Nowy numer 8/2021 Archiwum

Upadek

Co zdarzyło się pod Damaszkiem? Dlaczego ten, który „wdychał grozę i wydychał śmierć”, po latach na spotkaniu apostołów, rozkładając mapę, rzucił: „Panowie, wy zajmijcie się Jerozolimą, a ja biorę resztę…”?

Niemal całą powierzchnię słynnego obrazu Caravaggia zajmuje koń. Artysta usłyszał zresztą od współczesnych mu krytyków, że uwaga widza koncentruje się na wielkim zwierzęcym zadzie, a nie na meritum problemu. Tło jest ciemne, mroczne i stanowi kontrast dla światła, które oślepiło gorliwego Szawła z Tarsu. Piękny symbol, tyle że… niemający żadnego potwierdzenia w Biblii. Po pierwsze: upadek miał miejsce w samo południe. A po drugie: nie było żadnego konia.

Wydychał śmierć

Szaweł padł na ziemię jak rażony gromem. I usłyszał: „Dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9,1-6). To wzruszające, jak bardzo Jezus identyfikuje się ze swym Kościołem. „Mnie prześladujesz!” – usłyszał przecież faryzeusz. Kim był?

„Siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich” – notował bez owijania w bawełnę św. Łukasz. Mocne słowa. „Paweł wdychał grozę i wydychał śmierć” – wyjaśnia ewangelizator José Prado Flores. Do zachowania przyszłego Apostoła Narodów idealnie pasują słowa psalmu: „Gorliwość o dom Twój pożera mnie”.

„Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety” – opowiadał szczerze do bólu po latach.

„U stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w prawie ojczystym” – przedstawiał się faryzeusz. Ojciec Szawła – również faryzeusz (por. Dz 23,6) – wysłał syna do najlepszej uczelni w całym Jeruszalaim – do Gamaliela, przywódcy rabinistycznej szkoły założonej około 10 roku po Chr. przez Hillela Starszego. Gamaliel był cenionym prawnikiem i prawdopodobnie pochodził z pokolenia Beniamina, tego samego, z którego wywodził się Szaweł. Nauczyciela obdarzano tak wielkim szacunkiem, że jako pierwszego nazwano „rabban”, tytułem zaszczytniejszym niż „rabbi”. Szkoła mistrza Gamaliela była „Oksfordem judaizmu”. Nauka polegała na nieustannym ćwiczeniu pamięci. W dobie wykładów online, mitu wiecznego studenta i kwadransów akademickich trudno nam wyobrazić sobie, jak poważnie traktowano to studium. „Jeżeli ktoś zapomni cokolwiek z tego, czego się nauczył, według Pisma będzie za to odpowiadać życiem” – czytamy w Misznie.

Gamaliel był członkiem Sanhedrynu, Najwyższej Rady mającej kompetencje sądzenia i rozstrzygania spraw religijnych i państwowych. To przed tym gremium wypowiedział po latach słynne słowa: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Po cudownym uwolnieniu apostołów z więzienia uspokoił towarzyszy stwierdzeniem: „Jeżeli od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem” (Dz 5,38-39). Jak wielkim autorytetem musiał się cieszyć, skoro poddano apostołów jedynie karze chłosty!

To pod jego okiem Paweł chłonął zawiłości żydowskiego prawa. Czy możemy się dziwić, że miał je w małym palcu?

Przeklęty, zawieszony na drzewie

Czy na rozpalonych słońcem ulicach Jerozolimy spotkał kiedyś twarzą w twarz samego Jezusa? Niewykluczone. Pisze bowiem: „Jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej Go nie znamy w ten sposób”. Nigdy nie dowiemy się, czy faryzeusz nie mijał w jednej z bram Mesjasza. „W porównaniu z poznaniem Chrystusa wywyższonego, tamto poznanie jest dla Pawła zupełnie bez znaczenia” – wyjaśniał Joachim Gnilka, urodzony w 1928 roku w Głubczycach niemiecki biblista.

Szaweł skrupulatnie zachowywał najdrobniejsze nawet przepisy Prawa, chłonął słowa proroków, nocami czytał midrasze. Kochał Jeruszalaim i najświętsze miejsce świata: gigantyczną, stojącą na wzgórzu Moria świątynię. „Wszyscy Żydzi znają moje życie – opowiadał. – Od początku upływało ono wśród mego narodu w Jerozolimie. Żyłem według zasad najsurowszego stronnictwa naszej religii jako faryzeusz”.

Tworzyli jedno z największych stronnictw religijnych w czasach Jezusa i posiadali ogromny wpływ na ówczesne życie społeczne. Określano ich mianem peruszim, czyli „odłączeni”. Przestrzegali niezwykle skrupulatnie nie tylko Tory, czyli spisanego Prawa Mojżeszowego, ale i tradycji starszych. Byli przekonani, że istnieje Tora niespisana, zawierająca 248 nakazów i 365 zakazów, drobiazgowo regulujących ludzkie życie. Sam Jezus wspominał o tym, że dawali dziesięcinę z mięty i kopru, dwa razy w tygodniu surowo pościli i obmywali ręce przed posiłkami. Ganił ich za legalizm i literę prawa, która zabijała ducha.

