Nowy numer 42/2021 Archiwum

Krzyk rozpaczy

Powrót do władzy talibów przekreśla 20 lat społecznych osiągnięć Afganistanu. Najszybciej i najboleśniej odczuwają to kobiety.

Zostańcie w domach ze względów bezpieczeństwa – takie polecenia wydają afgańskim kobietom przedstawiciele nowej administracji talibów. Tłumaczą to przejściową niestabilnością kraju i zapowiadają, że w zgodzie z prawem islamu kobiety będą mogły na powrót uczestniczyć w życiu społecznym. Afganki pamiętają jednak, że to samo talibowie mówili w 1996 roku, gdy wygrali wojnę domową. Skończyło się na pięciu latach drastycznego ograniczenia praw kobiet, w stopniu nieporównywalnym z żadnym muzułmańskim krajem. Coraz więcej wskazuje na powtórkę historii sprzed ćwierćwiecza. Kobiety zniknęły z urzędów, uczelni, mediów, zakazano im uprawiania sportu. W kilku miastach kraju Afganki zorganizowały uliczne protesty, na które talibowie odpowiedzieli użyciem broni.

Społeczność międzynarodowa stoi teraz przed wielkim dylematem. Z jednej strony działania względem kobiet oraz utworzenie rządu składającego się wyłącznie z „twardogłowych” talibów stanowi złamanie wcześniejszych deklaracji. Z drugiej strony nie można zostawić Afgańczyków bez pomocy, bo w zgodnej opinii organizacji międzynarodowych kraj stoi na krawędzi katastrofy humanitarnej, a co najmniej połowie populacji zagraża głód.

Apartheid dla kobiet

„Zaczniemy budować na bazie tego, co zastaliśmy” – deklarował Abdul Baki Hakkani, minister edukacji nowego afgańskiego rządu. Komunikat odczytano w ten sposób, że talibowie po powrocie do władzy nie będą w pełni przywracać ładu z lat 1996–2001 oraz że uczelnie i rynek pracy pozostaną otwarte dla kobiet.

Szybko jednak okazało się, iż talibowie w specyficzny sposób pojmują uczestnictwo kobiet w życiu społecznym. Będzie ono dozwolone jedynie w systemie, który można określić mianem „płciowego apartheidu”. Kobiety mogą funkcjonować tylko w pełnej izolacji od mężczyzn. W przypadku edukacji oznacza to konieczność nauki w osobnych pomieszczeniach i kształcenie wyłącznie przez żeńską kadrę pedagogiczną. W praktyce wiąże się to z zamknięciem studiów dla kobiet. Afgańskie uczelnie nie mają pieniędzy i warunków, by stworzyć kobietom osobną przestrzeń, a przede wszystkim nie ma tylu wykładowczyń. Taka sama sytuacja jest w administracji publicznej. Wygląda na to, że w ciągu miesiąca zniweczone zostaną dwie dekady trudnych, ale skutecznych reform społecznych. Na wielu afgańskich uniwersytetach kobiety stanowiły większość studentek i wkraczały w kolejne branże na rynku pracy.

Zbliżającą się marginalizację kobiet zwiastują kolejne kroki nowego rządu talibów. Zlikwidowano ministerstwo do spraw kobiet, natomiast powróciło okryte złą sławą za rządów mułły Omara ministerstwo wspierania cnoty i walki z występkiem, którego funkcjonariusze odpowiadali za pilnowanie skrajnej interpretacji prawa szariatu. Jedną z pierwszych decyzji nowego rządu było zakazanie kobietom uprawiania sportu. Jak oznajmił rzecznik talibów: „Nie jest im [kobietom – M.L.] to potrzebne”.

Specjalna przedstawicielka ONZ ds. Afganistanu Deborah Lyons kreśli niepokojący obraz nowej afgańskiej rzeczywistości: „Otrzymujemy coraz więcej raportów o tym, że talibowie zabraniają kobietom pokazywania się w miejscach publicznych bez męskiego opiekuna i zakazują im pracowania, ograniczyli dostęp kobiet do edukacji, rozwiązali rządowe instytucje do spraw kobiet i wzięli na cel kobiece organizacje pozarządowe”.

Mimo wszystko talibom nie będzie łatwo całkowicie odtworzyć realia społeczne sprzed dwóch dekad. Świadczą o tym protesty kobiet. Od początku września dochodzi do nich w kilku miastach: Kabulu, Heracie i Fajzabadzie. Pierwsze wystąpienia zdawały się zaskoczeniem dla talibów, jednak szybko przeszli oni do rozwiązań siłowych. Demonstracje z 4 i 5 września zostały rozpędzone biczami i karabinami. Co najmniej trzy osoby zginęły (w Heracie), nieznana liczba została ranna, a aresztowane kobiety (i dziennikarze relacjonujący wydarzenia) były bite na posterunkach policji. 8 września ministrem spraw wewnętrznych został Siradżuddin Hakkani – były watażka odpowiedzialny za zamachy na amerykańskich żołnierzy. Jedną z pierwszych jego decyzji był zakaz publicznych wystąpień, które nie uzyskały wcześniejszego zezwolenia talibów. Osamotnione w swoim oporze kobiety kontynuują sprzeciw w internecie, gdzie trwa akcja wrzucania zdjęć w tradycyjnych afgańskich strojach i makijażu. Teraz nie można już pojawiać się w nich na zewnątrz.

Rząd radykałów

Za decyzjami ograniczającymi prawa kobiet stoi nowy rząd talibów, którego skład ogłoszono 8 września. Stanowi on zaprzeczenie składanych w czasie negocjacji z Amerykanami deklaracji o rządzie otwartym na różne partie i grupy etniczne. Nowy gabinet tworzą wyłącznie talibowie, w większości uczestniczący w rządach w latach 1996–2001. Najwyższym przywódcą Islamskiego Emiratu Afganistanu ogłoszono Hibatullaha Achundzadę, który był bliskim współpracownikiem mułły Omara. Premierem został mułła Mohammad Hassan Akhund – minister spraw zagranicznych w pierwszym rządzie talibów. Wicepremierami zostali dwaj członkowie zespołu, który w Katarze prowadził negocjacje z Amerykanami – Abdul Ghani Baradar i Mawlawi Abdul Salam Hanafi. W rządzie zasiada też syn mułły Omara (na stanowisku ministra obrony), a ministrem spraw wewnętrznych został Siradżuddin Hakkani – poszukiwany przez FBI listem gończym (z nagrodą 5 milionów dolarów za informację pomagającą w schwytaniu). To szef siatki Hakkanich, organizacji terrorystycznej, która przed powrotem talibów do władzy organizowała zamachy na amerykańskich żołnierzy i siły rządowe.

Nie tylko personalia, ale i sposób komunikacji wskazują na brak zmiany w sposobie sprawowania władzy przez talibów. Większość członków rządu do dziś nie wystąpiła publicznie (na czele z najwyższym przywódcą i premierem) ani nawet na nagranych wystąpieniach. Słychać coraz więcej pogłosek o tym, że wśród talibów nasilają się spory frakcyjne, główny z nich między grupą negocjatorów z Kataru a klanem Hakkanich. Pojawiły się nawet plotki, że ci drudzy mieli zabić wicepremiera Baradara, potem zostały one jednak zdementowane.

Świat musi wziąć odpowiedzialność

Społeczność międzynarodowa jest podzielona w kwestii tego, jak kształtować relacje z talibami. Amerykańskie wsparcie dla Afganistanu zostało wstrzymane. Francuski minister spraw zagranicznych oznajmił, że jego kraj „odmawia uznania i utrzymywania jakichkolwiek relacji” z talibami. Z drugiej strony przedstawiciel UE do spraw zagranicznych Josep Borrell stwierdził, iż „Unia nie ma innej opcji niż nawiązać relacje z talibami”. W podobnym tonie wypowiadali się Sekretarz Generalny ONZ i minister spraw zagranicznych Niemiec. Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas stwierdził, że społeczność międzynarodowa „musi wziąć odpowiedzialność” za los Afgańczyków. Taka ocena sytuacji wynika z faktu, że Afganistanowi grozi katastrofa humanitarna, a w tym czasie rzecznik talibów jako główne zadanie nowego rządu określa „ciężką pracę na rzecz ustanowienia zasad islamu i prawa szariatu”.

Dramatyczną sytuację w Afganistanie potwierdzają dane organizacji międzynarodowych. Według ONZ 18 milionów Afgańczyków (na około 38 mln populacji kraju) stoi przed groźbą katastrofy humanitarnej. Światowy Bank Żywności podaje, że 93 proc. mieszkańców kraju nie jest w stanie w pełni zaspokoić swoich potrzeb żywnościowych. Z kolei Lekarze bez Granic alarmują o załamaniu się systemu afgańskiej opieki zdrowotnej. Tragiczna sytuacja w Afganistanie to pokłosie wojny domowej, pandemii koronawirusa i związanego z nią kryzysu gospodarczego, a także suszy, która w tym roku dotknęła 70 proc. powierzchni kraju. Przejęcie władzy przez talibów doprowadziło do nędzy nawet tych, którzy dotychczas żyli we względnym dostatku, gdyż po zamrożeniu zagranicznego wsparcia urzędnicy państwowi przestali dostawać wypłaty, a banki pracują w ograniczonym zakresie.

Nadzieją na powstrzymanie klęski głodu jest hojna reakcja społeczności międzynarodowej. 13 września odbył się w Genewie szczyt ONZ poświęcony Afganistanowi. Przed spotkaniem Sekretarz Generalny ONZ apelował o 600 milionów dolarów pomocy, ostatecznie zebrano ponad miliard dolarów. Teraz zaczyna się wyścig z czasem, by pomoc zdążyła dotrzeć do kraju i zostać rozdysponowana, zanim zapanuje surowa afgańska zima.

Katastrofa humanitarna czyni jednak sytuację Afganek jeszcze bardziej dramatyczną. Po pierwsze przysłania swoją skalą problem ograniczania praw kobiet, a po drugie zmniejsza możliwości nacisku społeczności międzynarodowej na talibów. Pomoc dla Afgańczyków musi być wznowiona niezależnie od działań islamskich radykałów, bo stawką jest życie kilkunastu milionów ludzi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama