Nowy numer 48/2021 Archiwum

Pasterz pachnący owcami

Jako pierwszy papież w historii przybrał podwójne imię Jan Paweł. W czasie 33-dniowego pontyfikatu podbił świat uśmiechem. Franciszek zatwierdził cud za jego wstawiennictwem. Przed Wielkanocą można spodziewać się beatyfikacji.

Był człowiekiem prostym, pokornym, bliskim ludziom, katechetą o niezwykłej zdolności komunikacji. Jego życie korespondowało z tym, czego nauczał innych – mówi Stefania Falasca, wicepostulatorka w procesie beatyfikacyjnym. Bratanica Papieża Uśmiechu natomiast wskazuje, że rodzina i bliscy już za życia uważali go za świętego. – Był dla mnie drugim ojcem, zawsze obecnym i gotowym służyć radą. Fascynowały mnie jego bezpośredniość oraz zainteresowanie światem i innymi ludźmi – mówi Pia Luciani. Wskazuje na jego prostotę i zwyczajność. – Do końca wolał cerować skarpetki, a pieniądze przeznaczać na ubogich. Nawet jako patriarcha Wenecji chciał pozostawać w cieniu. Pamiętam, jak organizatorzy ważnego spotkania niepokoili się, że nie przyjeżdża. A on, niezauważony przez nikogo, siedział już na końcu sali i odmawiał Różaniec. Unikał absorbowania otoczenia swymi potrzebami – opowiada bratanica.

Pragnę służyć Kościołowi

Dom w Canale d’Agordo w północnych Włoszech, w którym urodził się Albino Luciani, przed czterema laty został zakupiony przez kard. Beniamina Stellę, który pochodzi z tych samych terenów, i przekazany diecezji Belluno-Feltre. Powstały tam muzeum i dom pielgrzyma. – Niezwykłym przeżyciem jest zajrzenie do pokoju, w którym w 1912 r. przyszedł na świat i gdzie z powodu słabego zdrowia zaraz został ochrzczony przez położną, czy oglądanie prostych miejsc, w których nawet jako patriarcha lubił spędzać wakacje. Sięgamy do jego początków, do ogromnej wiary, której uczył się od matki. Ojciec był robotnikiem zafascynowanym socjalizmem, co nauczyło Albina wrażliwości na potrzebujących – mówi kard. Stella, postulator w procesie beatyfikacyjnym, który uczestniczył w święceniach biskupich Albina Lucianiego i w kolejnych latach zaprzyjaźnił się z nim.

„Niech Bóg wam wybaczy to, co mi zrobiliście” – powiedział papież elekt do 110 kardynałów tuż po wyborze 26 sierpnia 1978 roku. Jego podwójne imię było wyraźnym sygnałem, że chce nawiązywać do spuścizny swych dwóch poprzedników i iść ich drogą. W czasie pierwszego spotkania na Anioł Pański wyznał: „Nie mam sapientia cordis Jana XXIII ani przygotowania i kultury Pawła VI, jestem jednak na ich miejscu i pragnę służyć Kościołowi. Ufam, że mi pomożecie swoją modlitwą”. Jako główne cele swego pontyfikatu wskazał: odnowę Kościoła przez dalsze wcielanie w życie postanowień Soboru Watykańskiego II, odnowienie prawa kanonicznego, nacisk na głoszenie Ewangelii, promowanie jedności Kościoła, ale bez rozmywania doktryny, promowanie dialogu i zachęcanie świata do budowania pokoju i sprawiedliwości społecznej.

Jan Paweł I zdążył wygłosić jedynie 11 homilii i przemówień, 4 katechezy środowe, 5 rozważań na Anioł Pański. Ostatnią katechezę środową poświęcił cnocie miłości. Nawiązał wówczas do prostej „modlitwy”, której nauczyła go mama: „Jezus jest na krzyżu. Chcesz Go pocałować? Nie możesz zrobić nic innego, jak wspiąć się na krzyż”. Zmarł następnego ranka, 28 września 1978 r. Miał niecałe 66 lat. Jego nagła śmierć wywołała lawinę teorii spiskowych. Badanie dokumentacji medycznej i zeznania świadków dowodzą, że zmarł w wyniku zlekceważenia choroby sercowo-naczyniowej, zdiagnozowanej kilka lat wcześniej, która doprowadziła do zawału serca. Wieczorem przed śmiercią papież odczuwał ból w klatce piersiowej i miał trudności z oddychaniem, nie pozwolił jednak wezwać lekarza, twierdząc, że to przejściowy problem.

Proste życie

Albino Luciani był przywiązany do tradycyjnych form pobożności i katechezy. Przestrzegał przed rewolucyjnymi zmianami w Kościele. Podkreślał wagę religijnego wychowania i dobrej katechezy, którą postrzegał w sposób bardzo tradycyjny. Opracował nawet specjalny podręcznik zatytułowany „Okruchy katechizmu”, który dziś jest na nowo odkrywany. Jego formacja to najpierw niższe seminarium duchowne, do którego wstąpił jako 11-latek, a po święceniach doktorat z teologii dogmatycznej na prestiżowym Uniwersytecie Gregoriańskim. Przez 20 lat pracował w swej rodzinnej diecezji jako wikariusz, wicerektor seminarium, a następnie pracownik kurii. Kolejne dwie dekady życia to posługa biskupia, najpierw w diecezji Vittorio Veneto, a potem jako patriarcha Wenecji. W 1973 r. został kardynałem. Na czas biskupiej posługi przypada jego udział we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II. Z charakterystycznym dystansem do siebie wspominał, że nie odegrał na nim znaczącej roli, ponieważ nie może równać się z innymi „orłami teologii”.

– Przemawia jego proste życie, wierność nauczaniu Kościoła, a zarazem profetyczna dalekowzroczność. Przestrzegał przed zamachami na rodzinę i życie, deprecjonowaniem wartości i podążaniem za kolejnymi modami oraz przed niewiernością i światowością kapłanów – mówi bp Renato Marangoni, ordynariusz rodzinnej diecezji Papieża Uśmiechu. Wskazuje, że w jego nauczaniu wyraża się synodalność, której Franciszek chce nam dziś dać doświadczyć. – Przez swój krótki pontyfikat wysłał sygnał, że trzeba sobie zdać sprawę ze zmian zachodzących w Kościele i na nie odpowiedzieć. Przygotował teren pod posługę swego następcy znad Wisły, stąd porównywany jest do Jana Chrzciciela – podkreśla ordynariusz Belluno. Przypomina, że jego życie przypadło na niełatwy czas wdrażania soborowych zmian. W liście do księży pisał: „Po soborze Kościół ma się odnowić, jak się odnawia dom – niektóre sprzęty zostaną wymienione, ściany pomalowane, podłogi wyczyszczone. Niektórzy chcieliby wszystko puścić z dymem, bez odpowiedzi na to, czym ten dom zastąpić – w imię głoszonej miłości do Kościoła, który nie istnieje, lecz jest tworem przyszłości lub wyobrażeń”.

Biskup Marangoni zauważa, że papież Luciani był pasterzem pachnącym owcami, jak dziś mawia Franciszek. Podczas posiłków gościł u siebie zazwyczaj kilku księży. Zdarzało się, że bez zapowiedzi odwiedzał chorych. W szpitalu zawsze pojawiał się nieoczekiwanie, przybywał nagle na rowerze lub swoim starym samochodem. Swemu sekretarzowi polecał czekać na zewnątrz i czytać dokumenty. Chwilę później pojawiał się w górskiej wiosce, by z tamtejszymi księżmi przedyskutować określony problem. – Był blisko ludzi biednych, inicjował wiele dzieł charytatywnych, cechowała go ewangeliczna prostota, był uważny na potrzeby swych kapłanów i wiernych. Przede wszystkim ludzie odrzuceni i zapomniani mieli w nim pasterza, który potrafił pięknie wejść w ich codzienność – mówi bp Marangoni, podkreślając, że „metoda teologiczna” Albino Lucianiego wynikała z jego życia i duszpasterskiego zaangażowania.

Przyszłego błogosławionego można lepiej poznać, sięgając do książki „Ilustrissimi. Listy do sławnych postaci”, będącej zbiorem jego artykułów, które pisał w formie listów do postaci znanych z historii i literatury, takich jak np. Dickens, Chesterton czy… Pinokio. W komunikatywny sposób poruszał w nich aktualne problemy Kościoła i świata. Postulator przypomina szum, jaki wywołał jego apel do księży, by sprzedali kościelne kosztowności, aby wesprzeć ośrodek dla upośledzonych. „Mierząc w kategoriach finansowych – pisał – niewiele to wyniesie, ale może będzie miało jakąś wartość, jeśli pomoże zrozumieć ludziom, że prawdziwymi skarbami Kościoła są biedni i słabi, których trzeba wspierać nie okazjonalną jałmużną, lecz dopomaganiem im w stopniowym osiągnięciu owego standardu życia i owego poziomu kultury, do jakich mają prawo”.

Cud w Argentynie

– Lekarze powiedzieli mi, że córka nie dożyje następnego dnia. Wtedy z rodziną zaczęliśmy szturmować niebo. Nic nie wiedziałam o Janie Pawle I, zaufałam jednak kapelanowi szpitala, który mi go przedstawił jako skutecznego orędownika – mówi Roxana. Był marzec 2011 roku, kiedy mieszkająca w Argentynie 10-letnia Candela nagle zaczęła cierpieć na silny ból głowy, który nie ustępował. Następnie wystąpiły gorączka, wymioty, zaburzenia zachowania i mowy. Stan dziewczynki zaczął się pogarszać w piorunującym tempie. Ze szpitala w Paraná została przewieziona do Buenos Aires, gdzie zdiagnozowano encefalopatię padaczkową z ostrym wstrząsem, z opornym na leczenie stanem padaczkowym. Mijały kolejne tygodnie. – Córkę zaintubowano, doszło obustronne zapalenie płuc. Lekarze nie dawali mi nadziei, mówili, że z każdym dniem jej stan jest coraz cięższy. Radzili, bym zabrała ją do domu, by mogła umrzeć w gronie najbliższych – wspomina matka dziewczynki.

22 lipca razem z ks. José zaczęła błagać, by Jan Paweł I wyjednał u Boga cud zdrowia. W modlitwę włączyli się także lekarze i pielęgniarki z oddziału intensywnej terapii, na którym dziewczynka była hospitalizowana. – Następnego ranka Candela poczuła się lepiej, a we wrześniu opuściła szpital. Obecnie córka studiuje na uniwersytecie. Lekarze nie mogli uwierzyć, że odzyskała pełnię sił – mówi jej matka.

– Lekarze z komisji przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych potwierdzili, że można to wytłumaczyć jedynie w nadprzyrodzony sposób. Mamy do czynienia z tzw. restitutio ad integrum, czyli z cudem, który oznacza, że poważne uszkodzenia, zwłaszcza mózgu, spowodowane przez chorobę zostały w pełni naprawione zarówno jeżeli chodzi o mowę, jak i pamięć – mówi kard. Stella, wyznając, że liczy na to, iż beatyfikacja Papieża Uśmiechu przyczyni się do wyciągnięcia go z zapomnienia. Postulator dodaje, że warto wrócić choćby do jego programowego orędzia, w którym przypomniał, że podstawowym obowiązkiem Kościoła jest ewangelizacja, czyli głoszenie orędzia zbawienia. Chciał, aby prowadzili ją „wszyscy synowie i córki Kościoła”. Upatrywał w niej ratunku dla świata spragnionego miłości i prawdy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama