Nowy numer 14/2021 Archiwum

Skandal

Upadający Jezus proroczo uczestniczył w tym, co będzie upadkiem, skandalem i zgorszeniem Jego Kościoła. W tym, co dziś trafia na czołówki gazet. Przepaść grzechu przyzywa nieskończone miłosierdzie.

Jeśli Kościół ma iść drogą Mistrza, chce być jak On i uczestniczyć w Jego Passze, musi powtórzyć Jego trzy upadki i doświadczyć kompletnego ogołocenia. I odwrotnie: to upadający Jezus proroczo uczestniczył w tym, co będzie upadkiem, skandalem i zgorszeniem Jego Kościoła. Za każdym razem się podnosił.

James Murphy (szef ICCRS Światowej Koordynacji Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej) opowiadał przed dwoma laty o swej pracy w Watykanie. Pewnego dnia bardzo zniechęcony biurokracją i ciągłym oporem wielu osób, wyszedł zrezygnowany na Plac Świętego Piotra i rozgoryczony zaczął wyrzucać Jezusowi: „To i to w Kościele jest złe”. Nastała cisza. Miał wrażenie, że usłyszał w niej głośne westchnienie. I delikatny głos w sercu: „Słuchaj, ty jesteś w Kościele kilkadziesiąt lat, a ja od dwóch tysięcy. Mógłbym ci opowiedzieć co nieco o jego błędach i grzechach. Ale pamiętaj: to moja Oblubienica. Jak możesz odrzucać to, co ja pokochałem?”

- Miałem bardzo trudne doświadczenie zaraz po wstąpieniu do nowicjatu – opowiadał mi o. Tomasz Nowak, dominikanin - Przełożony wysłał nas na procesję z Najświętszym Sakramentem z okazji Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa. Pamiętam słowa, które wygłosił wówczas ksiądz na kazaniu: „Jesteście kłamcami, śpiewacie »nasze serca zimne jak lód«, a to nieprawda! Serca zimne jak lód mają ci, których tu nie ma. Ci, którzy się kryją za tymi oknami”. Potem zaczął obrażać wszystkich po kolei: Ukraińców, Romów, a akurat wtedy w nowicjacie byli bracia z Ukrainy. Najbardziej mnie gorszyło to, że inni chrześcijanie, między innymi siostry zakonne, słuchali tego i śmiali się, bo ten ksiądz starał się nadawać swoim słowom trochę żartobliwy ton. Przeżywam w takich momentach ogromny konflikt, bo nie w takiego Boga i nie w taki Kościół wierzę, i chyba nie powinienem w takim miejscu być. Miałem ochotę podejść do mówiącego i uderzyć go w twarz, ale się powstrzymałem. A potem popatrzyłem na Najświętszy Sakrament i uświadomiłem sobie, że przecież On tam stoi, Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. I że On tego kaznodziei nie bije, nie spada żaden grom z nieba. To nawet zrodziło w moim sercu bunt, złość – bo myślałem, że Jezus powinien zareagować. Chciałem opuścić procesję, ale ostatecznie zostałem. Powiedziałem: „Jeżeli Ty tu stoisz, to ja też będę stał. Z tą moją niezgodą. Wiem, że to, co słyszę, nie jest prawdą, nie jest Twoim słowem, nie jest Ewangelią. Ale jeśli Ciebie tu nie będzie, to w ogóle już nie będzie miało sensu. Dlatego chcę tu zostać“.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także