Nowy numer 20/2022 Archiwum

USA bez wodza

O amerykańskiej perspektywie rozmów Rosji z USA i NATO mówi prof. Zbigniew Lewicki.

Jacek Dziedzina: Amerykanie wyjechali z rozmów z Rosjanami z tarczą czy na tarczy?

Prof. Zbigniew Lewicki: Trudno powiedzieć, bo to nie Amerykanom zależało na tym spotkaniu, tylko Rosjanom, głównie z powodów propagandowych. Chodziło o to, by wywrzeć wrażenie na swoich obywatelach, że ciągle są liczącym się mocarstwem, że Amerykanie wciąż z nimi rozmawiają. W tym sensie Putin odniósł sukces. Amerykanie natomiast z góry wiedzieli, że nie uda się zawrzeć z Putinem żadnego porozumienia i że rozmowy nie są sposobem na zatrzymanie agresji rosyjskiej na Ukrainę, więc też niewiele osiągnęli. A zatem sytuacja jest patowa: nie zwycięstwo, ale też nie porażka.

Niektórych zaskoczył fakt, że Zachód i w Genewie, i w Brukseli wykazał się jednością.

Rosjanie zrobili wiele, by tę jedność „wymusić”, ponieważ bardzo chcieli upokorzyć Zachód, wysyłając zupełnie nierealistyczne żądania. Zachód nie mógł zareagować inaczej. To pokazuje, że Rosjanom nie zależy na porozumieniu, lecz na rozmowach i wykazaniu, że to oni mają dobrą wolę. W tym sensie jedność Zachodu nie została naruszona, Rosjanie bowiem nie pozwolili na to, lecz nie jest to wielka zasługa Zachodu. Nie można powiedzieć, że wykazał się jednością z własnej inicjatywy.

Co właściwie zmieniło się w USA, skoro prezydentem jest nadal człowiek, który nie przedłużył części sankcji na Nord Stream 2, co zachęciło Rosję do kolejnych prowokacji?

Zgadzam się, że ekipa w Białym Domu i administracji jest mało decyzyjna, a sam prezydent nie ma podstawowej cechy, jaką powinna mieć osoba na tym stanowisku, czyli charyzmy przywódcy. Właściwie nie wiadomo, w jakim kierunku Waszyngton się porusza, w tym sensie nic się więc nie zmieniło.

Stany Zjednoczone są gotowe rozmawiać z Rosją, bo potrzebują jej w swoich rozgrywkach z Chinami – czy w tym kontekście zostawienie Ukrainy na łaskę i niełaskę Putina nie leży w interesie Waszyngtonu?

Może i byłbym gotów się z tym zgodzić, ale wydaje się, że do tego momentu jeszcze nie doszło. Na pewno nikt się nie będzie bił za Ukrainę, ale z drugiej strony nie leży w interesie Waszyngtonu, by Moskwa poczuła się zbyt pewnie. Dlatego Stany Zjednoczone powstrzymują Rosję w kwestii Ukrainy. Natomiast co do Chin mam pewne wątpliwości: w moim przekonaniu są one państwem dosyć słabym, które wygrywa w dużej mierze poprzez propagandę. Militarnie i gospodarczo Chiny nie są mocarstwem, nie zagrażają Stanom Zjednoczonym, chociaż lubią sprawiać takie wrażenie. Z drugiej strony Rosja też nie jest potężnym sojusznikiem Chin. Pamiętajmy, że siła gospodarcza Rosji jest równa mniej więcej stanowi Nowy Jork. To nie jest zatem potęga, z którą należy się liczyć.

Czy jest możliwość, że oficjalnie Amerykanie niczego Rosji nie dali, nie obiecali, ale „pod stołem” doszło do jakichś porozumień i handlu?

Nie mam takiego przekonania, jednak bierze się to z tego samego powodu, dla którego nie mam przekonania co do możliwości tej administracji. Tego typu zagrywka byłaby na pewno w sferze możliwości Nixona, Kissingera, może nawet Clintona, czyli prezydentów i szefów dyplomacji wyrafinowanych, umiejących rozgrywać karty. Jeśli chodzi o Bidena i jego ekipę, absolutnie nie mam takiego przeświadczenia, że potrafiliby tak sprytnie rozegrać tę sprawę, żeby nikt się o niej nie dowiedział.

Mówi Pan, że nikt nie będzie umierał za Ukrainę, ale jednocześnie faktem jest, że USA dostarczają i będą nadal dostarczać jej broń.

Amerykanie od dawna kierują się strategią polegającą na dostarczaniu broni konkretnym państwom, żeby same walczyły w swojej obronie. Tu jest podobnie, by nikt nie mógł posądzić ich o to, że nie przywiązują wagi do zagrożenia. Przekazują broń, swoich żołnierzy jednak nie wyślą: „Niech Ukraińcy sami się biją”. Amerykanie nie wszystkim dostarczają uzbrojenie, więc gest ten ma pokazać, że Ukraina nie jest im obojętna, choć nie robią tego z perspektywą pragnienia wzięcia odpowiedzialności za same wydarzenia.

Można powiedzieć, że USA po wodzą Bidena zostawiły Europę samą sobie?

Europa jest bogata i stać ją na to, by sama mogła się bronić. Faktem jest jednak, że jako Europejczycy nie umiemy albo nie chcemy wydawać pieniędzy na własne bezpieczeństwo. Amerykanie prawie 80 lat po II wojnie światowej nie mają obowiązku bronić Europy. Mogą współpracować, jednak ciężar odpowiedzialności powinien spoczywać na Europie. Europejczycy nie są w stanie stworzyć wspólnych sił, są za to świetni w tworzeniu nowych nazw i nowych skrótów, które do niczego nie prowadzą. Podobnie jak NATO. Bądźmy szczerzy: ścieżka decyzyjna jest tam tak długa, że nie pozwala podejmować decyzji w sposób dynamiczny. Albo więc stworzymy własne autonomiczne siły zbrojne, które nie będą musiały uzyskiwać kilkudziesięciu pozwoleń od każdego kraju na użycie broni – a taką sytuację mieliśmy w byłej Jugosławii – albo będziemy nadal mówić: Niech nas broni Ameryka. Tylko dlaczego miałaby to robić? Nie możemy obarczać tego kraju odpowiedzialnością za nasze lenistwo, brak zgody, wygodę. Europa nie jest słaba. Niechęć Europejczyków, a więc w większości krajów bogatych lub średniozamożnych, do wzięcia odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo jest nie do wytłumaczenia. •

Zbigniew Lewicki

politolog, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się