Nowy numer 37/2021 Archiwum

Wspólnota wartości, różnice interesów

PiS, Fidesz i Liga deklarują wspólne wartości, na których fundamencie chcą odnawiać UE. Różnice między tymi partiami są jednak zbyt głębokie, by powołać jedną frakcję w europarlamencie.

Budapeszteński szczyt, który odbył się 1 kwietnia z udziałem Mateusza Morawieckiego, Viktora Orbána i Matteo Salviniego, stał pod znakiem wzniosłych deklaracji. Polski premier mówił o Unii, która powinna „respektować narodową suwerenność, rodzinę, chrześcijaństwo i tradycyjne wartości”. Węgierski szef rządu zapowiedział „powołanie nowej platformy, która da obywatelom wierzącym w tradycyjne wartości to, na co zasługują”. Z kolei lider włoskiej Ligi zadeklarował „stworzenie karty wspólnych wartości, wolności i praw opartych na tym, na czym narodziła się Europa”. Głównym powodem spotkania były jednak bieżące interesy polityczne, a konkretnie próba stworzenia nowego porządku na prawicy w europarlamencie. Fidesz po odejściu z Europejskiej Partii Ludowej poszukuje nowej frakcji, do której mógłby dołączyć. Liga chce doprowadzić do sojuszu dwóch największych prawicowych ugrupowań, z kolei PiS, zadowolony z obecnej pozycji w stronnictwie Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR), wolałby działać w ramach tej struktury. Niezależnie jednak od publicznie wyrażanej sympatii i bliskości poglądów ugrupowania te dzielą istotne kwestie.

Nowe życie po rozwodzie

Deklaracje współpracy w trójkącie Prawo i Sprawiedliwość–Liga–Fidesz przewijają się od trzech lat, ale kwietniowy szczyt w Budapeszcie narodził się dość spontanicznie. To reakcja na rozwój wydarzeń w europarlamencie. Kiedy miało nastąpić usunięcie Fideszu z Europejskiej Partii Ludowej, Orbán wykonał ruch wyprzedzający i poinformował o zakończeniu przynależności Węgrów do chadeckiej frakcji. Obecność Fideszu w chadecji od dawna była tylko teoretyczna, ale od momentu formalnego wystąpienia jego dwanaścioro eurodeputowanych odczuwa niedogodności z bycia niezrzeszonymi. Oznacza to mniej czasu na wystąpienia w debatach, nikłe szanse na wybór do europarlamentarnych komisji, jak również mniejszy budżet na działalność.

W tym miejscu warto zauważyć, że na dłuższą metę Orbánowi nie opłaciła się strategia obecności w największej frakcji PE. Wiele europejskich, w tym polskich mediów uważało trwanie w niej za dowód sprytu węgierskiego premiera i zestawiało z rzekomo zmarginalizowanym PiS-em. Z czasem Fidesz zaczął być izolowany w EPL i nie czerpał żadnych korzyści z bycia jej członkiem. W końcu chadecy uznali, że dwunastka węgierskich europosłów wcale nie jest niezbędna w parlamentarnej arytmetyce. Węgrzy zostali na aucie, a PiS w niedużej, acz stabilnej frakcji, gdzie stanowi znaczącą siłę.

W zaistniałej sytuacji premier Węgier zwrócił się do Matteo Salviniego, który od kilku lat ma dla Fideszu (i dla PiS-u) ofertę współpracy w europarlamencie. Liga ma dużą grupę europosłów – dwudziestu ośmiu. Należą oni jednak do nieodpowiadającej ambicjom Salviniego, 75-osobowej frakcji Tożsamość i Demokracja (Identity and Democracy – ID). Włoski polityk chce doprowadzić do jej powiększenia o dwunastkę z Fideszu, a następnym celem jest zjednoczenie z EKR, gdzie największą reprezentację ma PiS.

Arytmetyka i wartości

Najbardziej oczywisty zysk z ewentualnego sojuszu Prawa i Sprawiedliwości, Fideszu i Ligi to siła wspólnej formacji. Połączenie EKR oraz ID dałoby 137 miejsc w europarlamencie, co oznaczałoby trzecie największe ugrupowanie. Nigdy w historii nie powstała większa frakcja na prawo od chadecji. Odtąd PiS z łatwością mógłby odrzucać zarzuty o bycie na uboczu PE. Zwiększyłoby się prawdopodobieństwo objęcia ważnych stanowisk w kierownictwie europarlamentu i w ważnych komisjach. Tylko współpraca w szerszym gronie uczyniłaby możliwą do zrealizowania ideę „europejskiego renesansu opartego na chrześcijańskich wartościach” – hasła, które padło na szczycie w Budapeszcie. Do PiS-u zgłaszają się dwa znaczące w skali Europy ugrupowania, chcące wspólnie walczyć w obronie tradycyjnych wartości i ze skostniałym duopolem chadeków i socjaldemokratów. To szczególnie ważne w czasie, gdy polski rząd znajduje się pod silnym obstrzałem ze strony Brukseli.

Warto pamiętać, że w tej kadencji z szeregów Europejskich Konserwatystów i Reformatorów z powodu brexitu odeszli brytyjscy konserwatyści. W EKR poza dwudziestoma sześcioma deputowanymi Zjednoczonej Prawicy nie ma innej dużej partii. Drugie co do wielkości ugrupowanie – Bracia Włosi – ma 6 mandatów.

Jeżeli Kaczyński i Morawiecki zlekceważą taką okazję, potwierdzą zarzuty przeciwników, zdaniem których wiele konserwatywnych inicjatyw na forum unijnym jest zwykłym politycznym teatrem, z góry skazanym na niepowodzenie, a PiS świadomie sytuuje się na uboczu europarlamentu w dobie fundamentalnych wyzwań stojących przed Unią.

Nieprzewidywalny Salvini

Mimo zalet potencjalnego sojuszu w komentarzach po szczycie w Budapeszcie podkreśla się dość zachowawczą postawę PiS-u. Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej po spotkaniu skupił się na temacie ulepszenia unijnego programu szczepień. Zdaniem niemieckich mediów, które sporo uwagi poświęciły temu wydarzeniu, zachowanie polskiego premiera to sygnał niechęci do budowania nowej frakcji. „Frankfurter Allgemeine Zei- tung” cytuje eurodeputowanego PiS-u Ryszarda Legutkę, oceniającego, że PiS znajduje się obecnie w stabilnych strukturach. Zarówno on, jak i Witold Waszczykowski mówią o zaproszeniu Fideszu do EKR, a nie o tworzeniu nowej frakcji. Skąd bierze się to ostrożne podejście?

Orbán jest od lat sprawdzonym sojusznikiem PiS-u, ale tego samego nie można powiedzieć o Salvinim. Bezpośrednie kontakty Ligi z PiS-em zostały nawiązane dwa lata temu, ale od tego czasu wiele zmieniło się we Włoszech. Liga zdążyła wylecieć z rządzącej koalicji, by w lutym 2021 r. powrócić do rządu jedności narodowej. Tylko że teraz partia Salviniego, tradycyjnie niechętna unijnemu dyktatowi, należy do gabinetu kierowanego przez Mario Draghiego. To były prezes Europejskiego Banku Centralnego, zwolennik pogłębienia integracji europejskiej. Trudno o postać bardziej pasującą do miana unijnego technokraty. Przewodniczący Ligi nazwał go niegdyś „winnym udziału w masakrze włoskiej gospodarki”, ale kiedy na stole pojawiło się do wydania 209 miliardów euro z unijnego funduszu odbudowy, Salvini bez wstydu przyznał: „Jestem bardzo pragmatyczną osobą” i oddelegował do rządu trzech ministrów.

Sympatycy spraw rosyjskich

Problemem jest nie tylko chwiejność Salviniego, ale też jego „przyjaciele”, z którymi chciałby dołączyć do PiS-u w europarlamencie, zwłaszcza Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ) oraz francuski Front Narodowy. To partie tradycyjnie nieufnie nastawione do nowych krajów UE, a przede wszystkim optujące za łagodną linią wobec Rosji, zawsze sprzeciwiające się krytykującym Moskwę rezolucjom europarlamentu. PiS jest szczególnie powściągliwy wobec Frontu Narodowego, od kiedy w marcu 2017 roku Marine Le Pen stwierdziła, że chciałaby współpracować z Jarosławem Kaczyńskim w „demontażu Unii Europejskiej”. Prezes PiS odpowiedział wówczas: „Z panią Le Pen mamy tyle wspólnego mniej więcej co z panem Putinem”. Do Frontu Narodowego niechętnie nastawiony jest też Orbán. On z kolei argumentuje, że nie chce współpracować z ugrupowaniami, które w swoich krajach nie znajdują się u władzy.

Stosunek do Rosji to jedna z najważniejszych kwestii dzielących PiS, Fidesz i Ligę. Zarówno Orbán, jak i Salvini wypowiadali się przeciwko unijnym sankcjom wobec Rosji i składają regularne wizyty w Moskwie. Węgry jako pierwsze zaczęły używać rosyjskich szczepionek Sputnik, później sprowadził je też włoski region Kampania. Orbán współpracuje z Rosją w projektach energetycznych. Węgierski premier dobrze wie, że jest to kwestia sporna z Polską, i na szczycie w Budapeszcie mówił o potrzebie „gwarancji bezpieczeństwa i dla krajów bałtyckich, i Polski wobec Rosji”. Trudno jednak zakładać, by ta enigmatyczna propozycja rozwiązała problem.

Spotkanie w Budapeszcie nie zakończyło się zapowiadanym przez Salviniego podpisaniem „karty wartości”. Wzajemne różnice są jeszcze zbyt głębokie na sformalizowanie współpracy w europarlamencie. Zapowiedź kolejnego szczytu w Warszawie dowodzi jednak, że trzy partie dają sobie jeszcze szansę na porozumienie się.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama