Nowy numer 9/2021 Archiwum

Odkrycia

Odkrycia geograficzne czasami były dokonywane z ciekawości, czasami przez przypadek, najczęściej jednak dla pieniędzy. Dzisiaj niewiele w tej kwestii się zmieniło. Na Marsa chcemy lecieć z powodu pieniędzy. I nie ma w tym nic złego. Nie chcę powiedzieć, że inżynierowie pracujący nad międzyplanetarnymi misjami to pozbawieni ciekawości biznesmeni, księgowi, którzy liczą na krociowe zyski. Chcę powiedzieć, że rozwój technologii przynosi zyski oraz że może być i jest bardzo dobrą inwestycją.

Gdy w XV wieku Kolumb chciał odkryć zachodnią drogę do Indii (a przypadkiem odkrył Amerykę), szukał sponsora swojej wyprawy. Ostatecznie znalazł go na hiszpańskim dworze królewskim (choć sam był Włochem). Przekonywał, że jego wyprawa przyniesie Izabeli i Ferdynandowi pieniądze. Droga, którą odkryli Portugalczycy (wokół Afryki), była długa i niebezpieczna. Wizja zysków (i zwycięstwa nad Portugalią) przemawiała do wyobraźni. Sama podróż nie była wyzwaniem technologicznym. Była jednak bez wątpienia ogromnym obciążeniem psychicznym. Kilka tygodni rejsu w nieznane musiało być dla tamtych ludzi wielkim wyzwaniem. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że pierwsi ludzie lecący na Marsa będą mieli większy komfort niż ci, którzy z Kolumbem płynęli do Indii, a właściwie do Ameryki. Ale zanim na Marsie stopę postawi człowiek, wyląduje tam jeszcze kilka robotów. W zeszłym tygodniu dotarły tam dwie sondy – chińska i arabska (wybudowana w Zjednoczonych Emiratach Arabskich). W tym tygodniu wyląduje sonda amerykańska. Dzisiaj odkrywcy także używają argumentu finansowego, przekonując rządy do wyłożenia gotówki. Różnica jest jednak zasadnicza. Gdyby Kolumb niczego nie odkrył, zainwestowane w jego misję złoto bezpowrotnie by przepadło. Tymczasem niepowodzenie misji kosmicznych nie powinno być traktowane jako strata. Raczej jako nauka. Bez potknięć nie ma rozwoju, a największe zyski czy zwroty z inwestycji biorą się właśnie z faktu, że coraz więcej wiemy i coraz więcej potrafimy. Tutaj ważniejsza jest droga, proces, niż dotarcie do celu. Arabska sonda weszła na daleką orbitę Marsa kilka dni temu. Jest – w porównaniu z amerykańskimi czy europejskimi sondami – dość prosta. Nie zbada niczego, czego wcześniej byśmy nie wiedzieli. Ale jej wybudowanie i wysłanie w przestrzeń kosmiczną wymagało rozwiązania wielu technicznych problemów, a przede wszystkim wykształcenia sztabu specjalistów. I to oni są największą wartością, a nie dane, które zbierze sonda krążąca wokół Marsa.

Odkrycia zawsze dodawały nam skrzydeł. Czasami chodziło tylko o gotówkę, a czasami o wpływy. Dzisiaj chodzi także o technologie, które są walutą znacznie ważniejszą niż złoto. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się