Nowy numer 48/2021 Archiwum

Do światła!

Jakimi słowami święci i błogosławieni żegnali się z tym światem? Co szeptali w chwili śmierci?

Zachorował na raka języka staruszek – opowiadała mi pracująca na Ukrainie s. Halina Madej. – Przywieziono go do szpitala. Konieczna była amputacja języka. Młody chirurg (niewierzący, nieochrzczony) żartobliwie rzucił: „No, dziadku, powiedzcie jakieś ostatnie słowo, bo potem nie będziecie mogli już mówić”. I wtedy wzruszony dziadek wyszeptał: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Z oczu chirurga popłynęły łzy... Po trzech miesiącach poprosił o chrzest i spowiedź.

Konający o. Joachim Badeni zapytał przeora: „Chcę być posłuszny. Czy mogę już odejść?”, a gdy nieco zakłopotany o. Paweł Kozacki wyszeptał: „Trudno nam ojca wypuścić, ale oczywiście pozwalam”, arystokrata po kilku minutach zmarł. Przed śmiercią westchnął: „Dziś wieczorem nastąpią zaślubiny… Wszystko przygotowane… Idę tańczyć”.

A jakie były ostatnie słowa świętych i błogosławionych?

Dajcie mi tytoń!

„Panie Jezu, dla Twej miłości gotów jestem na śmierć, w Tobie położyłem ufność” – modlił się Adam Chmielowski. 20 grudnia 1916 roku, przebywając u stóp Tatr na Kalatówkach, już jako brat Albert powiedział do zapłakanych sióstr: „Nie chcę wam sprawiać kłopotu chorobą. Pojadę do Krakowa i tam umrę”. Jak powiedział, tak zrobił. Tuż przed śmiercią, by rozładować gęstą od szlochania atmosferę, poprosił o… tytoń.

Św. Jan Bosko nie tylko spacerował po linie, wdrapywał się na drzewa i miewał prorocze sny. Przeżył wiele zamachów na swoje życie, a jego działalność wielokrotnie była torpedowana. Był postacią nieszablonową. Stworzył nowy model wychowania, wprowadzając rewolucyjną zasadę, że wychowawca ma być przyjacielem, a nie osobą, która wymierza uczniom kary. Przed śmiercią zostawił salezjanom wskazówkę: „Kochajcie się nawzajem jak bracia. Czyńcie dobro wszystkim, nikomu nie wyrządzajcie krzywdy… Powiedzcie moim chłopcom, że czekam na nich wszystkich w raju”.

„Żyj tak, aby nie bać się śmierci. Dla tych, którzy dobrze żyją w świecie, śmierć nie jest przerażająca, lecz słodka i cenna” – usłyszało otoczenie żegnające konającą św. Różę z Viterbo. „Jezus” – zawołała czterokrotnie św. Joanna d’Arc, a św. Maria Goretti szepnęła, myśląc o mordercy: „Wybaczam Alessandrowi Serenellemu… Chcę, aby był ze mną na zawsze w niebie”.

Konający w Bolonii św. Dominik prosił pierwszych braci kaznodziejów, by pochowali go „pod stopami braci”. Umierając, powiedział im: „Miejcie miłość, strzeżcie pokory i nie odstępujcie od ubóstwa”. Jego wierny uczeń 71-letni Jacek Odrowąż przed śmiercią powiedział: „Nie płaczcie nade mną, najdrożsi synowie, bo Pan mnie wzywa, abym jutro przeszedł do Ojca. Radujcie się raczej i winszujcie mi, bo dla mnie żyć – jest Chrystus, a śmierć – to zysk. Pozostawiam wam zbawienne napomnienie ojca naszego Dominika, zachowujcie je w całości: »Bądźcie łagodni, miłujcie się nawzajem, posiądźcie dobrowolne ubóstwo. To jest testament wiecznego dziedzictwa«”. Zmarł w święto Wniebowzięcia Matki Bożej 1257 roku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama