Nowy numer 24/2021 Archiwum

Koszulka jak order. Kilka żołnierskich słów przed Euro

„Reprezentowanie kraju w piłce nożnej to niejako order nadany żołnierzowi czy też wyznaczenie rycerza do czołowej chorągwi”. Co polskim piłkarzom powiedziałby bohater wojny polsko-bolszewickiej?

Po ostatnim gwizdku sędziego w meczu z Islandią polski team zalała fala krytyki. Paulo Sousa na pomeczowej konferencji stwierdził, że „wciąż dużo jest znaków zapytania”. Trudno zaprzeczyć. A zwykłym kibicom – niekoniecznie piłkarskim ekspertom – z pewnością zabraknie palców u ręki na wyliczenie wszystkich pytajników. Mimo to Sousa cieszy się sporym zaufaniem futbolowej społeczności w kraju nad Wisłą. I słusznie, bo najważniejsze mecze dopiero przed nim.

Zobacz naszą relację: Euro 2020 dzień po dniu

Z całą świadomością różnic dzielących futbol Anno Domini 2021 i przedwojenną piłkę kopaną na inaugurację mistrzostw sięgnąłem po wydanie tygodnika „Stadjon” (oryginalna pisownia) z 1928 r. Nawiasem mówiąc, pierwszy „stadjonowy” numer ukazał się w tym samym roku co pierwszy „gościowy”. Ale to inna, jeszcze wcześniejsza historia.

Niech tytuł reprezentanta Polski, niech możność noszenia Orła Białego na swej piersi, na naszych i obcych boiskach nie będzie czymś błahym dla tego, który dostępuje zaszczytu bronienia barw ojczystych

– taki apel na łamach „Stadjonu” wystosował król strzelców i bramkowy rekordzista ówczesnej ligi, Henryk Reyman. W artykule „Dole i niedole piłkarza” wspominał czasy okolic pierwszej wojny światowej, gdy reprezentowanie kraju czy miasta w piłce, jak pisze Reyman, było „niejako orderem nadanym żołnierzowi czy też wyznaczeniem rycerza do czołowej chorągwi”. Pamiętajmy, że pisał to piłkarz i żołnierz. Warto jeszcze wiedzieć, że historia Henryka Reymana to gotowy materiał na kilka książek, a może nawet na serial na Netfliksie.

Zobacz QUIZ: Jesteś piłkarskim ekspertem? Sprawdzamy

W listopadzie 1918 roku wstąpił jako 21-latek w szeregi Wojska Polskiego. Wcześniej walczył na froncie włoskim w armii austriackiej, ponieważ urodził się w Krakowie, w zaborze austriackim. Później brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. I jeszcze w powstaniach śląskich. Kiedy w 1939 r. Niemcy zaatakowali Polskę, dowodził batalionem w 37. pułku piechoty. Został ranny w bitwie nad Bzurą. Ukrywał się m.in. w klasztorze w Łagiewnikach i w majątku Tarnowskich w Dzikowie.

Koszulka jak order. Kilka żołnierskich słów przed Euro   Henryk Reyman (drugi od lewej) był kapitanem reprezentacji Polski na olimpiadzie w 1924 r. Wikipedia

Przed 39. rokiem jako żołnierz stacjonował w miejscach odległych od domu. Na przykład w 1928 r. przeniesiono go do 5. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Kraków i Wilno dzieli 760 kilometrów drogi. Mimo tak dużej odległości piłkarz nie odszedł z drużyny. Dalej był przywódcą w wojsku i na boisku. Aby zagrać, dostawał przepustkę od swojego dowódcy. Całą noc jechał pociągiem. A potem porywał kolegów do walki. Kiedyś przybył do Krakowa konno. Zbliżała się godzina rozpoczęcia meczu. Zostawił konia dwa kilometry od stadionu. Dalej biegł. Dotarł na miejsce nieco spóźniony. Ale zagrał.

Co ciekawe, rekord bramkowy, o którym wspomniałem trzy akapity wyżej, do dziś nie został pobity. Był 1927 r. W jednym sezonie Reyman strzelił 37 goli. Może gdyby Robert Lewandowski pozostał w polskiej ekstraklasie sezon lub dwa sezony dłużej... Mógłby się zbliżyć do tej nieprawdopodobnej liczby trafień (jako 22-latek w barwach Lecha „Lewy” zdobył koronę króla z 18 bramkami na koncie).

Przywołuję postać pułkownika Reymana w przeddzień startu polskiej drużyny na mistrzostwach Europy. Jego słowa życzeń, by „możność noszenia Orła Białego na piersi nigdy nie była dla piłkarzy czymś błahym”, oczywiście są ponadczasowe. Co nie znaczy, że obecna kadra nie czuje dumy z orzełka. Czuje, co wielokrotnie podkreślała przed kamerami. Mimo to żołnierskie słowa Reymana warto przypominać. Podobnie jak słynne hasło: „Orły do boju!”. Czy ktoś jeszcze pamięta, że to właśnie Henryk Reyman był jego autorem? Tymi słowami kończył odprawy w szatni, już jako selekcjoner reprezentacji. A do boju wysłał Orłów w jednym z najsłynniejszych meczów w polskiej historii. W 1957 r. na Stadionie Śląskim Polska dokonała niemożliwego, pokonując Związek Radziecki. Rok 2021: Orły do boju!

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama