Nowy numer 38/2021 Archiwum

Historia może łączyć

O polityce historycznej, propozycjach likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej oraz powodach nierozliczenia komunistycznych zbrodniarzy mówi nowy prezes IPN dr Karol Nawrocki.

Bogumił Łoziński: Czy IPN realizuje politykę historyczną?

Karol Nawrocki: Z całą pewnością tak. „Polityka historyczna”, „polityka pamięci” – to są określenia, których jako naród nie powinniśmy się bać.

Jak Pan definiuje te pojęcia?

IPN, co chcę podkreślić, przede wszystkim obiektywnie bada historię XX wieku, ekshumuje polskich bohaterów narodowych, ale ma także za zadanie promować polską historię w kontekście międzynarodowym i edukować w zakresie historycznym kolejne pokolenia Polaków. Najprościej rzecz ujmując, w polityce pamięci chodzi o przygotowywanie młodych Polaków do wejścia w dorosłe życie w uszanowaniu polskiej historii, a w kontekście międzynarodowym – o upominanie się o prawdę o polskim doświadczeniu w XX wieku.

Wobec IPN padają zarzuty, że polityka pamięci, jaką prowadzi, nie jest obiektywna, lecz służy działaniom stricte politycznym obozu rządzącego, obecnie PiS. Może się Pan do nich odnieść?

Jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku nie miałem żadnych politycznych nacisków. Także jako prezes IPN, wybrany przecież przez dwie izby polskiego parlamentu, którego zadania wskazuje ustawa, nie jestem częścią administracji rządowej, tylko szefem niezależnej instytucji. Oczywiście polityka pamięci jest prowadzona w imię państwa polskiego, prezes IPN przyrzeka więc służbę Rzeczpospolitej. W żaden sposób nie koliduje to jednak z wolnymi badaniami historycznymi.

Tyle że prezes IPN jest wybierany przez polityków – większość parlamentarną, obecnie Zjednoczoną Prawicę, przy akceptacji Senatu. Wspomniał Pan Muzeum II Wojny Światowej. W 2017 r. minister kultury odwołał ówczesnego dyrektora tej placówki prof. Pawła Machcewicza, m.in. z powodu innej niż rządowa wizji polityki historycznej, a na jego miejsce powołał Pana. Polityka pamięci jest więc ściśle związana z wizją historii danej partii.

Część kluczowych i wciąż aktywnych postaci życia politycznego była związana z opozycją antykomunistyczną przed 1989 r., a druga część ma korzenie komunistyczne, i choćby z tego powodu najnowsza historia Polski jest przedmiotem zainteresowania elit politycznych. Nie znam bezpośrednich powodów odwołania Pawła Machcewicza, ale w mojej prywatnej opinii nie są one bynajmniej związane wyłącznie z kwestią kształtu ekspozycji stałej, którą zaprezentował, ale raczej z zupełnym brakiem poszanowania demokratycznych wyborów w Polsce, co wyrażało się choćby w publicznym i aroganckim podważaniu decyzji ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej i teraz jako prezes IPN pozostaję konsekwentnie osobą bezpartyjną, nigdy nie byłem członkiem żadnej partii politycznej. Postrzegam narodową historię jako szansę na połączenie Polaków, choćby w refleksji o wspólnym cierpieniu z rąk obu reżimów totalitarnych czy we wspólnym budowaniu mocnej suwerennej Rzeczpospolitej. Apeluję, aby historia stawała się linią demarkacyjną w sporach politycznych. Czasami to się udaje. Jednak jeśli w największej inwestycji muzealnej w historii Polski wymazuje się o. Maksymiliana Kolbego czy marginalizuje rotmistrza Witolda Pileckiego albo wkłada się do ukrytej ciemni Irenę Sendlerową, to przestaje to być sprawa polityczna, a staje się narodowa.

Lewica i Platforma Obywatelska postulują likwidację IPN. Jak Pan skomentuje te propozycje?

Oceniam je bardzo krytycznie, gdyż IPN w czasie dwóch dekad istnienia udowodnił, jak ważny jest dla Polski: publikując ponad trzy tysiące książek, prowadząc badania naukowe, pokazując istotę systemów totalitarnych, ekshumując i identyfikując polskich bohaterów narodowych czy prowadząc setki projektów edukacyjnych. Dlatego propozycja likwidacji takiej instytucji jest tak naprawdę próbą wyzbycia się niezależnego głosu w debacie historycznej w kontekście narodowym i międzynarodowym. Z drugiej strony przerażają mnie te głosy z punktu widzenia wrażliwości społecznej. Jak można dopuścić do wyrzucenia na bruk 2,5 tys. wyszkolonych przez Polskę specjalistów, profesjonalistów, którzy nie pasują do pewnego scenariusza politycznego. Likwidacja IPN byłaby sprzeczna z polskim interesem narodowym. Mam nadzieję, że ci, którzy głoszą ten postulat, wycofają się z niego. Tym bardziej że nie ma w polskim parlamencie środowiska, które nie mogłoby odnaleźć w narodowej pamięci swoich protoplastów. Publikujemy książki pokazujące działalność antykomunistycznych socjalistów, ludowców, narodowców i wielu ludzi, których połączyła miłość do Polski.

W różnych okresach IPN miał określone priorytety, np. w pierwszych latach istnienia kwestię lustracji duchownych, a obecnie pamięć o żołnierzach wyklętych. Jakie priorytety będzie miał pod Pana kierownictwem?

Z całą pewnością będziemy kontynuować ścieżki badań, które są zaprojektowane. Jest to dziewięć naukowych projektów centralnych, które dotyczą dalszego rozpoznania istoty systemów totalitarnych. Dla mnie jednym z priorytetów badawczych będzie podsumowanie zbrodni niemieckich i sowieckich na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej oraz próba przekazania tego doświadczenia przestrzeni międzynarodowej. Nadchodzi czas, abyśmy jeszcze raz pokazali światu, jak przerażająca skala zbrodni miała miejsce na ziemiach Rzeczpospolitej w czasie II wojny światowej.

Czy uświadamianie światu skali zbrodni, których doświadczyliśmy ze strony nazistowskich Niemiec, może pomóc w obecnych staraniach o reparacje wojenne od naszych zachodnich sąsiadów?

Wydaje mi się, że tak. Nie odnoszę się do klasyfikacji prawnej, ale podkreślenie skali tych zbrodni w językach kongresowych, choćby w popularnonaukowych albumach, ukaże hekatombę II wojny światowej. To mogłoby przekonać świat zachodni, że ze strony Niemiec doświadczyliśmy tak olbrzymich zbrodni, iż reparacje się nam należą. Zresztą ich wypłacenie mogłoby się stać kolejnym etapem, czy nawet ziszczeniem procesu pojednania między narodem polskim i niemieckim, na którym wszystkim nam zależy.

Jednym z istotnych zadań IPN jest ściganie zbrodni nazistowskich i komunistycznych. Wiele osób, ja również, zadaje sobie pytanie, dlaczego nie udało się rozliczyć ze zbrodni komunistów.

Ja sobie zadaję to samo pytanie. Proces transformacji ustrojowej wymagał nie tylko zadośćuczynienia ofiarom, ale też potępienia sprawców. Potępienia w rygorze historycznym, ale też rygorze prawnym. Nie stało się to przede wszystkim dlatego, że IPN zaczął działać w 2000 roku. Przez pierwsze 10 lat transformacji ustrojowej te kwestie, które są bardzo ważne, szczególnie dla mnie jako obecnego prezesa IPN, nie były podnoszone. To była wypadkowa pewnych decyzji politycznych. Z jednej strony spowolnienia przemian, a z drugiej powrotu żywiołu postkomunistycznego do władzy w połowie lat 90. Nie było politycznego klimatu, aby nazwać bohaterów bohaterami i jednocześnie wskazać osoby, które reżimowi komunistycznemu służyły.

Do ukarania zbrodniarzy została powołana Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Będę nalegał, aby w pracach tej komisji odwrócić chronologię zajmowania się sprawami karnymi i najpierw skupić się na latach 80., m.in. zająć się zbrodniami sądowymi. Oczywiście to nie znaczy, że zbrodnie niemieckich nazistów są mniej ważne, ale dziś mniej wpływają na higienę życia publicznego. Kardynalnym problemem jest to, że sędziowie i prokuratorzy oskarżający członków opozycji antykomunistycznej w latach 80., służący reżimowi totalitarnemu, dziś orzekają w wolnych sądach. To jest rzecz, z którą ja osobiście nie jestem w stanie się pogodzić.

Może jedną z przyczyn trudności w rozliczeniach jest traktowanie komunizmu jako mniej szkodliwego niż nazizmu? Z badań wynika, że młodzi ludzie, którzy nie doświadczyli komunizmu, traktują go wręcz jako normalny okres w naszej historii, który ma swoich bohaterów, zresztą dziś chowanych na Powązkach.

Waśnie IPN powinien nauczać, jak było naprawdę w czasach sowieckiego kolonializmu. I konsekwentnie to robi. Jednym z obiektywnych problemów jest jednak kwestia dotarcia do młodych ludzi. Dlatego mam zamiar powołać Biuro Nowoczesnych Technologii, poszukując połączenia wiedzy i języka, które zachęcą młodzież do sięgnięcia po nasze historyczne dziedzictwo.•

Dr Karol Nawrocki

jest historykiem, działaczem społecznym i samorządowym, specjalistą ds. zarządzania zasobami ludzkimi. Ukończył studia w Instytucie Historii Uniwersytetu Gdańskiego, na tej uczelni uzyskał też stopień doktora nauk humanistycznych. Od 2009 r. pracował w gdańskim oddziale IPN, w latach 2017–2021 był dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Od lipca br. jest prezesem Instytutu Pamięci Narodowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także