To w Mieście Pokoju Szaweł spotkał się z bardzo niepokojącym zjawiskiem. Coraz więcej Żydów zaczynało opowiadać o tym, że zbawienia dostępuje się nie dzięki skrupulatnemu przestrzeganiu Prawa, ale dzięki krwi wyrzuconego poza mury miasta skazańca. Szermierka argumentami całkowicie dyskwalifikowała zabitego na krzyżu Galilejczyka. „Przeklęty, kto został zawieszony na drzewie” (Pwt 21,23) – recytował z pamięci gorliwy młody faryzeusz. W jego żyłach gotowała się krew.

Bluźnierstwo!

Gorszyły go opowieści o ukrzyżowanym, okrzykniętym Chrystusem, Galilejczyku. Znał na pamięć słowa o tym, że nikt nie może ujrzeć Boga i pozostać przy życiu. Skoro nawet Mojżesz nie mógł oglądać Boga twarzą w twarz? Krzyk kamienowanego Szczepana: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga” rozwścieczył jego prześladowców. Nic dziwnego, że „podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego”. To było bluźnierstwo.

– Paweł prześladował chrześcijan, bo był człowiekiem niezwykle prawym: wiernym Prawu – opowiada ks. prof. Mariusz Rosik, wrocławski biblista. – Przewidywało ono ukamienowanie za grzech bluźnierstwa, a Paweł tego właśnie dopatrzył się w postawie Szczepana. Co ciekawe, Szaweł nigdy nie został Pawłem. To dość powszechne, choć w moim przekonaniu nieprawdziwe przekonanie wielu wierzących. Nie ma w Dziejach Apostolskich sceny, która opisywałaby zmianę imienia Szaweł na Paweł. Nowe imię winno wskazywać nową misję. Abram stał się Abrahamem, czyli ojcem wielu narodów. Piotr stał się Kefasem, czyli skałą, na której budowany jest Kościół. Imię Paweł oznacza „mały”. Czyżby misja Pawła była czymś mało znaczącym? Zdecydowanie nie. Apostoł Narodów funkcjonował pod trzema imionami. Na terenach Palestyny, gdzie mówiono po aramejsku, zwracano się do niego Szaul, czyli Szaweł. Gdy udawał się w podróże misyjne na tereny języka greckiego, wołano go Paulos, czyli Paweł. Gdy w Rzymie zwracano się doń po łacinie, mówiono Paulus, czyli znów Paweł.

Rozbrojenie

„Dyszący żądzą zabijania” Szaweł oślepł po spotkaniu pod Damaszkiem. Pogrążył się w ciemności, stracił wzrok i całkowitą zdolność rozeznania. Nie ruszał się z miejsca. Przez trzy dni nic nie jadł i nie pił. Trudno się dziwić: w jednej chwili jak domek z kart runął świat jego wartości. Ten, który jest Jedyny (Ehad), a którego imienia Izrael nie odważa się wymawiać, przemówił do faryzeusza przez… Syna. I głośno upomniał się o swój Kościół.

Nie wiadomo, jak skończyłaby się ta historia, gdyby nie pewien nieznany bliżej „bohater drugiego planu”. Ananiasz w czasie modlitwy usłyszał „odgórne” przynaglenie: „Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu”. Nie dyskutował. Wstał i poszedł. Gdy nałożył na Szawła ręce, ten odzyskał wzrok i nabrał chęci do życia.

Zaraz, zaraz… Czy w samym wezwaniu: „Idź na ulicę Prostą” nie kryje się istotny komunikat? Czy Ananiasz swym posłuszeństwem nie potwierdza słów Ozeasza: „Drogi Pańskie są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy?” (Oz 14,10).

W którym momencie otwarły się oczy faryzeusza? Gdy usłyszał słowo „bracie”. Jak wielką wewnętrzną walkę musiał stoczyć Ananiasz, który po słowach: „Zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu” zaoponował: „Panie, słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie”. I choć jego pierwszą reakcją było wzburzenie i krzyk: „Wiesz, kim on jest?”, ostatecznie posłusznie wstał i poszedł, by nałożyć na niego ręce. Powiedział „Szawle, bracie”, i dopiero wówczas ten przejrzał.

Ilekroć słyszę te słowa, przypomina mi się wyznanie Leifa Hetlanda, od lat ewangelizującego w świecie islamu: „Nie oceniaj człowieka na podstawie jego przeszłości, ale przeznaczenia, do którego powołał go Bóg”. Myślę o tych, których zbyt łatwo skreślamy. O bluźniących muzykach, którymi przed laty „babcie straszyły swoich wnuków”, a którzy okazywali się zawstydzającymi swą gorliwością i radykalizmem świadkami Zmartwychwstałego. O kąkolu, który rośnie ze zbożem i który Jezus kazał oszczędzić.

Po doświadczeniu Damaszku, upadku, ślepoty i nałożenia rąk przez Ananiasza Paweł bezskutecznie pukał do drzwi braci w Chrystusie. Ci jednak byli nieufni, zabarykadowani i pozamykani na cztery spusty. Czy to możliwe, by „ten człowiek” stanął po ich stronie? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także