Nowy numer 3/2021 Archiwum

Cuda ze Złotoryi

Ręcznie zdobione przyciągają jak magnes, trudno od nich oderwać wzrok. W fabryce bombek w Złotoryi święta trwają niemal cały rok.

Po przekroczeniu progu wzorcowni można przenieść się w klimat świąt Bożego Narodzenia. Na linkach rozciągniętych wzdłuż ścian wisi kilkaset kolorowych bombek. Są okrągłe, obsypane brokatem, przezroczyste, delikatne, zdobione w białe koronkowe wzory, perłowe, malowane w pejzaże i inne motywy inspirowane różnymi stronami świata. Ale są też krasnoludki, muchomory, astronauci, postacie z bajek, samochody, Mikołaje, zwierzaki… Trudno wyjść z podziwu nad misternością i różnorodnością bombek, które są popularne wszędzie tam, gdzie na Boże Narodzenie stroi się choinki.

Rurka i płomień

Wszystko zaczyna się w dmuchalni ręcznej od szklanej (sodowo-wapiennej) rurki ogrzewanej nad płomieniem. W kilkanaście sekund kruche szkło staje się plastyczne i topliwe. Wtedy dmuchacz wydmuchuje kulisty kształt bombki zakończonej długą końcówką zwaną odciągiem. Każda sztuka musi być odpowiedniej wielkości. W fabryce powstają bombki duże (o średnicy 20 cm), szklane kule z otworem w środku czy wklęsłym ornamentem i małe sople czy bańki. Osoba, która wydmuchuje bombki, musi być specjalistą w swoim fachu, bo szkło szybko twardnieje i wtedy trudno zmienić jego kształt. Dmuchacze tworzą też choinkowe szpice i figurki. Te ostatnie powstają po włożeniu rozgrzanego, lekko dmuchanego szkła do specjalnej metalowej formy z odciśniętym w środku motywem. – Osoby wydmuchujące bombki i szpice są u nas do zadań specjalnych. Wydmuchiwane przez nie ozdoby są unikatowe – mówi Justyna Zarębska z firmy Vitbis. – Do produkcji mniejszych kulistych bombek służą specjalne automaty. Ich wydajność jest większa, ale to nie oznacza, że bombki będą mniej ozdobne – dodaje.

Kolejny etap polega na nadawaniu blasku i koloru, czyli zdobieniu. Tradycyjne kolorowe bombki są od środka pokrywane lustrzaną warstwą azotanu srebra. Kiedy wyschną, można się w nich przejrzeć jak w zwierciadle. Następnie nakłada się kolorowe farby na zewnętrzną stronę bombek. Odbywa się to maszynowo lub ręcznie – wtedy każda ozdoba zanurzana jest w innym barwniku. W zależności od wzoru mogą błyszczeć kolorami jak lustrzanki, mienić się perłową warstwą, eleganckim matem, a nawet tworzyć specjalne efekty szronu czy spękania.

Tak przygotowane bombki trafiają do rąk artystek, które nanoszą na nie wzory i zdobienia.

Do koloru, do wyboru

– Inspiracje do zdobień są bardzo różnorodne. Czasami jakaś ilustracja czy wzór zauważony podczas podróży podsuwa pomysł na konkretny motyw – tłumaczy Justyna Zarębska. – Wymyślając wzory, musimy śledzić trendy modowe czy wnętrzarskie na całym świecie. Co roku firma prezentuje się na międzynarodowych targach Christmas- world we Frankfurcie. Tam nawiązujemy kontakty i pokazujemy swoje kolekcje – dodaje. Znajomość mody i trendów oraz upodobań klientów to ważny element planowania nowych kolekcji. Na przykład Europa jest bardziej otwarta na nowości kolorystyczne, natomiast klienci w USA są raczej przywiązani do tradycji pod względem kolorów i form.

Przy stołach mieniących się kolorowymi brokatami pracownicy ręcznie zdobią każdą bombkę. Malowane klejem esy-floresy, szlaczki i inne ornamenty obsypywane są brokatem. Na niektóre przyklejane są kryształki, na inne – obrazki nanoszone w technice decou- page’u czy kalkomanii. Są też bombki z malowanymi ręcznie pejzażami. To znak rozpoznawczy firmy.

Pracownicy, którzy wykonują misterne ornamenty, muszą mieć mnóstwo cierpliwości i zdolności manualne. Precyzja malowania i przyklejania ozdób sprawia, że każda bombka jest małym, kruchym dziełem sztuki. Kiedy są skończone, a wzór dobrze wyschnie, odcina się długie szklane odciągi, a każda bombka otrzymuje mały haczyk, aby mogła zawisnąć na choince. Po zapakowaniu do ozdobnych kartonów bombki ze Złotoryi ruszają w świat, by ozdobić świąteczne drzewka w wielu krajach.

Drobiazg, który cieszy

Wytwórnia bombek ma w sobie coś z baśni. Przez chwilę można podejrzeć, jak w tradycyjny sposób powstają kolejne ozdoby. Codziennie ponad 200 tysięcy bombek jest produkowanych, zdobionych i pakowanych, aby wyruszyć w świat. Zachwycają się nimi odbiorcy m.in. w USA, Europie, Kanadzie, Australii, w krajach azjatyckich, a nawet w Afryce. Powstała w 1953 roku fabryka przetrwała wiele przemian politycznych i ciągle się rozwija, bo rękodzieło i oryginalne wzornictwo zaczyna doceniać coraz więcej osób.

Jak do Złotoryi – kojarzonej ze złotem – zawitały bombki? – Pomysł nie był nasz – opowiada prezes firmy dr Janusz Prus. – Wcześniej, po wojnie, bombki były produkowane w spółdzielni rzemieślniczej w centrum Legnicy. Kiedy na początku lat 50. w Złotoryi uruchomiono kopalnię miedzi, pracę w niej znaleźli głównie mężczyźni. Ktoś wymyślił wtedy, aby przenieść zakład produkujący bombki z Legnicy do Złotoryi. Dzięki temu powstały tutaj miejsca pracy dla kobiet. W tamtych czasach bombki produkowane w Polsce sprzedawane były głównie do USA. W Polsce zdobyć można było te, które nie sprzedały się za granicą – wspomina Janusz Prus. – Kiedy pojawił się pomysł zlikwidowania zakładu, postanowiliśmy z produkcji bombek zrobić nasz sposób na życie. 220 pracowników spółdzielni założyło wtedy spółkę, która dalej produkowała bombki i robi to do dziś – dodaje.

Dzięki niewielkiemu zakładowi bombki ze Złotoryi dotarły nawet do Jana Pawła II. – Wybierając się do Rzymu, przygotowaliśmy specjalne bombki z wizerunkiem Wadowic i bazyliki św. Piotra. I spośród wielu delegacji z całego świata to właśnie nasza została wybrana, aby osobiście wręczyć podarek papieżowi – wspomina Janusz Prus.

Bombki ze Złotoryi zdobią choinki w domach na całym świecie, w ambasadach, u artystów, w Pałacu Prezydenckim i w wielu innych miejscach, a często są przedmiotami licytacji, z których dochód przeznaczany jest na cele charytatywne.

Kiedy większość z nas myśli o letnich wakacjach, w fabryce bombek praca wre. Zamówione kolekcje niejednokrotnie muszą przebyć długą drogę, aby trafić do klientów rozproszonych po całym świecie. Przed świętami Bożego Narodzenia wykonywane są już tylko ostatnie zamówienia. To wszystko można zobaczyć na własne oczy, zwiedzając fabrykę czy biorąc udział w warsztatach, które przed pandemią były organizowane dla dorosłych i dzieci. Tutaj dekoracje wiszą cały rok, a atmosferę świąt można poczuć nie tylko pod koniec grudnia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama