że to do rządu, który ma obowiązek ochrony obywateli i ich praw, należy przestrzeganie praworządności i położenie kresu atakom grup, które niszczą pokój i zgodę społeczną w Indiach. Episkopat tego kraju przypomniał, że to właśnie uważani za obywateli drugiej kategorii chrześcijanie wnieśli olbrzymi wkład w budowę struktur wychowania, ochrony zdrowia i pomocy społecznej w tym kraju. W Indiach wciąż jednak trudno usłyszeć, że nie tylko hinduiści, ale i przedstawiciele innych religii tworzą naród, jego kulturę i historię. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama