Nowy numer 38/2021 Archiwum

Trydent a kryzys Kościoła

Nie można być wiernym Tradycji, gdy zrywa się więź kościelną z papieżem.

Był 11 września 1976 roku. W rezydencji w Castel Gandolfo trwało spotkanie Pawła VI z arcybiskupem Marcelem Lefebvrem, dawnym metropolitą Dakaru, a w tamtej chwili przełożonym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Atmosfera była napięta. Na biskupie ciążyła kara suspensy za uporczywe trwanie w nieposłuszeństwie, do której się nie zastosował. Francuski hierarcha nie przyjął posoborowej reformy liturgii, pozostając przy tzw. rycie trydenckim i samowolnie kształcąc w tym duchu nowych księży w seminarium w szwajcarskim Ecône. Mimo że jego podpis widniał pod soborową konstytucją o liturgii i deklaracją o wolności religijnej, wraz z bractwem trwał przy starym rycie. Odrzucał też niektóre postanowienia soboru w odniesieniu m.in. do ekumenizmu czy dialogu z innymi religiami, opowiadając w mediach, że to „nowinki niszczące Kościół”. Wypowiedział także i napisał wiele słów pełnych gniewu i buntu przeciw papieżowi.

„Niestety stanowisko, jakie zajął wasza ekscelencja, to stanowisko antypapieża” – zwrócił mu uwagę Paweł VI. „Wasza ekscelencja uznał papieża za odstępcę od wiary, której jest najwyższym gwarantem (…) Powiedziałeś całemu światu, że papież nie ma wiary, że nie wierzy, że jest modernistą i tak dalej. Wasza ekscelencja jest w okropnej sytuacji. Wobec świata dokonuje aktów o niezwykłej powadze” – dodał po chwili.

Istotnie – nieposłuszeństwo arcybiskupa miało długofalowe skutki, które do dziś szkodzą jedności kościelnej i negatywnie wpływają na świadomość wielu członków Kościoła katolickiego.

Sztywne ramy

Aby zrozumieć tło tej sytuacji, cofnijmy się o ponad 450 lat, do roku 1570. Kościół otrząsał się z katastrofy wywołanej przez reformację. Z jedności z Rzymem wyłamały się miliony mieszkańców Europy. Całe państwa przeszły na protestantyzm, negując katolicką doktrynę. Konieczne było uporządkowanie kwestii zasadniczych, przede wszystkim podejścia do Eucharystii. W ciągu minionych wieków w jej sprawowanie wkradło się wiele zbędnych naleciałości, wynikających z braku jednolitych przepisów. Msza była odprawiana różnie, różnie też ją rozumiano. To, szczególnie w obliczu reformacji, utrudniało spoistość świadectwa wiary Kościoła. Tym właśnie zajął się Sobór Trydencki. Kwestiami sztandarowymi były uporządkowanie liturgii, reforma brewiarza i zrewidowanie katechizmu. 14 lipca 1570 roku Pius V ogłosił konstytucję apostolską Quo primum, która wprowadzała jednolity obrzęd Mszy św. w całym Kościele. Miał on obowiązywać wszędzie i „po wsze czasy”. Dopuszczono jednak wyjątki tam, gdzie w odmiennym rycie sprawowano Eucharystię co najmniej od 200 lat. Tak było w Mediolanie, którego biskup, św. Karol Boromeusz, obronił starożytny ryt ambrozjański. Swoją liturgię zachowali także katolicy obrządków wschodnich.

Poza tymi przypadkami liturgia Kościoła katolickiego została ujęta w sztywne ramy. Celebransi musieli rygorystycznie wypełniać szczegółowe przepisy. Każdy gest był dokładnie określony, nieomal „wymierzony na milimetry”. Nowe zasady zapobiegły nadużyciom w liturgii, ale nie były wolne od mankamentów. Na przykład wierni byli zobowiązani do „wysłuchania” Mszy, a nie do „uczestnictwa” w niej. Dla większości z nich uczestnictwo nie było zresztą możliwe z powodu nieznajomości łaciny. Stąd normalną rzeczą było odmawianie przez wiernych w czasie Mszy własnych modlitw, na przykład Różańca.

Ojcowie Soboru Watykańskiego II dostrzegli potrzebę zreformowania liturgii. Stąd decyzja opracowania nowego porządku Mszy św., który pozwoliłby wydobyć znaczenie i związek poszczególnych jej części, a wiernym ułatwił pobożny i czynny w niej udział. Sobór polecił uprościć obrzędy i sięgnąć do tradycji ojców Kościoła. Co prawda także reformy trydenckie sięgały do tej tradycji, jednak ówczesna wiedza na ten temat była uboższa niż dzisiaj. Na przykład to właśnie dzięki postępowi wiedzy o przeszłości przywrócono w liturgii posoborowej możliwość koncelebracji, czyli odprawiania Mszy św. przez większą liczbę kapłanów.

Sobór podkreślił potrzebę zaakcentowania słowa Bożego w czasie Mszy, polecił dowartościować homilię. Przywrócono modlitwę powszechną i zezwolono na stosowanie w liturgii języków narodowych.

Przykładem prawidłowego wdrożenia reform była Polska, gdzie zmiany posoborowe, wprowadzane spokojnie i bez ekstrawagancji, spowodowały ożywienie życia religijnego. Niestety gdzie indziej, szczególnie w krajach Zachodu, pojawiło się wiele nieuprawnionych interpretacji postanowień soborowych. W wielu miejscach wystąpiła fala odejść z kapłaństwa, spadła liczba praktykujących, zmniejszyła się liczba powołań.

Abp Lefebvre uznał, że to właśnie sobór i późniejsze reformy są temu winne. Opublikowany w 2018 roku zapis dramatycznej rozmowy, jaką odbył z nim Paweł VI, ilustruje tragizm postawy francuskiego biskupa, a jednocześnie pokazuje istotę trwających wciąż konfliktów. Powróćmy do tej rozmowy.

Akt schizmy

Abp Lefebvre bronił swojego stanowiska, wskazując na dziejące się po soborze nadużycia w liturgii, na lekceważenie uświęconych zwyczajów i porzucanie pobożnych praktyk.

„Ale my wcale nie akceptujemy tych postaw” – zaoponował papież, wskazując, że są to „nadużycia, niezgodne z obowiązującym prawem Kościoła, które jest prawem soboru i Tradycji”. Zapewnił, że on pierwszy ubolewa z powodu nadużyć i najbardziej dba o znalezienie lekarstwa. „Lecz tego środka nie można znaleźć w stawianiu wyzwania autorytetowi Kościoła” – podkreślił. Przypomniał rozmówcy, że ma obowiązek zastosowania się do wszystkich dokumentów soboru. Na uwagę Lefebvre’a, że „kryzys Kościoła istnieje”, papież odparł: „Bardzo z tego powodu cierpimy. Wasza ekscelencja przyczynił się do pogorszenia tego stanu przez swoje poważne nieposłuszeństwo, z otwartym wyzwaniem rzuconym papieżowi”.

Paweł VI liczył, że ta rozmowa przyniesie przełom. Jego sekretarz ks. John Magee wspominał, że papież, choć i tak już mało jadł, zaczął w tej intencji pościć. „Mówił, że sam musi podjąć pokutę, aby ofiarować ją Panu, w imieniu Kościoła zadośćuczynienie za wszystko, co się dzieje” – zaświadczył po latach.

Tak się jednak nie stało. Nawet przeciwnie – w 1988 r., mimo gestów dobrej woli ze strony Jana Pawła II, abp Lefebvre wyświęcił na biskupów czterech kapłanów bractwa bez zgody Stolicy Apostolskiej. To był już jawny akt schizmy. Na abp. Lefebvre’a, jego nowych biskupów i uczestników ceremonii spadła kara ekskomuniki.

Dwa dni później Stolica Apostolska opublikowała list apostolski Jana Pawła II Ecclesia Dei. „Kościół Boży ze smutkiem przyjął wiadomość o nielegalnych święceniach, udzielonych 30 czerwca tego roku przez abp. Marcela Lefebvre’a” – pisał papież, stwierdzając, że „czyn ten sam w sobie był aktem nieposłuszeństwa wobec Biskupa Rzymu w materii najwyższej wagi, mającej kapitalne znaczenie dla jedności Kościoła”. Jan Paweł II orzekł, że „tego rodzaju nieposłuszeństwo, zawierające w sobie praktyczną odmowę uznania prymatu rzymskiego, stanowi akt schizmatycki”. Wskazał, że korzenie tego aktu można dostrzec w niepełnym i wewnętrznie sprzecznym rozumieniu Tradycji. Niepełnym, bo nieuwzględniającym żywego charakteru Tradycji, „która – jak z całą jasnością uczy Sobór Watykański II – wywodząc się od apostołów, czyni w Kościele postępy pod opieką Ducha Świętego”. Papież zwrócił też uwagę na nielogiczność przeciwstawiania Tradycji powszechnemu Magisterium Kościoła. „Nie można pozostać wiernym Tradycji, zrywając więź kościelną z tym, któremu w osobie apostoła Piotra sam Chrystus powierzył w swoim Kościele posługę jedności” – podkreślił.

Jan Paweł II w tym samym liście ogłosił powołanie komisji, której zadaniem miało być ułatwienie komunii kościelnej „katolikom, którzy żywią przywiązanie do niektórych dawnych form liturgii i dyscypliny tradycji łacińskiej”, a także dialog z Bractwem św. Piusa X. Od tamtej pory ryt trydencki ponownie pojawił się w Kościele katolickim jako „nadzwyczajna forma rytu rzymskiego”, stosowana tylko tam, gdzie biskup miejsca wydał na to zgodę.

W reakcji na to ks. Josef Bisig, rektor seminarium w Ecône, wraz z grupą księży i kleryków opuścili lefebrystów, tworząc Bractwo Kapłańskie św. Piotra, które tego samego roku zostało zatwierdzone przez Watykan.

Odwrotny skutek

Stolica Apostolska nie zrezygnowała z poszukiwania dróg jedności ze zbuntowanym bractwem. 7 lipca 2007 r. Benedykt XVI wydał motu proprio Summorum pontificum, w którym zezwolił na odprawianie Mszy w rycie trydenckim bez wymogu uzyskania na to zgody miejscowych biskupów. Dwa lata później poszedł jeszcze dalej – 21 stycznia 2009 r. zdjął ekskomunikę z czterech biskupów konsekrowanych przez abp. Lefebvre’a, o co oni sami prosili.

Także obecny papież podjął kroki na rzecz pojednania. W 2015 r. bractwo otrzymało jurysdykcję spowiedzi na czas trwania Roku Miłosierdzia. Po zakończeniu Roku Miłosierdzia Franciszek przedłużył to prawo na czas nieokreślony. Spotkał się także z ówczesnym przełożonym bractwa abp. Fellayem.

Pomimo tych wszystkich gestów Bractwo św. Piusa X pozostało na swoich pozycjach. Jasne już było, że zasadniczym problemem jest nie tyle sposób odprawiania Mszy św., ile w ogóle akceptacja Soboru Watykańskiego II i wszystkich jego konsekwencji. Reprezentowane przez Bractwo św. Piusa X stanowisko zaczęło coraz silniej oddziaływać na licznych katolików, dla których udział w liturgii trydenckiej stał się tożsamy z kontestowaniem ostatniego soboru i kwestionowaniem nauczania nie tylko Franciszka, ale nawet św. Jana Pawła II, nie mówiąc już o św. Pawle VI. Okazało się, że „dar pokoju”, jakim była decyzja Benedykta XVI o „uwolnieniu” starej liturgii, nie przyniósł pokoju. Przeciwnie, liczne środowiska „tradycji łacińskiej” stały się rozsadnikami podziału. Doszło do tego, że wielu katolików związanych z tymi środowiskami zaczęło odmawiać papieżowi posłuszeństwa, a nawet podawać w wątpliwość ważność jego wyboru na Stolicę Piotrową.

Reakcją na to stał się list apostolski Franciszka Traditionis custodes, który mocno ogranicza możliwość sprawowania liturgii w rycie trydenckim. Ojciec Święty wyjaśnił swoją decyzję w liście do biskupów całego świata. Wskazał, że możliwość sprawowania liturgii trydenckiej, wprowadzona przez obu jego poprzedników, „została wykorzystana do powiększenia dystansów, zaostrzenia różnic i budowania przeciwieństw, które ranią Kościół i hamują jego postęp, narażając go na ryzyko podziałów”. Decyzja Franciszka wywołała ostrą reakcję znacznej części „środowisk trydenckich”. Sposób, w jaki niekiedy bywa formułowana krytyka, pokazuje, że papież właściwie ocenił sytuację. Jedno, jak zwykle, nie ulega wątpliwości: jako katolicy jesteśmy zobowiązani do posłuszeństwa Ojcu Świętemu, bo tego oczekuje od nas Jezus, który ustanowił Urząd Piotrowy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także