Nowy numer 25/2021 Archiwum

Przeżytek parytetu

Myśl wyrachowana: Kiedy człowiek robi, co chce, przestaje wiedzieć, czego chce.

Posłanka Wanda Nowicka oznajmiła na Twitterze: „Złożyłam projekt ustawy parytetowej, zgodnie z którym na listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów będzie 50% każdej z płci naprzemiennie. Obecnie prawo gwarantuje kobietom 35% miejsc na listach. Ale to mało, by poprawić reprezentację kobiet. Czas na następny krok!”.

I to jest zagadka matematyczna: jak każda z ponad 50 płci ma otrzymać na listach 50 proc. reprezentacji? I to naprzemiennie?

W normalnych warunkach należałoby zapytać, czy przepychanie kobiet na siłę do różnych gremiów nie jest dla nich uwłaczające. Już obecnie istniejące parytety stanowią wątpliwy sposób „promocji kobiet”, bo to zaklinanie rzeczywistości, w której kobiety niekoniecznie chcą robić to samo co mężczyźni.

Ale to nie są normalne warunki. No bo tak: walka o prawa kobiet, jakiej poświęciły się pokolenia zacnych pań feministek, nagle traci sens w obliczu ideologii gender (a tę wyznaje i nawet wykłada także pani Wanda Nowicka). Skoro bowiem każdy może sobie wybrać coś dla siebie z pęczniejącego wciąż katalogu płci – to o kim mowa, gdy mowa o kobietach? Skąd wiemy, kto jest kobietą, skoro każdy może nią zostać, a każda może przestać nią być? Komu obecne polskie prawo gwarantuje 35 proc. miejsc na listach, jeśli w określeniu płci cechy fizyczne nie są decydujące? I dlaczego dla Wandy Nowickiej to jest za mało, skoro brakujące 15 proc. może uzyskać drogą perswazji, przekonując osobniki uważające się obecnie za męskie, że są kobietami?

Parytety w tej koncepcji stają się przeżytkiem, a nawet dowodem płciowego szowinizmu i wstecznictwa. Ale nie może inaczej być, bo po przyjęciu genderowej wizji świata wszystko staje na głowie. Jak, na ten przykład, feministki chcą walczyć z przemocą wobec kobiet, gdy taki damski bokser sam ogłosi się damą, a osoba przezeń boksowana okaże się „niebinarna”?

Według teorii, którą same, drogie panie, forsujecie, nie można określić płci jakiejkolwiek osoby bez przeprowadzenia z nią wywiadu. A gdy już osoba ta zadeklaruje swoją płeć, skąd wiecie, czy jutro nie zmieni zdania, a z nim „tożsamości płciowej”?

Absurdy wynikające z pomieszania płci widać co krok. Jak ludzkość, i to głównie w swojej najbardziej „cywilizowanej” części, mogła wpaść w taki obłęd? To byłoby nawet bardzo śmieszne, gdyby nie to, że konsekwencją tego szaleństwa będą (a gdzieniegdzie już są) ustawy i dekrety zmuszające wszystkich do jego akceptacji, następnie aprobaty, a w końcu ubóstwienia. W tym zaś modelu nie zmieszczą się ci, którzy czczą Boga jedynego. I wtedy „będzie ciekawie”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także