Nowy numer 20/2022 Archiwum

Trzeba mieć stalowe nerwy

To sztucznie wywołany kryzys – mówi gen. Roman Polko, były dowódca jednostki GROM.

Jakub Jałowiczor: Jak Polska radzi sobie z kryzysem na granicy z Białorusią?

Gen. Roman Polko: Na szczęście decydentom nie zabrakło w tej sytuacji wyobraźni. Gdyby trafiło na wcześniejsze, niezbyt zdecydowane władze, to nie wiem, czy do dziś byśmy się nie wahali, czy nie wpuścić tych 30 osób z Usnarza Górnego. Był problem, czy budować płot i czy wprowadzić stan nadzwyczajny. Ostatecznie podjęto dobre decyzje. Na granicy są Wojska Obrony Terytorialnej, są żołnierze z 6. i 25. brygady, którzy z podobnymi problemami humanitarnymi mierzyli się w Iraku i Afganistanie i świetnie sobie z tym radzą. Mamy Straż Graniczną, dla której jest to wyzwanie nowe, ale która szybko i elastycznie reaguje.

Sądzi Pan, że to, co oglądamy, to już najgorsze, co może się zdarzyć?

Widać eskalację działań. A kryzys trzeba zwalczać u źródeł. Dostaliśmy zapowiedzi Unii Europejskiej i niektórych partnerów natowskich, że wprowadzona będzie blokada powietrzna, żeby nie ułatwiać Łukaszence handlu ludźmi, żeby nie było choćby leasingowania samolotów do tego celu. Łukaszenka pewnie będzie robił wszystko, żeby migrantów wcisnąć do Europy, i będzie szantażował Unię Europejską, że jeśli ona nie zniesie sankcji i nie zapłaci jakiejś kwoty, jak kiedyś Turcji, to kryzys będzie kontynuowany. Ta fala migrantów nie jest naturalna. To sztucznie wywołany kryzys. Ściągnięto ludzi. Służby specjalne szkolą ich, przygotowują do rozmów z mediami i organizacjami pozarządowymi, żeby emocjonalnymi obrazkami szantażowano naszych strażników i Europę. Putin przekroczył już wiele czerwonych linii. Może więc dojść i do takich prowokacji, jakie przeprowadzają terroryści.

To znaczy?

Chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której ktoś oddaje strzały i ktoś ginie, a kłamliwa propaganda będzie o to oskarżać polską stronę.

A gdyby rzeczywiście komuś po polskiej stronie puściły nerwy i padł strzał, to co może się stać? Dojdzie do otwartego konfliktu?

Prowokacji jest bardzo dużo. Celowanie z broni w polskiego funkcjonariusza to niebezpieczna sytuacja i trzeba mieć stalowe nerwy, żeby nie odpowiedzieć, bo nie wiemy, czy broń jest załadowana czy nie. Rosjanie informują, że zwiększają obecność wojskową na Białorusi. Eskalacja może niestety jeszcze mieć miejsce.

Jesteśmy w stanie wojny?

Z pewnością mamy do czynienia z wojną hybrydową. Tak jak na Krymie były „zielone ludziki”, tak tu mamy oddziały migrantów sterowane przez białoruskie służby. W pierwszej wojnie światowej 90 proc. ofiar stanowili żołnierze. We współczesnych wojnach zdecydowana większość, nawet 90 proc., ofiar to cywile. Stąd konieczność powszechnej obrony i świadomości, że wspólnie odpowiadamy za nasze bezpieczeństwo. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama