Nowy numer 48/2021 Archiwum

Chiny na pokuszenie

Chińczycy nie będą umierać za Polskę. Tymczasem pokusa szukania alternatywy dla zachodnich sojuszy jest nad Wisłą tym większa, im trudniej uwierzyć, że „umierać za Polskę” byliby gotowi Amerykanie.

Nie tak jedwabnie

Zwolennicy strategicznego zbliżenia z Chinami chętnie przywołują robiące wrażenie dane. I tak w ubiegłym roku chińskie firmy zainwestowały w Polsce ponad miliard dolarów, co oznacza trzykrotny wzrost w stosunku do 2019 roku. Poza tym często wraca wątek tzw. nowego Jedwabnego Szlaku, którego jedna z nitek miałaby prowadzić przez Polskę. Nie jest to rzecz, którą należy bagatelizować, ale też nie można jej przeceniać. Bo tu znowu trzeba zrozumieć zamysł Chińczyków. Polska, owszem, jest dla nich atrakcyjna jako kraj tranzytowy, przeładunkowy, węzłowy w transporcie towarów do całej Europy, ale zwróćmy uwagę, że chodzi jednak o transport towarów chińskich. To prawda, że na takim szlaku handlowym zyskałyby również polskie firmy, ale głównie oferując miejsca pracy przy tworzeniu infrastruktury przeładunkowej, która jednak ostatecznie będzie służyła interesom chińskim. Polska więc może i jest atrakcyjna dla Chin, ale jeszcze bardziej jest konkurentem, bo najchętniej Chińczycy zastąpiliby nas, by przez to swobodnie i bez pośredników docierać na rynki zachodnioeuropejskie, ewentualnie z jednym silnym partnerem – Niemcami.

Czujemy, że w tym tkwi pewna potencjalna pułapka? Przecież podobną przeszkodą Polska jest dla Rosji, gdzie studenci politologii uczą się z podręczników napisanych przez głównego ideologa rosyjskiego nacjonalizmu, który wprost mówi, że Polska i Ukraina muszą przestać istnieć, by nie stanowić przeszkody w relacjach z Zachodem. Czy zwolennicy zbliżenia z Chinami biorą pod uwagę, że zbyt ścisłe wejście w sojusz z Pekinem może stanowić pułapkę w dłuższej perspektywie?

Gra w Chińczyka

Nie ma wątpliwości, że na linii Warszawa–Pekin zachodzą jednak pewne procesy, które mogą stanowić dla nas coś w rodzaju wzmocnienia „pozycji negocjacyjnej” w stosunkach z USA. Wzmożone kontakty są obserwowane mniej więcej od 2015 roku, czyli od czasu objęcia władzy przez PiS, co na pierwszy rzut oka wydaje się przeczyć tezie, że obecna ekipa postawiła wszystko na jedną, amerykańską kartę. Faktem jest, że najpierw prezydent Andrzej Duda udał się do Pekinu, a krótko po tym (nie minął nawet rok) przywódca Chin lądował w Warszawie. Ba, w 2017 roku ówczesna premier Beata Szydło była jednym z nielicznych polityków zachodnioeuropejskich wysokiego szczebla, którzy wzięli udział w Forum Pasa i Szlaku w Pekinie, poświęconym właśnie projektowi tzw. nowego Jedwabnego Szlaku. Jest oczywiste, że dla Chińczyków byliśmy bardzo ważni, bo jesteśmy geograficzną bramą do Europy Zachodniej. W tyle głowy trzeba mieć jednak zawsze pytania, ile z tego otwarcia dostępu Chińczykom do inwestowania w naszym kraju jest bezpiecznej ekspansji (każde otwarcie na inwestora jest przecież oddaniem jakiejś części niezależności), a ile groźby całkowitej dominacji i wyparcia rodzimych firm. Nie oszukujmy się, Chińczyków nie interesuje wsparcie ani polskiej, ani jakiejkolwiek innej europejskiej przedsiębiorczości, tylko wyparcie ich i zastąpienie swoją produkcją i markami. Poza tym Polska, szukając alternatywy w polityce bezpieczeństwa, nie może też ulegać panice – to, że obecny lokator Białego Domu „nie sprawia wrażenia”, że interesuje go nasze bezpieczeństwo, nie znaczy, że nie zmieni się to za 4 lata, gdy do władzy może znowu dojść ktoś z republikanów. Byłoby zatem nierozsądne tak silne przewartościowanie polityki bezpieczeństwa, by za parę lat znowu ją zmieniać. Zresztą Chińczycy też próbują grać na naszym poczuciu osamotnienia i starają się wciągnąć nas w antyamerykańską narrację. Mogą o tym świadczyć z pozoru niewinne słowa chińskiego ministra spraw zagranicznych, który w rozmowie ze swoim polskim odpowiednikiem powiedział niedawno, że „Chiny i Europa, jako dwie główne potęgi i cywilizacje na świecie, mają szerokie wspólne interesy”. Chiny i Europa – z wyraźnym pominięciem USA. Czy wiemy, jak dobrze i bezpiecznie rozegrać tę grę?•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także