Nowy numer 20/2022 Archiwum

Szkoła kształtuje cnoty

O kształtowaniu cnót w szkole, niebezpieczeństwie demoralizacji przez ideologię gender oraz szczepieniu dzieci i nauczycieli mówi minister edukacji i nauki dr hab. Przemysław Czarnek.

Bogumił Łoziński: Czy Ministerstwo Edukacji opracowało już dla szkół program „kształtowanie cnót niewieścich”?

Przemysław Czarnek: Nigdy nie było takiego programu, natomiast cnoty to pozytywne cechy, postawy i od zawsze staramy się je kształtować, tylko nie stosujemy takiego języka. Użył go w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” mój doradca prof. Paweł Skrzydlewski, filozof, który zajmuje się tym zagadnieniem od wielu lat. W żadnym dokumencie Ministerstwa Edukacji i Nauki takiego słownictwa nie ma i jak widać po reakcjach krytycznych, nie jest ono zrozumiałe dla społeczeństwa, gdyż dawno nie było używane.

A jakiego słownictwa używa ministerstwo na określenie cnót?

W polityce edukacyjnej na ten rok szkolny używamy określenia „ukierunkowanie ku dobru i sprawiedliwości”. To jest dokładnie to samo co cnoty, czyli kształtowanie człowieka w kierunku sprawiedliwości, zalet, a nie wad.

Może te protesty ze strony środowisk lewicowo-liberalnych nie dotyczyły pojęcia cnoty, ale tego, że mowa była tylko o niewiastach, a pominięci zostali mężczyźni?

Wydaje mi się, że ze względu na oba sformułowania. Cnoty skojarzyły się im zupełnie z czym innym, a słowo „niewieście” absolutnie im nie pasuje, bo próbują przekonać społeczeństwo do rzeczy nierzeczywistych, czyli do tego, że nie ma żadnych różnic w rolach społecznych między kobietą a mężczyzną, a przecież te różnice istnieją. Dowodem na to są chociażby przedszkola, gdzie nauczycielkami zazwyczaj są panie, a bardzo rzadko panowie. To kobiety mają wszelkie predyspozycje do tego, żeby zajmować się dziećmi, bo są bardziej opiekuńcze i odpowiedzialne. Natomiast mężczyźni są bardziej predestynowani do innych zawodów, np. do wojska, stąd wszędzie stanowią zdecydowaną większość armii. Co nie znaczy, że kobiety i mężczyźni się są równi. Jesteśmy równi, ale mamy inne role społeczne. Kobieta ma swoje funkcje, sprawności, role w życiu społecznym. Mężczyzna także ma swoje role. One są w wielu przypadkach wymienne, ale są też takie, w których się nie zastąpimy.

Teza, że nie ma żadnych różnic w rolach społecznych między kobietą a mężczyzną, jest jednym z dogmatów ideologii gender. Na Zachodzie ideologia ta jest realizowana w praktyce, m.in. w szkołach. Czy jest możliwe, aby gender weszło to naszych szkół?

Są podejmowane takie próby w wielkich miastach, takich jak Poznań czy Warszawa. Dlatego sporządziliśmy projekt ustawy, który wywołał tyle emocji i krzyku lewicy, dający kuratorom prawo do sprzeciwu wobec wejścia do szkoły organizacji pozarządowych, które demoralizują dzieci i młodzież.

W jaki sposób mogą demoralizować organizacje genderowe?

One wchodzą do szkoły z rozszerzoną edukacją seksualną, która tak naprawdę jest demoralizowaniem dzieci i młodzieży. My chcemy to powstrzymać. Trzeba też mieć świadomość, że gender podważa fundamenty rodziny, społeczeństwa i dlatego jest niebezpieczne. Chcę podkreślić, że to rodzice w pierwszej kolejności mają opiniować treści, które dana organizacja pozarządowa chce przekazywać, i kierują swoje stanowisko do kuratora, który może zakazać wejścia do szkoły takiej organizacji.

W takim razie dlaczego w wielu wyższych uczelniach mamy kierunek gender studies, którego celem jest – jak czytamy w ich programie – „dekonstrukcja stereotypów dotyczących płci”, a więc realizacja założeń ideologicznych, które nie mają z nauką nic wspólnego?

Przede wszystkim nie ma takiej dyscypliny naukowej jak gender studies, natomiast takie kierunki występują najczęściej na studiach podyplomowych i efekty tego widzimy w postaci totalitarnych zachowań niektórych środowisk na uczelniach, zwalczających naukowców, którzy nie podzielają ich poglądów. Temu chcemy się przeciwstawić, wprowadzając pakiet wolności akademickiej, który ma przywrócić wolność nauki na uczelniach. Będzie on poddany pod głosowanie na pierwszym posiedzeniu Sejmu we wrześniu. Natomiast jako minister nie zamierzam podejmować prób kształtowania kierunków studiów. Jestem przekonany, że gdy pakiet wolności akademickiej zostanie uchwalony, to na tych uczelniach, gdzie gender studies są obecne, odezwą się również ludzie w przytłaczającej większości przeciwstawiający się takiej wizji człowieka i świata, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i z naturą.

Wracając do edukacji seksualnej: lewica twierdzi, że w szkole jej nie ma albo prezentuje tylko optykę konserwatywną, dlatego wchodzi do szkół, aby ten brak uzupełnić.

To nieprawda. Zagadnienia z edukacji seksualnej są realizowane w ramach przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. Ludzka seksualność jest tam przedstawiona w kontekście różnych aspektów osobowości człowieka, także wartości, a nie tylko jako realizacja popędu płciowego, jak wynika z przekazów lewicy. Przypominam też, że w preambule prawa oświatowego jest napisane, że wychowanie i nauczanie ma respektować chrześcijański system wartości. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rodzice, jeśli tylko chcą uczyć dzieci tej poszerzonej edukacji seksualnej, która w naszym przekonaniu jest demoralizacją, robili to poza szkołą, np. w domach kultury rozsianych po całej Polsce – o ile samorządy za taką edukację zapłacą.

Porozmawiajmy o koronawirusie. Czy nauczyciele powinni być obowiązkowo zaszczepieni?

Ministerstwo nie przewiduje obowiązkowych szczepień dla nauczycieli, tym bardziej że około 80 proc. z nich już się zaszczepiło, i to dwoma dawkami. Będziemy zachęcać pozostałych, ale obowiązku nie wprowadzamy. Gdyby inne grupy społeczne wykazały się taką odpowiedzialnością w walce z pandemią jak nauczyciele, to dziś problem koronawirusa mielibyśmy z głowy.

Co zrobicie, jeśli rodzice nie będą chcieli, aby ich dzieci uczyły osoby niezaszczepione?

Jeśli rodzice chcą, aby dziecko czuło się bezpieczne, mogą je zaszczepić. Mówimy o dzieciach powyżej 12. roku życia, bo dla młodszych nie ma szczepionek. Zachęcamy rodziców do tego. W szkołach, które wyrażą takie życzenie, zorganizujemy punkty szczepień. Dodatkowo przeznaczamy dla szkół 100 mln złotych na sprzęt do mierzenia temperatury czy na środki do dezynfekcji. Pamiętajmy też, że choć dzieci zakażają się koronawirusem, to nie zwiększa się poziom ich hospitalizacji i nie przechodzą tej choroby ciężko, również w przypadku wariantu delta.

Zdalne lekcje spowodowały obniżenie poziomu nauczania, niekiedy nie udało się zrealizować całego programu. Czy ministerstwo podejmuje jakieś działania, aby to nadrobić?

