Nowy numer 30/2021 Archiwum

Chcę zmienić Polskę

O problemach do uzgodnienia przez liderów Zjednoczonej Prawicy, powodach konfliktów w koalicji i szansach na ich zażegnanie mówi Jarosław Gowin.

Bogumił Łoziński: Czy rozmowy liderów Zjednoczonej Prawicy doprowadzą do uzgodnień, które pozwolą rządzić tej koalicji do końca kadencji?

Jarosław Gowin: Moja partia Porozumienie nigdy nie widziała powodów, by skracać kadencję. W czasach pandemii politycy wszystkich opcji, zwłaszcza my, przedstawiciele obozu rządowego, mamy obowiązek skoncentrować się wyłącznie na dwóch celach. Pierwszym jest walka o zdrowie i życie Polaków. Drugim – jak najszybsze wyprowadzenie gospodarki z kryzysu wywołanego covidem.

Z komunikatu po tych rozmowach wynika, że partie tworzące Zjednoczoną Prawicę mają zawrzeć porozumienie programowe z listą konkretnych spraw, do których poparcia zobowiążą się koalicjanci. Jakie to sprawy?

Przede wszystkim musimy uzgodnić stanowisko w sprawie Nowego Ładu. O ile między Porozumieniem a PiS-em nie ma większych rozbieżności, o tyle Solidarna Polska sygnalizuje wątpliwości co do polityki energetycznej. Liczę, że albo we wszystkich sprawach wypracujemy wspólny program, albo przynajmniej uzgodnimy, że każdy z koalicjantów ma prawo do prezentowania częściowo odrębnego zdania. Oprócz tego Porozumienie będzie przekonywać obu partnerów koalicyjnych do przyjęcia niektórych rozwiązań zawartych w programie naszej partii. Część z nich, jak program rozwoju mieszkalnictwa, już stał się częścią Nowego Ładu. Oprócz tego liczę, że wspólnym programem staną się np. nowa polityka przemysłowa, program wsparcia polskiego eksportu czy ulgi podatkowe zachęcające do tego, by przechodzić na emeryturę później. Wszystkie te rozwiązania przygotowywane są w tej chwili przez moje ministerstwo.

Niedawno powiedział Pan, że różnice między koalicjantami przekroczyły masę krytyczną i „albo się porozumiemy, albo w ciągu roku czekają nas wcześniejsze wybory”. Na czym te głębokie różnice polegają?

Moje słowa były apelem do koalicjantów, by powstrzymać eskalację sporów. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że apel przestał być aktualny. Oczywiście wiele różnic nadal istnieje. Nie jest jednak dobrym zwyczajem, aby o relacjach między koalicjantami dyskutować w mediach. Powiem więc tylko o tym, co jest powszechnie wiadome. Niektóre różnice dotyczą budżetu unijnego, Krajowego Planu Odbudowy, polityki energetycznej, a więc spraw fundamentalnie ważnych. Inna kwestia to próba obalenia legalnych władz Porozumienia. W naszej partii panuje powszechne i podzielane przeze mnie przekonanie, że było to inspirowane z zewnątrz. Odbyłem na ten temat rozmowę w cztery oczy i sprawę uważam za zamkniętą. Zwracam jednak uwagę, że umowa koalicyjna nigdy nie została naruszona przez Porozumienie, natomiast w wielu punktach pozostaje niezrealizowana przez PiS. Także w stosunku do Solidarnej Polski.

Wskazał Pan różnice między Solidarną Polską a pozostałymi koalicjantami, a na czym polegają różnice między Porozumieniem a PiS-em?

Porozumienie to partia konsekwentnie progospodarcza, prosamorządowa i proeuropejska. To nieco odróżnia nas od pozostałych dwóch ugrupowań. Jednak między Porozumieniem a PiS-em od powołania nowego rządu nie doszło w żadnej ważnej sprawie do istotnych rozbieżności. Sprzeciwiliśmy się tylko dwóm projektom, z których PiS się wycofał. Chodzi o tzw. piątkę dla zwierząt oraz pomysł opodatkowania mediów. O ile dobrze pamiętam, w ciągu czterech pierwszych miesięcy tego roku głosowaliśmy inaczej niż PiS jeden raz, i to w czwartorzędnej dla budżetu sprawie opodatkowania kamperów. Stanęliśmy wtedy jednak w obronie przedsiębiorców, dla których przepis ten był krzywdzący.

Nie wymienił Pan chyba najbardziej krytycznego momentu w relacjach obu partii, gdy Porozumienie odmówiło poparcia dla przeprowadzenia ubiegłorocznych wyborów prezydenckich metodą korespondencyjną. Może ta sprawa cały czas rzutuje na relacje między Waszymi ugrupowaniami?

Z tego, co ja i moi współpracownicy z Porozumienia zrobiliśmy przed rokiem, byłem, jestem i pozostanę do końca życia dumny. Uchroniliśmy Polskę przed głębokim kryzysem, ponieważ majowe wybory korespondencyjne były kompletnie nieprzygotowane. Zakończyłyby się kompromitacją polskiego państwa i jego izolacją, a także szerokim podważaniem legalności prezydentury Andrzeja Dudy – zarówno w kraju, jak i za granicą.

Problem polega na tym, że te Wasze działania wywołały bardzo negatywną reakcję PiS-u, bardzo emocjonalną – niektórzy politycy tej partii nie ukrywali wręcz wściekłości.

Od tamtej pory w naszych relacjach wydarzyło się wiele istotnych rzeczy. Najpierw zawarłem porozumienie z Jarosławem Kaczyńskim i zaproponowaliśmy odmienną formułę wyborów prezydenckich – hybrydową, w której odbyło się głosowanie. Potem, w czasie wakacji, zawarliśmy umowę koalicyjną. Dlatego uważam, że w relacjach PiS-u z Porozumieniem różnica zdań w sprawie wyborów prezydenckich powinna być traktowana jako czas przeszły dokonany.

W czasie teraźniejszym w rządzie jest minister i dwóch wiceministrów, którzy mieli rekomendację Porozumienia, ale została im cofnięta, jednak nie zostali zdymisjonowani, czego się domagacie. Napięcia istnieją.

To jeden z przykładów niedotrzymywania umowy koalicyjnej. Uważam tego typu zadrażnienia za szkodliwe dla Zjednoczonej Prawicy.

W poprzedniej kadencji Zjednoczona Prawica funkcjonowała sprawnie, a wewnętrzne spory raczej nie były ujawniane. Co się zmieniło, że obecnie ostre konflikty odbywają się na oczach opinii publicznej?

W poprzedniej kadencji PiS miał tylu własnych posłów, że mógł uchwalać ustawy bez uwzględniania stanowiska Solidarnej Polski i Porozumienia. Teraz sytuacja jest odmienna. Do tego obecna umowa koalicyjna przewiduje, że wszystkie projekty mają być konsultowane i uzgadniane w ramach całego obozu Zjednoczonej Prawicy. Ze strony Porozumienia nie ma żadnych dalszych roszczeń ponad to, by umowa koalicyjna obowiązywała nie tylko na papierze, ale też w rzeczywistości.

Gdy w koalicji dochodzi do napięć, pojawiają się głosy, że Jarosław Gowin potajemnie spotyka się z Donaldem Tuskiem albo że rozmawia z opozycją o stworzeniu wspólnego rządu lub o planach powołania całkiem nowej formacji centrowo-prawicowej. Ile jest prawdy w tych twierdzeniach?

W tych twierdzeniach jest kłamstwo, bezczelne kłamstwo i ziarno prawdy. Bezczelne kłamstwo to informacje, że potajemnie miałem się spotykać z Donaldem Tuskiem. Zresztą on sam potwierdził moje słowa, że ostatni raz widzieliśmy się w roku 2013, kiedy zdymisjonował mnie z rządu. Kłamstwem jest to, że prowadzę jakieś tajne negocjacje z opozycją w sprawie utworzenia rządu technicznego. Natomiast ziarno tkwi w tym, że ja nie patrzę na opozycję jak na śmiertelnych wrogów, odmawiając jej patriotyzmu. Przeciwnie, staram się w ważnych dla Polski sprawach przekraczać partyjne podziały. Chcę jednak podkreślić, o czym mówiłem już wielokrotnie: w tej kadencji jedyny rząd, który może dobrze służyć Polsce, to rząd Zjednoczonej Prawicy. Alternatywą byłaby jakaś bardzo karkołomna konstrukcja polityczna, umownie mówiąc: od Adriana Zandberga do Grzegorza Brauna. Zapewne arytmetycznie taka konstrukcja jest możliwa, tylko zadajmy sobie pytanie, czy ona może dobrze służyć Polsce.

Czy umowa koalicyjna przewiduje, że przy następnych wyborach parlamentarnych Porozumienie znajdzie się na listach razem z PiS-em?

Nie, takiego elementu umowy nie ma.

Czy ten temat był poruszany w czasie ostatnich spotkań liderów Zjednoczonej Prawicy?

Na razie koncentrujemy się na sprawach programowych. Pandemia zmieniła świat i zmieniła Polskę. Dobrze przemyślany program, z którym szliśmy do wyborów w 2019 r., wymaga aktualizacji.

To może ziarno prawdy jest też w informacjach o rozmowach dotyczących utworzenia przez Porozumienie bloku centroprawicowego np. z PSL-em?

Pytanie, czy to byłoby złe z punktu widzenia PiS-u. Żadne sondaże nie wskazują dzisiaj na to, żeby Zjednoczona Prawica mogła po raz trzeci z rzędu zdobyć samodzielną większość w Sejmie. Być może warto pomyśleć o stworzeniu drugiego, bardziej umiarkowanego obozu prawicowego, który dla PiS-u w przyszłości mógłby być koalicjantem.

Prowadzi Pan obecnie rozmowy na temat utworzenia obozu umiarkowanej prawicy?

Teraz nie jest czas na układanki partyjne. Odpowiadam za polską gospodarkę, rynek pracy, budownictwo, turystykę, nowoczesne technologie… I na tych sprawach się koncentruję.

Z Pana słów wynika, że napięcia między Wami a PiS-em to przeszłość, a zażegnanie obecnych różnic jest po stronie ­PiS-u. Jednak założenia programowe, które Pan przedstawił na kwietniowej konwencji swojej partii, generalnie idą w odwrotnym kierunku niż praktyka tego rządu.

Nie jest tajemnicą, że pod względem programowym obóz Zjednoczonej Prawicy jest pluralistyczny. Postulaty prezentowane w czasie konwencji krajowej opierały się na dokumentach programowych, które w Porozumieniu obowiązują od lat. Na przykład opowiadamy się za innym modelem reformy służby zdrowia. Czasy pandemii dobitnie pokazały, że centralizacja systemu ochrony zdrowia, co było przeprowadzane w poprzedniej kadencji, się nie sprawdziła. Jesteśmy też za przyspieszeniem realizacji Zielonego Ładu, ale w tej sprawie stanowisko PiS-u chyba zbliża się do programu Porozumienia. W trzeciej sprawie – mieszkalnictwa – w ostatnim półroczu odnosimy duże sukcesy. Wchodzą w życie bardzo dobrze oceniane przez fachowców i samorządowców ustawy mieszkaniowe, i tu nie ma między nami różnic.

Brak mieszkań to jeden z największych problemów społecznych, a Pan mówi o sukcesie? Młodzi ludzie jak nie mieli, tak nie mają szans na zdobycie mieszkania, gdyż np. za mało zarabiają i bank nie chce udzielić im kredytu.

Nigdy nie ukrywałem, że stary program Mieszkanie Plus nie przyniósł spodziewanych efektów. Ale od półtora roku za mieszkalnictwo odpowiada Porozumienie i wreszcie doszło w tym obszarze do przełomu. Mogę podać wiele przykładów ustaw i przepisów, które są bardzo dobrze oceniane, ze Społecznymi Inicjatywami Mieszkaniowymi na czele. W przypadku procesów budowlanych efekty przyjdą w ciągu dwóch, trzech lat. Podczas konwencji Porozumienia min. Anna Kornecka, która odpowiada za mieszkalnictwo, powiedziała, że realizacja ustaw powstałych w naszym ministerstwie rozwiąże problem braku mieszkań w Polsce do roku 2030. Oznacza to, że w roku 2030 każda rodzina w Polsce będzie miała dostęp do mieszkania odpowiadającego jej potrzebom i możliwościom finansowym.

To bardzo ważna deklaracja. Ma Pan świadomość, że będzie Pan z niej rozliczany?

Mam pełną świadomość, ale za wiarygodnością moich słów stoją konkrety. Jeżeli samorządowcy, niezależnie od opcji politycznej, wykazują masowe zainteresowanie programem Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych; jeżeli dobrze przyjmowane przez rynek są takie ustawy jak lokal za grunt czy cyfryzacja procesu budowlanego, to są to wymierne dowody na skuteczność naszych działań.

Jakie są osobiste cele polityczne Jarosława Gowina? Panuje opinia, że mierzy Pan wysoko – w funkcję premiera, prezydenta…

Jeśli chodzi o wybory prezydenckie, to wielokrotnie deklarowałem, że nie przewiduję w nich startu. Natomiast ze stanowiskiem szefa rządu jest tak, że polityk, który nie miałby ambicji zostania premierem, w ogóle nie nadaje się do polityki. Jest się w niej po to, aby zmienić własną ojczyznę na lepsze, a w Polsce najskuteczniejsze instrumenty takiego oddziaływania ma prezes Rady Ministrów. Natomiast ci, którzy uważają, że moim motywem jest staranie się o takie, a nie inne stanowisko, bardzo nie doceniają moich ambicji.

Jakie są te niedoceniane ambicje?

Właśnie to, aby zmienić Polskę. Żeby poprawić warunki do prowadzenia działalności gospodarczej, podnieść poziom polskiej nauki i edukacji, zapewnić młodym rodzinom dostęp do mieszkań… Jestem realistą. Wiem, że mój zestaw poglądów nie jest w Polsce szczególnie popularny: w sprawach kulturowych i etycznych jestem chrześcijańskim konserwatystą, a w sprawach gospodarczych – zwolennikiem wolnego rynku, niskich podatków i prywatnej przedsiębiorczości. Polityk o tego typu programie ma iluzoryczne szanse, aby stanąć na czele rządu. Ale jednocześnie z perspektywy 30 lat wolnej Polski niełatwo byłoby wskazać polityka o takich poglądach, który wywarł na polską rzeczywistość większy wpływ niż ja. I dlatego widzę głęboki sens w tym, co robię.•

Jarosław Gowin

jest prezesem partii Porozumienie, wicepremierem oraz ministrem rozwoju, pracy i technologii.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także