Nowy numer 42/2021 Archiwum

Prounijna manifestacja

Manifestacja w obronie obecności Polski w Unii Europejskiej odbyła się w niedzielny wieczór na warszawskim placu Zamkowym. Przemówienia zakłócała nieliczna, ale głośna grupa narodowców.

Do udziału w manifestacji wezwał szef PO Donald Tusk w reakcji na czwartkowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego. "Wzywam wszystkich, którzy chcą bronić Polski europejskiej, w niedzielę na plac Zamkowy w Warszawie, godzina 18. Tylko razem możemy ich zatrzymać" - napisał w czwartek na Twitterze.

Do udziału w demonstracji zaprosił też innych politycznych liderów - Polski 2050 Szymona Hołowni, Lewicy Roberta Biedronia i PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. W niedzielę o godz. 18.00 na placu Zamkowym pojawił się tylko Biedroń. Był również europoseł i były premier Leszek Miller.

Impreza rozpoczęła się z około 20-minutowym opóźnieniem, bo, jak mówił prowadzący europoseł PO Bartosz Arłukowicz, nie wszyscy goście zdołali na czas przebić się przez tłum. A ten był wyjątkowo gęsty - znajdująca się na placu Zamkowym trybuna była otoczona wielotysięcznym tłumem zarówno od strony Krakowskiego Przedmieścia, jak i Podwala. Od strony Świętojańskiej dostępu strzegła policja.

Gęsty tłum uczestników manifestacji nie przeszkodził jednak w dotarciu na miejsce grupie narodowców, która ulokowała się w rejonie murów obronnych i fosy. Grupa ta była bardzo głośna, miała też bardzo dobre nagłośnienie i swoimi okrzykami zakłócała, czasem skutecznie, przemówienia uczestników głównej manifestacji.

Pierwszy głos zabrał lider Platformy.

"Nazywam się Donald Tusk, jestem Polakiem, którego siedem lat temu państwa Europy wybrały na swojego szefa, szefa Rady Europejskiej. Wybrały ze względu na szacunek dla Polski, wybrały ze względu na szacunek dla naszej trudnej i pięknej drogi do niepodległości, do Europy. Wybrali ze względu na szacunek dla was" - zaczął swoje przemówienie. "I dlatego, niech nikt się nie dziwi, że czuję się w tym krytycznym, przełomowym momencie zobowiązany podnieść alarm spowodowany decyzjami pseudo-Trybunału i decyzjami partii rządzącej, która już bez owijania w bawełnę, bez ukrywania czegokolwiek, podjęła decyzję o wyprowadzeniu Polski z Unii Europejskiej" - dodał.

"Ten alarm podnoszę razem z wami. Mówiłem wczoraj, że nawet gdybym miał być sam, to będę stał i podnosił ten alarm, bo to jest sprawa naszej przyszłości, to jest sprawa przyszłości naszych dzieci i wnuków, ale nie jestem sam i dobrze wiedziałem, że będzie was dużo, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że przyjdzie tutaj na plac Zamkowy i okoliczne ulice tyle tysięcy ludzi" - podkreślił Tusk. Pozdrowił również wszystkich protestujących "w ponad 100 miastach w Polsce i za granicą".

"Chcemy Polski niepodległej, chcemy Polski demokratycznej, chcemy Polski praworządnej, chcemy Polski uczciwej" - apelował. Przemówienie Tuska zakończyło odśpiewanie hymnu narodowego.

Po nim głos zabrał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. "Nie damy się wyprowadzić z Unii Europejskiej, bo Unia to przede wszystkim bezpieczeństwo. Każdy, kto chce słabej Unii Europejskiej, nie chce silnej Polski, bo silna Unia to silna Polska" - powiedział. "Mnóstwo jest tych, którzy próbują nas dzielić, którzy próbują nas uczyć patriotyzmu, którzy chcą tak naprawdę wyprowadzić nas na Wschód. Pamiętacie, co krzyczeliśmy w kampanii wyborczej? Mamy dość takich ludzi!" - krzyczał Trzaskowski. A tłum mu wtórował skandowaniem: "Mamy dość!". Okrzyki te mieszały się z okrzykami narodowców, na które zgromadzony tłum odpowiadał okrzykami: "je..ć PiS!"

Po Trzaskowskim głos zabrały uczestniczki Powstania Warszawskiego - Wanda Traczyk-Stawska "Pączek" i Anna Przedpełska-Trzeciakowska "Grodzka".

Gdy okrzyki narodowców stały się na tyle głośne, że zakłócały słowa Traczyk-Stawskiej, ta krzyknęła: "Milcz głupi chłopie! Milcz! Chamie skończony. Milcz, bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała, jak moi koledzy ginęli, ja tu po to jestem, żeby wołać w ich imieniu".

Potem głos zabrał m.in. Jerzy Owsiak, który, by dostać się na trybunę, przebijał się przez zbity tłum (w którym stał m.in. były prezydent Bronisław Komorowski z małżonką). "Łączmy się, a nie dzielmy. Nawet ci ludzie z tamtej fosy!" - apelował, zwracając się w kierunku grupy narodowców. "Tu jest Polska, tu jest Polska" - krzyczał.

Wystąpił też były lider KPN i działacz opozycji niepodległościowej w PRL Leszek Moczulski, którego wystąpienie zakłócały okrzyki narodowców: "Bóg, Honor i Ojczyzna".

"Musimy wnieść okrzyk: Polska w niebezpieczeństwie, ojczyzna w niebezpieczeństwie!" - odpowiedział okrzykiem Moczulski. Przypomniał, że ponad 30 lat temu po raz drugi w ciągu stu lat odzyskaliśmy niepodległość i jesteśmy "niepodległym krajem w niepodległej Europie". "I oto pojawia się groźba, nieodpowiedzialni politycy, być może niewiedzący, co czynią, dążą do tego, żeby Polska była otoczona wrogami" - mówił Moczulski. "Zwyciężymy, mamy dość siły" - zakończył swoje wystąpienie.

Wypowiadali się też m.in. szef KOD Jakub Karyś, szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart, prezes Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów Ireneusz Niewiarowski, Bogumił Kolmasiak z Akcji Demokracja, a także marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

"Walka o wartości europejskie toczy się właśnie teraz" - mówiła Lempart. "Wielu z was się zastanawiało się, czy warto. Ja odpowiadam: warto, w imię zasad, bo my bronimy wartości europejskich cały czas" - dodała.

"To my tutaj walczymy o wartości europejskie. I Komisja Europejska i Parlament Europejski są zobowiązane do pomocy nam nie dlatego, że jesteśmy w Polsce, nie dlatego, że jesteśmy Polkami i Polakami, tylko dlatego, że jesteśmy Europejkami i Europejczykami. I ich obowiązek jest w stosunku do nas, a nie w stosunku do bandytów, przestępców, kanalii, którzy niestety przypadkowo nami chwilowo rządzą" - mówiła Lempart. Zakończyła wystąpienie zaproszeniem zgromadzonych "na spacer".

Szef KOD Jakub Karyś przekonywał, że w niedzielę "jest jeden plac Zamkowy w 126 miastach". "Nie możemy być obojętni, bo sprzymierzeńcem tej opresyjnej władzy jest apatia, zniechęcenie, obojętność. Tu jest energia, której oni się boją, której się przestraszą, przed którą ustąpią" - mówił z kolei Grodzki.

Na zakończenie Tusk podziękował wszystkim uczestniczkom i uczestnikom zgromadzenia za "wielką siłę". "Jesteście dzisiaj źródłem nadziei. Ja tu przy was wszystkich przyrzekam wam i wszystkim Polakom i Polkom, że my tego wysiłku, waszych nadziei, waszej energii nie zmarnujemy. To nie będzie łatwy ani krótki marsz, ale wierzcie mi: zwycięstwo nastąpi szybciej, niż o tym myślicie. Ciąg dalszy nastąpi" - powiedział lider PO.

Ostatnim akordem manifestacji było odśpiewanie hymnu Unii Europejskiej "Ody do radości".

Policja oceniła, że niedzielna manifestacja na warszawskim Starym Mieście w obronie obecności Polski w Unii Europejskiej oraz kontrmanifestacja środowisk narodowych przebiegły spokojnie.

"Po ich zakończeniu część osób udała się w kierunku ul. Nowogrodzkiej. Przejście to spowodowało zagrożenie w ruchu drogowym. W związku z powyższym podjęto kilkukrotne interwencje, zmieniając trasę przemarszu na ulice o mniejszym natężeniu ruchu" – wyjaśnił rzecznik KSP.

Funkcjonariusze legitymowali niektórych uczestników przemarszu. "Nałożono mandaty karne, w przypadku odmowy przyjęcia kierowano wnioski o ukaranie do sądu. Jeden z policjantów został uderzony kamieniem. Zatrzymano jedną osobę za naruszenie nietykalności policjanta" – poinformował Marczak.

"Na trasie przemarszu policjanci podjęli interwencję wobec osoby używającej racy. W momencie, kiedy próbowano ją odbić, jeden z policjantów użył środka bezpośredniego w postaci gazu" – dodał.

Wskazał, że wystarczy zgłosić w zgromadzenie w ratuszu, wtedy policja zapewnia bezpieczeństwo na całej trasie zarówno uczestnikom, jak i kierującym pojazdami. "Niestety postawa, którą dzisiaj widzimy, to przejaw lekceważącego podejścia do bezpieczeństwa w ruchu drogowym" – oznajmił rzecznik KSP.

 

« 1 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama