GN 19/2022 Archiwum

Dźwigam jedynie mój ciężar

Chłop jak dąb, prawie dwa metry wzrostu, 110 kg wagi. 20 lat pracy w branży muzycznej, obsługa największych imprez w kraju i za granicą. Była moc. Na kolana, a właściwie na wózek inwalidzki, Kamila Kuczewskiego rzucił covid.

„Dom” brzmi dobrze. Dom to miejsce, do którego wracamy, by wreszcie było nam dobrze. Tak było?

Telefon w jedno miejsce: rehabilitacja za rok. Kolejne: jest miejsce za 15 lat. Nie wiedziałem, co robić.

Domyślam się, że problemem był brak pieniędzy?

Otworzyliśmy zbiórkę, prawie 850 osób wpłaciło pieniądze. Dzięki temu pojechałem na prywatną rehabilitację. Koszt to 25 tys. zł, kolejne 20 tys. wózek inwalidzki, potem sprzęt rehabilitacyjny, łóżko z drabinką, ciężarki, pionizator, rowerek. Dziś zbieram na platformę do poruszania się po schodach.

Nie skończyło się jednak na wcześniej opisanych problemach, prawda?

Mam napady lękowe, bezdech, utraty przytomności. Budzi się we mnie nagle strach i wtedy zaczynam się naprężać, mięśnie dostają przykurczu. Psycholog odradził noszenie maseczki, bo boję się, że się uduszę. Rozmawiałem z pacjentami, którzy tak jak ja byli całkowicie zdrowi, a dziś są po porażeniu nerwów obwodowych, zawale czy udarze. Z powodu covidu. Z tym bagażem wróciłem do domu.

Ładnie tu u Ciebie – przestrzeń, dobra aranżacja pomieszczeń. I taka cisza. Trochę Ci jej zazdroszczę.

Tu jest zawsze tak cicho. Niestety, nikt z pracy nie przyjdzie, nie zacznie się krzątanie w kuchni, rozmowy, nikt nie zaburzy ciszy.

A żona?

Nie wytrzymała tego napięcia i tego wszystkiego, co się wokół nas działo przez ostatnie 10 miesięcy. Wyszedłem ze szpitala 15 września, liczyłem na to, że będę w domu, będzie jakoś lepiej, że przytulę się, czasem popłaczę do ramienia i że mnie ktoś będzie pocieszał. Nie była w stanie tego mi ofiarować. Odeszła.

Ciągle nosisz obrączkę.

Bo to jest jedyna rzecz, która w zasadzie trzymała mnie przez ostatnie 10 miesięcy przy życiu. Chciałem wrócić do domu, chciałem mieć rodzinę. Nie ściągam obrączki, bo nie poddaję się. Nie oskarżam jej, wiem, że kiedy jest problem, to często wina leży po obu stronach, ale trzeba go rozwiązać, rozmawiać.

Może wózek był problemem?

Liczyłem, że kiedy wrócę do domu na wózku, to moja żona będzie trwała przy mnie. Myliłem się.

Walczysz?

Muszę. Nie mam orzeczenia o zdolności do pracy. Przede mną miesiące, a może lata rehabilitacji. Każde wyjście z domu to ogromny problem. Pierwszy wózek był beznadziejny. Nawet nie potrafiłem w markecie do kasy dojechać. Kasjerka nie umiała mnie skasować. Przewróciłem się na ulicy, nie wiedziałem, że chodniki są tak nierówne.

To wszystko jest strasznie trudne. Wierzysz jeszcze, że Ci się uda?

Próbuję sobie z tym poradzić. Mam nadzieję, że jeśli nawet zostanę na wózku, to będę się swobodnie poruszał, nie będę tracił przytomności, wzmocnię kondycję, nabiorę sił. Boję się kolejnej fali covidu. Mam dziś za dużo chorób współistniejących. Mogę nie przeżyć. •

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama