Nowy numer 25/2021 Archiwum

Skojarzenia

Policja miasta Nowy Jork rozpoczęła współpracę z psami – robotami. I niemal od razu, po protestach mieszkańców, ją zakończyła. Za wcześnie zaczęli?

Roboty firmy Boston Dynamics są znane na całym świecie. Firma – oprócz świetnego PR-u – robi maszyny na najwyższym światowym poziomie. Jednym z ich flagowców jest robotyczny pies – urządzenie wielkości wilczura poruszające się na czterech nogach. Internet jest pełen materiałów wideo pokazujących, jak sprawnie te robopsy radzą sobie z przeszkodami, jak zgrabnie łapią pion czy jak szybko biegną. Policja chciała ich używać m.in. do zwiadu. Roboty mają zainstalowany zaawansowany system kamer i łączności. Mogą na przykład wchodzić do pomieszczeń, w których, jak się podejrzewa, znajduje się ktoś niebezpieczny.

Nowojorska policja chciała spróbować, czy takie roboty będą przydatne, i rozpoczęła eksperyment, który zakończył się wcześniej, niż planowano. I nie dlatego, że roboty okazały się zbędne, nie dlatego, że się nie sprawdziły. Gdy w mediach społecznościowych zaczęły ukazywać się filmy z interwencji policyjnych, w których udział brały roboty, rozpętała się burza. Maszyna, która krok w krok (dosłownie) z policjantem interweniuje, zabezpiecza czy znajduje się na miejscu zbrodni, skojarzyła się z bezdusznym i zabijającym urządzeniem. Nowojorska policja wycofała się z eksperymentu i oddała wszystkie roboty właścicielowi, czyli firmie Boston Dynamics.

Co konkretnie było problemem? Chyba skojarzenie z żywym psem (robot rzeczywiście go przypomina). Powodem nie mógł być fakt wykorzystania robota jako takiego, bo przecież różnego rodzaju urządzenia mechaniczne policja wykorzystuje od lat. Tyle tylko, że poruszają się one na kołach albo na gąsienicach. Powodem nie mógł być także fakt wsparcia inteligentnych algorytmów, bo te od dawna są już na usługach policji (i służb w ogóle). Powodem nie mogło być też korzystanie ze wsparcia zaawansowanych systemów wizyjnych i łączności. Policja i wojsko to instytucje, dla których takie systemy robi się, odkąd pozwala na to technologia. Tyle tylko, że nic z tego, co wyżej opisałem, nigdy nie zostało zamknięte w trzewiach urządzenia, które przypomina zwierzę. Nigdy te systemy nie poruszały się na czterech łapach, nigdy kamery nie były zamknięte w obudowie przypominającej głowę.

Najwidoczniej nie przeszkadza nam sam fakt wykorzystania technologii, ale forma, w jaką ta technologia jest zapakowana. Wszystko jest super, o ile nie skojarzy nam się z czymś żywym, z czymś, co można dotknąć i pogłaskać. Lubimy technologię, o ile nie udaje ona życia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się