Nowy numer 48/2021 Archiwum

Zeszyt z intensywnej terapii

O towarzyszeniu umierającym, nadziei i pogodzie ducha wobec nieuchronności śmierci opowiada kapelan Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie o. Marek Donaj OSA.

Magdalena Dobrzyniak: Ma Ojciec swoich mistrzów odchodzenia?

o. Marek Donaj OSA: Takim mistrzem jest dla mnie przede wszystkim ks. Tischner. Wyprostował mnie w wielu sprawach. Dzięki niemu nie uciekłem ze szpitala, uratował część mojego kapłaństwa. Nosiłem mu książki, a on na marginesach zapisywał różne wskazówki i maksymy. „Kto pije, ten żyje” – to był znak, że mnie akceptuje. „Nieważne, jak żyć, tylko z kim”; „Znak, nawet gdy upadnie, nadal wskazuje”. Ostatni wpis brzmiał: „Abyś zawsze trafiał celu”. Takim mistrzem był też Piotr Skrzynecki, który upominał, żebym się modlił. Była pani Małgosia, koszykarka. Umierała w młodym wieku. Jej zaufanie do Boga zapadło mi w serce. Był też pacjent na intensywnej terapii, nie znam jego imienia, który sprowokował mnie, bym się przyznał, że boję się cierpienia. To był dla mnie przełom.

Jak Ojciec patrzy na siebie z tamtego czasu? Jak na początkującego kapelana, który bał się cierpienia i uciekał przed nim? Ze wstydem?

Raczej ze zrozumieniem. Najważniejsza jest wytrwałość. Były chwile buntu, niechęci, ale nigdy nie pojawiła się pokusa rezygnacji. Gdy teraz mam dyżur i na telefonie wyświetli się nieznany numer – wiem, że to ze szpitala. Czasem raz, czasem pięć razy dziennie, mam takie poczucie, że idę, by kogoś ocalić. Rzadko, ale zdarzają się takie telefony, na które muszę reagować błyskawicznie, żeby zdążyć przed Panem Bogiem. Nie zawsze mi się to udaje, ale wiem, że On wie lepiej, zna tajniki ludzkiego serca i sam znajduje rozwiązanie.

Czyli nie może Ojciec z całą pewnością stwierdzić, że ktoś odszedł pogodzony lub niepogodzony z Bogiem?

Na szczęście! Nauczyłem się, że nie wszyscy przyjmują Pana Jezusa, ale to nie jest moje zmartwienie. On przechodzi przez kolejne szpitalne sale i błogosławi leżącym tam ludziom. Chce tylko jednego: by chorzy wiedzieli, że On jest z nimi. Ich łóżka są ołtarzami, na których składają ofiarę cierpienia.

Przypomina się Czesław Miłosz, o którym mawiano, że nie po drodze było mu z Panem Bogiem i Kościołem. Tymczasem Ojciec był świadkiem jego wyznania wiary…

Zaproszono mnie do jego domu, gdzie udzieliłem mu Komunii św. Dopytywał, czy wszyscy domownicy też otrzymali Ciało Pana Jezusa. Cierpiący, złamany słabością, ale myślący o innych. To było przejmujące.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama