Nowy numer 16/2021 Archiwum

Spod pióra poety

– W małych dzieciach jest spontaniczność, radość, jeszcze się cieszą zdobywaniem wiedzy – mówi o swoich uczniach Anna Tlałka. Jeśli poeta jest jak dziecko, to widać, że ona zachowała duszę dziecka.

Jedna z uczennic powiedziała jej: „Pani nas rozumie”. A koledzy nauczyciele wciąż pytają, co robi, że maluchy tak za nią przepadają. W Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Korfantowie, gdzie uczy, nieraz szła korytarzem obwieszona gromadką przytulonych maluchów. Wiersze też się do niej garną, przychodzą znienacka, dlatego notuje je w telefonie. Od kiedy pamięta, kochała małe dzieci i pisanie. – Poezja to takie wyłącznie moje miejsce, w którym jestem w stu procentach sobą – mówi. – Chcę, żeby było w niej światło, dlatego szukam w wierszach Boga.

Dzieli się nimi na spotkaniach autorskich dla dorosłych, ale czyta też uczniom – ułożone specjalnie dla nich i dla 9-letniego syna Kuby. W ich strofach przypomina, że każdy, jak napisała w „jesteś wierszem”, wyszedł „spod pióra największego poety”. – Nieważne, że to niesie ryzyko, ale gdybym się nie przyznawała do wiary, to jakbym się wypierała rodziców albo wyrzekała samej siebie – dodaje.

Artystyczny styl

Od 2007 r. pracuje jako nauczycielka wychowania przedszkolnego oraz edukacji wczesnoszkolnej. Najpierw w Kędzierzynie-Koźlu, a teraz w Korfantowie, rodzinnym mieście męża Dariusza. Zrobiła też specjalizację z zakresu terapii pedagogicznej i oligofrenopedagogiki i prowadzi zajęcia korekcyjno-kompensacyjne oraz rewalidacyjne z uczniami ze specyficznymi i specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, a także spektrum autyzmu. W tym pandemicznym roku pełni funkcję nauczyciela wspomagającego. Kilka tygodni temu i ona, i uczniowie bardzo się ucieszyli, że wracają do szkoły. – Dla dzieci niezwykle ważne są kontakty z rówieśnikami: uśmiech, rozmowa, no i ruch – mówi. – Często robię przerwy śródlekcyjne na zabawy aktywizujące, logorytmiczne, ćwiczenia z zakresu kinezjologii edukacyjnej, naukę wierszyków, prezentacje multimedialne.

Przed świętami z koleżanką Kasią, grającą na klawiszach, zorganizowały spotkanie poetycko-muzyczne on-line, podczas którego czytała swoje wiersze dla dzieci. Jak się okazało, zainspirowało to dwie uczennice do napisania własnych tekstów. Od dziecka lubiła tańczyć, śpiewać, występować publicznie. Teraz jako nauczycielka wie, jak dobrze to działa na rozwój kreatywności i myślenia twórczego. W rodzinnym, ukochanym Piotrkowie Trybunalskim, gdzie mieszkała do 24. roku życia, stale podejmowała jakieś twórcze aktywności. Jako 18-latka uczestniczyła w tworzeniu dziecięcego zespołu Gloria de Dios, który do dziś działa przy kościele oo. jezuitów, obecnie sanktuarium Matki Bożej. Potem należała do Zespołu Muzyki Dawnej Capella Piotrcoviensis oraz chóru Akademii Świętokrzyskiej – filii w Piotrkowie. Dzisiaj jest jedną z chórzystek Trinitas – chóru przy parafii Trójcy Świętej w Korfantowie. Kiedy śpiewa mi „Szybę” z musicalu „Metro”, słyszę, że to prawdziwa profesjonalistka. – Na studiach byłam współzałożycielką grupy artystycznej Drzwi – wspomina. – Staraliśmy się łączyć poezję, muzykę z teatrem. Myślę, że stąd mam ten „artystyczny” styl uczenia. Oddziałuję na uczniów ruchem, dźwiękiem i obrazem, mając świadomość, że są wśród nich słuchowcy, wzrokowcy, kinestetycy, czyli uczący się przez ruch i dotyk, którzy podczas lekcji muszą się kiwać, pstrykać, bo w ten sposób zapamiętują – mówi. Przed pandemią uczyła dzieci gry na flażoletach i prowadziła zespół taneczny.

Nieść bagaż

Uczniowie odpłacają jej za to, że daje im siebie, jak mówi, w dwustu procentach. Pozdrawiają na ulicy, obdarowują kwiatkami i dobrym słowem. Kiedyś, gdy była na zwolnieniu lekarskim, grupa uczniów z III klasy przyszła do niej do domu z kawałkiem ciasta. – Tłumaczyli, że kiedy pani z „Dzieci z Bullerbyn”, które niedawno czytali, była chora, to dzieci przychodziły zamiatać jej mieszkanie. – Gdy się z nimi rozstawałam po III klasie, wszyscy płakali – dzieci, rodzice i ja – mówi. Jest przekonana, że jej miłość do dzieci wzięła się z tego, że długo była jedynaczką i z utęsknieniem czekała na braciszka Piotra, który przyszedł na świat dopiero, gdy miała 9 lat. – Niańczyłam go, jakbym była jego mamą – opowiada. – Zawsze byłam „mamusiowata”, garnęły się do mnie dzieci z podwórka i kuzynostwo. Pomagałam im w nauce, organizowałam zabawy. Wstyd się przyznać, ale czasem pisałam za nie wypracowania. W szkole średniej chodziłyśmy z koleżankami do domu dziecka. Pamiętam, że raz nie chciałam stamtąd wyjść, tak mnie wzruszyła dwuletnia Weronika, która śpiewała niesamowicie czysto „Lulajże, Jezuniu” – wspomina.

Dlatego potem bez namysłu wybrała studia pedagogiczne. Podczas 14 lat pracy miała wśród uczniów dzieci z niepełnosprawnościami – niedosłyszące, niedowidzące, poniżej normy intelektualnej, z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, z problemami z zakresu tyflo- i surdopedagogiki, z porażeniem mózgowym, z zespołem Downa. – Z naszych nauczycielskich obserwacji wynika, że wielu uczniów bywa roszczeniowych, natomiast niepełnosprawni totalnie akceptują nauczyciela – opowiada. – Te dzieci są ogromnie wdzięczne. Maluchy z zespołem Downa tulą się, są ufne, czasem zdarza się im powiedzieć do mnie „mama”. Dzieci z niepełnosprawnościami uczą mnie, żebym akceptowała ich takimi, jakie są, żebym była wyrozumiała i cierpliwa. Jeśli dasz im miłość, dostaniesz jej kilkakroć więcej.

Doświadczenie nauczyło ją, że każdemu dziecku, czy zdrowemu, czy choremu, trzeba okazać serce. Próbować ponieść z nim cały bagaż jego doświadczeń – dom, kolegów, trudności w nauce.

Zawierzenie

Rodzice pamiętają, że bardzo szybko zaczęła mówić i kiedy skończyła roczek, już odmawiała „Ojcze nasz”. Jako dziecko i nastolatka pozostawała blisko Kościoła – należała do oazy i do duszpasterstwa jezuitów. Uśmiecha się, że dzięki nim poznała męża podczas Jezuickich Dni Młodzieży w Świętej Lipce. Teraz on-line angażuje się w różne kościelne inicjatywy. Kiedy w telefonie wyświetliło jej się, że potrzebny jest administrator internetowej róży różańcowej, to nim została. Za jej patronkę wybrała ukochaną świętą Bernadettę Soubirous. Niedawno wzięła udział w 33-dniowych internetowych rekolekcjach zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi. W święto Matki Bożej Gromnicznej złożyła Akt Poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi w zjednoczeniu z Sercem Jezusa. Od tamtej chwili nosi też na przegubie ręki cudowny medalik. – Matka Boża pomogła mi się wyciszyć, uspokoić, zrozumieć słowa z Pisma: „troszczysz się i niepokoisz o wiele, a trzeba jednego” – opowiada. – Teraz powierzam wszystko Bogu i Maryi, a nie słucham wyłącznie swojego ego. Dzięki temu czuję się jak dziecko w łonie matki. „Dziecięctwo Boże” to najlepsza droga walki ze złem tego świata, który jeszcze nie odkrył „sekretu bycia najmniejszym”. Kiedyś znajoma siostra zakonna, obserwując wiele moich aktywności, zwróciła mi uwagę, żebym coś zostawiła na życie wieczne. Bo wszystkim się przejmuję – mężem, synkiem, babcią, rodzicami, pracą. Niedawno mój tata ciężko chorował na raka i wierzę, że wyzdrowiał po tym, jak z mamą odmawiałyśmy w jego intencji Nowennę Pompejańską. Bo wiara czyni cuda.

Pomnażanie czasu

Szczyci się, że należy do pokolenia JPII. – Polski papież to niesamowity człowiek, poeta, na którego nauce wyrosłam – mówi. – Miałam wielkie szczęście zobaczyć go na żywo w 1997 r.

Zna jego encyklikę „Evangelium vitae” i homilie, w których bronił życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Kiedy w mediach społecznościowych przyznała się, że jest pro life, wielu na nią napadło. – W prywatnych wiadomościach używali wulgaryzmów, nazywali mnie bezduszną i bez serca. Bardzo mnie bolało, że to walka na noże, że nie możemy spokojnie porozmawiać. Znam osoby, które zabiły dzieci, będąc w zaawansowanej ciąży, i to one na mnie napadały, a ja się nie obrażałam. Mogę dziś przytulić każdego człowieka i powiedzieć: „ty uważasz tak, ja inaczej, ale to nie znaczy, że nagle znika wszystko, kim dla mnie jesteś”. Staram się łączyć, nie dzielić, jak mi powiedział kiedyś znający mnie jezuita. Nie czuję nienawiści do osób, które myślą inaczej. Bo głęboko wierzę, że są jeszcze ludzie dobrej woli i z nimi można zmienić świat – podkreśla. Ale jeśli w rozmowie pojawia się wątek obrony życia, wyraźnie zaznacza swoje stanowisko. – Jeśli miałabym być wykluczona z jakiejś społeczności, przyjmę to, ponieważ kocham życie, nawet to, które nie ma szans – podkreśla. Post na portalu społecznościowym, w którym pisała, że jest pro life, polubili jej pierwsi po studiach uczniowie, dzisiaj mający 18 lat. Kilku znajomych stwierdziło, że też są za życiem, ale się boją narazić i cieszą się, że ktoś zabrał głos w ich imieniu. Wiele kobiet usunęło nakładkę z błyskawicą. – Zgadzam się ze słowami dr Wandy Półtawskiej, że „nowoczesność, która jest poniżeniem człowieka, nie jest żadnym postępem” – uważa. – Może moje patrzenie na świat jest mało nowoczesne, ale mam serce, w którym mieszka Bóg.

O tym też pisze swoje wiersze, choć trzeba je uważnie czytać, żeby odkryć, czym żyje. Kiedy rozmawiamy o poezji, którą intensywnie czyta i promuje, przytacza fragment „Nie ma czasu” swojego mistrza ks. Jana Twardowskiego: „nie za bardzo wiadomo jakże to się dzieje/ że czas wtedy przychodzi/ gdy go wcale nie ma/ i w sam raz tyle tylko ile go potrzeba”. Po cichu myślę, że to najlepszy opis tego, jak Ania potrafi pomnażać swój czas dawany innym. I po raz kolejny wiem, do czego przydaje się poezja.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także