Już od kilku miesięcy działa narodowy program wsparcia dzieci po pandemii. Jego podstawowym elementem są dodatkowe zajęcia wspomagające. Będą mogły być one realizowane przez 10 tygodni w wymiarze po jednej lekcji dla każdego oddziału w każdej szkole od czwartej klasy szkoły podstawowej. Przeznaczyliśmy dodatkowe 187 mln zł na wynagrodzenia dla nauczycieli za te nadprogramowe godziny. Jeśli będzie zapotrzebowanie na więcej, na pewno zwiększymy pulę tych środków. Planowaliśmy dwie, a nawet trzy godziny dodatkowe, ale nie chcemy przeładowywać programu, bo dzieci będą przemęczone.

W szkołach brakuje nauczycieli, szczególnie przedmiotów ścisłych. ZNP szacuje, że w wyniku pandemii 10 tys. nauczycieli odeszło z zawodu. Istnieje niebezpieczeństwo, że nie będzie miał kto uczyć?

Sytuacja nie jest inna niż w latach ubiegłych. Zawsze w wakacje publikowane są oferty pracy dla nauczycieli, widać to zwłaszcza w dużych miastach, bo w małych miejscowościach i na wsiach istnieje problem odwrotny – nie wszyscy pedagodzy mają pensum. Jestem przekonany, że w tym roku będzie wystarczająca liczba nauczycieli. Natomiast aby nie było takiego problemu w przyszłych latach, mamy konkretną ofertę dla związków zawodowych zrzeszających nauczycieli. Chodzi o zmiany w systemie pracy i płacy, które pozwolą na radykalne zwiększenie wynagrodzeń, także dla nauczycieli zaczynających pracę. Dziś pensja zasadnicza początkującego nauczyciela wynosi 2900 zł, a więc jest niska. Podwyżka wynagrodzenia jest po prostu konieczna.

Każdy minister edukacji obiecywał podwyższenie pensji nauczycieli, a sytuacja wciąż jest zła.

Dlatego przesłałem związkom zawodowym ofertę radykalnego zwiększenia wynagrodzenia, bo jest to konieczne, zwłaszcza ze względu na potrzebę przyciągania do zawodu młodych absolwentów studiów wyższych.

Radykalne zwiększenie wynagrodzenia w zamian za radykalne zwiększenie pensum?

Wszystko ujawnię po spotkaniu zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty, w skład którego wchodzą m.in. przedstawiciele związków zawodowych i samorządów. Ma się ono odbyć w połowie września.

Bez podawania szczegółów – będzie zwiększenie pensum?

Będzie to przede wszystkim zwiększenie wynagrodzenia nauczyciela, odbiurokratyzowanie jego pracy i zwiększenie dostępności nauczyciela dla ucznia.

To „zwiększenie dostępności” dla nauczyciela oznacza więcej godzin pracy.

Oznacza, że rodzice nie będą musieli uczyć się fizyki czy chemii po to, aby odrobić z dzieckiem skomplikowane lekcje. To nauczyciele są od tego, aby pomóc uczniom w trudnych pracach domowych. Myślę, że wszyscy rodzice się z nami zgodzą.

Co zmieniło się w szkole po objęciu władzy przez PiS przed sześcioma laty?

Przede wszystkim zmieniła się tzw. siatka godzin, co umożliwia zdecydowanie lepszą organizację zajęć, powtórkę materiału i doprowadzenie dzieci do egzaminu ósmoklasisty, a potem maturalnego bez konieczności aplikowania dużej liczby godzin korepetycji. To widać głównie w przypadku historii. Proszę pamiętać, że jesteśmy dopiero w połowie realizacji nowych podstaw programowych, bo roczniki, które na ich bazie się uczą, rozpoczynają w tym roku trzecią klasę szkoły ponadpodstawowej, więc na efekty jeszcze musimy poczekać. •

Przemysław Czarnek

jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W latach 2015–2019 był wojewodą lubelskim, jest posłem na Sejm obecnej kadencji, ministrem edukacji i nauki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się