Nowy numer 24/2021 Archiwum

Serce Polski czy Lemingrad?

Żarty na bok. Spór o dziedzictwo ma charakter zasadniczy. Decyzja w sprawie odbudowy Pałacu Saskiego – z dumą, nie ze wstydem – jest dziś w tym sporze kluczowa.

Toczy się spór wokół odbudowy Pałacu Saskiego. Skupia się w nim cała symbolika większego sporu: o Polskę – albo z Polską.

Plac Piłsudskiego, pod okupacją niemiecką Adolf-Hitler-Platz, w PRL – plac Zwycięstwa, był pierwotnie dziedzińcem Pałacu Saskiego. Na jego wschodnim krańcu stoi krzyż – na pamiątkę I pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny i wezwania z tego miejsca, by Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze ziemi. Naprzeciwko – Grób Nieznanego Żołnierza, upamiętniający bohaterów polskiej walki o niepodległość. Między tymi dwoma punktami symbole – widma, niewidzialne dziś, ale przecież historycznie ważne. Na środku placu stał od 1841 roku pomnik Polaków poległych za wierność carowi: generałów, którzy zginęli w noc listopadową, bo do walki o niepodległość nie chcieli się przyłączyć. Przesunięto go później w miejsce mniej eksponowane, kiedy na placu Saskim zbudowano wielki prawosławny sobór. Miał dominować na zawsze nad panoramą gubernialnego miasta nad Wisłą. Ale Polska odzyskała niepodległość i sobór rozebrano. W ten sposób plac stał się znowu placem. Od zachodniej strony zamykała go budowla Pałacu Saskiego. W XVIII wieku był rezydencją Wettynów, królów Polski: Augusta II i Augusta III. W czasie insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku stał się miejscem najbardziej zażartej walki powstańców z wojskami rosyjskimi. W czasach napoleońskich w pałacu znalazło siedzibę Liceum Warszawskie: nowoczesna instytucja edukacyjna. W budynku zamieszkał m.in. nauczyciel francuskiego Mikołaj Chopin z rodziną. To była najmniejsza ojczyzna małego Fryderyka Chopina. Przed oknami pałacu rozgrywały się wtedy sceny ataków furii wielkiego księcia Konstantego, prowadzącego musztrę swojej małej polskiej armii. Po powstaniu listopadowym Pałac Saski, zakupiony przez rosyjskiego kupca, został przebudowany. Na miejscu wyburzonej środkowej części wzniesiono przejrzystą kolumnadę: tę, w której będzie mieścił się po latach Grób Nieznanego Żołnierza. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, a Warszawa była znowu jej stolicą, a nie gubernialnym miastem Rosji, pałac znów wypełnił się ludźmi w mundurach. W najbardziej dramatycznych momentach walki w obronie odrodzonego państwa w tym gmachu właśnie podejmowali rozstrzygające decyzje kolejni szefowie sztabu: Tadeusz Rozwadowski, Stanisław Szeptycki, Stanisław Haller – na naradach z Naczelnym Wodzem. W Pałacu Saskim koncentrowała się nie tylko strategiczna rozgrywka Piłsudskiego z Armią Czerwoną, ale także najtajniejsza działalność komórki radiowywiadu, pod kierunkiem kapitana Jana Kowalewskiego, łamiącej szyfry telegramów dowództwa Armii Czerwonej. I w tym samym miejscu działalność tę kontynuowało kilkanaście lat później Biuro Szyfrów, które doprowadzi do złamania kodów niemieckiej Enigmy. Decyzja dowództwa Wehrmachtu sprawiła, że w ostatnich godzinach 1944 roku, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, Pałac Saski został wysadzony w powietrze. Przetrwał tylko fragment kolumnady – ten, gdzie znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza. Pałac królów Polski, jeden z symboli insurekcji kościuszkowskiej, kolebka talentu Chopina, centrum dowodzenia obroną Polski przed sowiecką ofensywą w roku 1920, ośrodek pracy kryptologów, którzy rozszyfrowali Enigmę: czy to wystarczy, by uznać to miejsce pamięci za warte odbudowy w niepodległej Polsce? Tak, jeśli uznajemy Warszawę za jej stolicę i nie oburza nas ta metafora: „serce Polski”. Nie, jeśli wolimy myśleć o nadwiślańskiej metropolii tylko jako o wyspie nowoczesności i europejskich aspiracji w „tym kraju”. Krytykujący pomysł odbudowy Pałacu Saskiego jako wyraz głupiej megalomanii obecny prezydent Warszawy zasłynął kiedyś stwierdzeniem, iż nie warto budować wielkiego portu lotniczego w centrum Polski, skoro buduje się już takie lotnisko w Berlinie. Zauważmy więc, że w stolicy Niemiec zakończono właśnie odbudowę zamku Hohenzollernów. Może i to jest jakiś argument, by nie odbudowywać u nas Pałacu Saskiego? Skoro odbudowano zamek w Berlinie, to po co nam pałac w Warszawie? Posłowie Lewicy wysuwają pomysł, by zlikwidować IPN i powołać w to miejsce instytucję, śledzącą „prawicowe ekstremizmy”. Może w takim razie warto odbudować sobór Aleksandra Newskiego na placu Saskim – oczywiście od razu jako muzeum ateizmu – i umieścić w nim instytucję, która ochroni nas przed widmem ciemnogrodu? Przy okazji odkryć będzie można tutaj, że Armia Czerwona przyszła nas w 1920 roku wyzwolić, a Chopin „była kobietą”?•

Serce Polski czy Lemingrad?   Tak wyglądał Pałac Saski ok. 1895 r. Wikipedia/Konrad Brandel
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama