Nowy numer 8/2021 Archiwum

Administrator na trudne czasy

Jeśli władze białoruskie sądziły, że usuwając abp. Kondrusiewicza, zapewnią sobie wpływ na miejscowy Kościół, nominacja jego następcy rozwiała wszelkie wątpliwości. Papież wskazał na kapłana uformowanego w podziemnym seminarium, znanego z niezależności i gorliwej pracy duszpasterskiej.

Administratorem apostolskim sede vacante archidiecezji mińsko-mohylewskiej został bp Kazimierz Wielikosielec, biskup pomocniczy diecezji pińskiej. To hierarcha znany i szanowany na całej Białorusi. Pochodzi ze wsi Starawola w rejonie prużańskim, który w okresie międzywojennym leżał w województwie poleskim. Urodził się w maju 1945 r. w bardzo katolickiej rodzinie. Kiedy ostatecznie zostało przesądzone, że te tereny pozostaną w Związku Sowieckim, władza od razu uderzyła w Kościół. Zamykano świątynie, a kapłanów, którzy nie zdecydowali się wyjechać do Polski, represjonowano. We wsi Starawola nie było kościoła. Do najbliższego, odległego od rodzinnej wsi o 60 km, ojciec wiózł Kazimierza na rowerze. Do Pierwszej Komunii św. przystąpił w wieku 10 lat w kościele w Kobryniu. Także później jego wiara hartowała się w trudnych warunkach. Jednym z jego wychowawców był ks. Michał Woroniecki, pasterz niezłomny, który przeszedł łagry w Kazachstanie, a później przez 34 lata był proboszczem parafii w Różanej w obwodzie brzeskim.

Po latach bp Wielikosielec wspominał, jak wielkim przełomem dla katolików na Białorusi były nadawane od września 1980 r. transmisje Mszy św. w Polskim Radiu, co było realizacją porozumień sierpniowych. Zasięg audycji był rozległy. Praktycznie na całym pograniczu polsko-sowieckim katolicy, nie tylko Polacy, co niedzielę gromadzili się przy radioodbiornikach, aby słuchać Mszy św. nadawanej z Warszawy. Nadal nie uświadamiamy sobie, jak ogromne znaczenie miały te transmisje dla przełamania monopolu propagandy ateistycznej oraz systemu zakazów, w jakim katolicy w Związku Sowieckim żyli od 1945 r.

Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej w Armii Sowieckiej Kazimierz pojechał do Wilna, gdzie pracował jako spawacz na budowach. Lata mijały, a on nie był pewny wyboru swej dalszej drogi życiowej. Zastanawiał się, czy zostać nauczycielem, czy lekarzem (złożył nawet podanie do Grodna na medycynę). Ostatecznie, po modlitwie w sanktuarium maryjnym w Szydłowcu na Litwie, poszedł za głosem powołania i zdecydował się wstąpić do seminarium. Nie był to wybór łatwy. Na Białorusi nie było żadnego katolickiego seminarium duchownego, a kandydatów do kapłaństwa z całego Związku Sowieckiego mogło przyjmować jedynie seminarium duchowne w Rydze.

Podziemne seminarium

Kazimierz trzykrotnie próbował się do niego dostać, ale władze odmawiały mu zgody na podjęcie studiów. Mając już blisko 33 lata, spotkał opatrznościową postać dla Kościoła katolickiego na Białorusi – ks. Wacława Piątkowskiego. Potajemnie sprawował on funkcję wikariusza generalnego tej części diecezji pińskiej, która pozostała w granicach Związku Sowieckiego. Był kapłanem wszechstronnie wykształconym, w 1932 r. obronił rozprawę doktorską z teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Od 1949 r. był proboszczem w parafii w Niedźwiedzicy w rejonie lachowickim. Tam po kilku miesiącach został aresztowany i skazany na 10 lat katorgi. Karę odbywał w łagrach w Kazachstanie. Do parafii wrócił w 1956 r., zwolniony z powodu inwalidztwa.

W tym czasie coraz większym problemem był brak kapłanów. Starsi, wyświęceni przed 1945 r., wymierali, nowych nie było. Pierwszy białoruski kapłan został wyświęcony w Rydze dopiero w 1978 r. Dlatego ks. Piątkowski zdecydował się zorganizować w swojej parafii tajne kursy przygotowawcze dla kandydatów do kapłaństwa. Klerycy przyjeżdżali do Niedźwiedzicy i mieszkali w domu naprzeciwko kościoła. Każdy dzień spędzali na wykładach z teologii, ćwiczeniach ascetycznych i medytacjach. Literaturę religijną przywozili im polscy księża bądź była ona szmuglowana przez Moskwę, gdzie działała rosyjska katoliczka Margarita Szarowa. Skazana na 5 lat deportacji na Syberię za to, że się ochrzciła, zaprzyjaźniła się tam z polskimi księżmi. Po odbyciu kary stała się częstym gościem u ks. Piątkowskiego.

Kleryków uformowanych w Niedźwiedzicy święcono następnie w Rydze bądź Kownie. Wielikosielec nauki i formację w Niedźwiedzicy pobierał przez trzy lata. W tym czasie oficjalnie pracował jako palacz w miejskiej kotłowni. W 1981 r. władze wreszcie zgodziły się, aby złożył podanie do seminarium ryskiego. Wcześniej poznał nielegalnie pracujących w Wilnie dominikanów i w 1983 r. – jeszcze przed swymi święceniami kapłańskimi – wstąpił do tego zakonu. Kiedy w 1978 r. ks. Piątkowski przyjmował w Niedźwiedzicy dojrzałego już mężczyznę, który bardzo pragnął zostać kapłanem, nie mógł przypuszczać, że formuje przyszłego biskupa najważniejszej diecezji białoruskiej.

Powrót do diecezji

Studia w Rydze trwały tylko 3 lata, gdyż klerykowi zaliczono kursy w Niedźwiedzicy. Święcenia kapłańskie ks. Wielikosielec otrzymał w 1984 r. z rąk administratora apostolskiego Rygi i Lipawy kard. Julijansa Vaivodsa. Jako kapłan wrócił na Białoruś i podjął pracę w Iszkołdzie w diecezji pińskiej. Był jedynym księdzem na tym terenie, dlatego musiał dojeżdżać z posługą do wielu okolicznych kościołów leżących w kilku rejonach i w dwóch obwodach: brzeskim i grodzieńskim. Remontował również piękną gotycką świątynię w Iszkołdzie, w której historii odbija się złożony los Kościoła na tych terenach. Zbudowana została w XV wieku, a po powstaniu styczniowym władze carskie zamieniły ją w cerkiew. W okresie międzywojennym służyła katolikom, a później, w 1969 r., została zamknięta przez władze sowieckie. Ksiądz Wielikosielec przywrócił ją do dawnej świetności.

Nowe obowiązki spadły na niego, kiedy w maju 1999 r. Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym w diecezji pińskiej. Święcenia biskupie odbyły się w katedrze pińskiej, a głównym konsekratorem był kard. Kazimierz Świątek, legendarny kapłan, który przeszedł katorgę na Syberii. Jako swoje zawołanie bp Kazimierz przyjął słowa „Fiat voluntas Tua” (Bądź wola Twoja). Diecezja pińska jest największą z czterech rzymskokatolickich diecezji Białorusi. Rozciąga się na rozległym terenie, od pogranicza z Polską na zachodzie do granicy z Federacją Rosyjską na wschodzie. Obejmuje dwa administracyjne obwody: brzeski i homelski. Biskup Wielikosielec, będąc jej wikariuszem generalnym, jednocześnie wykonywał obowiązki dziekana dekanatu baranowickiego i proboszcza parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Baranowiczach. Diecezja nie ma jednorodnej struktury parafialnej. Okręg brzeski był przed wojną częścią województwa poleskiego i Kościół mógł się tam rozwijać bez przeszkód. Obwód homelski po 1921 r. znalazł się w Związku Sowieckim i przeżył okres prześladowań, których kulminacja nastąpiła w latach 30. ubiegłego stulecia. W Homlu w 1938 r. została zamknięta monumentalna świątynia pw. Wniebowstąpienia NMP, a czterech kapłanów tam posługujących rozstrzelano. W roku 1940 komuniści wysadzili ją w powietrze. Nieopodal Homla w Lesie Szczakatowskim NKWD zamordowało tysiące ludzi, m.in. wielu katolików z tego regionu. Pierwszy kościół w Homlu katolicy otrzymali dopiero w 1990 r.; na ich użytek przeznaczono byłą cmentarną cerkiew. Dlatego jednym z priorytetów pracy duszpasterskiej biskupa Wielikosielca była budowa nowego kościoła w Homlu, gdzie zamieszkał. To drugie co do wielkości miasto na Białorusi, gdzie mieszka ponad pół miliona ludzi. Według różnych szacunków żyje tam ok. 20 tys. katolików, nie licząc studentów i osób, które przyjeżdżają z okolicznych miejscowości, aby uczestniczyć w nabożeństwach. Rozmawiałem z nim jesienią ubiegłego roku o tej budowie. Zachęcał do przyjazdu na Białoruś, ale niestety, nie udało mi się z tego zaproszenia skorzystać.

Nie wiadomo, jak długo bp Wielikosielec będzie administratorem apostolskim archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Sprawuje ten urząd tymczasowo, do czasu mianowania przez papieża nowego arcybiskupa metropolity mińsko-mohylewskiego. Znane są jednak przypadki, że rozwiązania tymczasowe okazywały się użyteczne przez dłuższy czas. W obecnej sytuacji na Białorusi jego posługa zapewnia Kościołowi ciągłość pracy duszpasterskiej i chroni przed próbami ingerencji władz. Ważny jest także kontekst międzywyznaniowy, a nowy administrator apostolski potrafił dobrze układać swoje relacje z prawosławnymi. Jego nominacja ma również wymiar symboliczny. Niczym klamra spina i zamyka heroiczny okres w dziejach Kościoła na Białorusi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się