Nowy numer 2/2021 Archiwum

Ezechiel w Iraku

Już tylko papież może zatrzymać trwający exodus chrześcijan z kraju przeoranego wojną i terrorem. Biskupi iraccy taką nadzieję wiążą z marcową pielgrzymką Franciszka.

To będzie pierwsza podróż papieża od początku pandemii. Franciszek miał lecieć do Iraku wiosną zeszłego roku, ale z oczywistych powodów nie udało się zrealizować tych planów. Już wtedy kard. Louis Raphaël Sako, chaldejski patriarcha Babilonu, czyli dzisiejszego Bagdadu, ciesząc się ze spodziewanej pielgrzymki, mówił, że papież przyjedzie do Iraku jak „nowy Ezechiel, aby otworzyć drzwi do pokojowej przyszłości”. Ponieważ Ezechiel był prorokiem żyjącym w Babilonie, który przemawiał do Żydów wygnanych ze swej ziemi – kardynał użył tego porównania, by podkreślić, jak ważna może być taka wizyta dla uchodźców, jakimi dzisiaj są iraccy chrześcijanie.

Dwa dni po ogłoszeniu nowego terminu papieskiej podróży (5–8 marca 2021) rozmawiam z irackim duchownym i pracującym na miejscu dyplomatą jednego z krajów zachodnich (obaj nie chcą występować pod nazwiskiem). – Papież powinien wyraźnie powiedzieć chrześcijanom, że nie wolno im opuszczać tych terenów – słyszę zgodną opinię. – Migracja odbywa się ciągle na ogromną skalę i to bardzo daleko – obecnie główne kierunki to Australia, USA i Kanada. Prawie każda rozmowa w konsulatach kończy się na wizach – dodaje dyplomata.

Trudno nie rozumieć powodów, dla których setki irackich chrześcijan wciąż nie widzą dla siebie przyszłości w Iraku. Czy obecność i słowa papieża zdołają przekonać ich do pozostania na miejscu?

Ślady Abrahama

Dla samego papieża to z pewnością przede wszystkim podróż duchowa. W planach jest m.in. wizyta w starożytnym Ur Chaldejskim, skąd Abraham, uznawany za ojca wiary przez żydów, chrześcijan i muzułmanów, wyruszył do ziemi Kanaan. W planach są również Bagdad, Mosul czy Karakosz na Równinie Niniwy, a także Irbil w irackim Kurdystanie. Zwłaszcza te dwa ostatnie miasta są ważne dla irackich chrześcijan. Karakosz przed opanowaniem przez Państwo Islamskie było miastem zamieszkiwanym niemal wyłącznie przez chrześcijan, zaś Irbil i cały region Kurdystanu stały się miejscem ucieczki i schronienia dla tysięcy wyznawców Chrystusa, uciekających przed terrorem ISIS.

– Kurdowie z pewnością traktują zapowiedź wizyty papieża w Kurdystanie jako potwierdzenie swojego statusu, także w roli tych, którzy udzielili chrześcijanom schronienia w trudnych czasach – słyszę od moich irackich rozmówców. Faktem jest, że do Kurdystanu, z Irbilem na czele, uciekło najwięcej chrześcijan przed terrorem Państwa Islamskiego (najwięcej z tych, którzy nie uciekli za granicę), ale wcześniej również przed prześladowaniami ze strony zwolenników Saddama Husajna, którzy chrześcijan zaczęli traktować jako agentów amerykańskich najeźdźców. Część chrześcijan schroniła się w kilku sanktuariach w północnej części Iraku, inni uciekli do sąsiedniej Syrii, jeszcze inni przedostali się do Europy.

– W Mosulu były cztery diecezje i w ciągu jednego dnia zniknęły całkowicie, bo ludzie musieli uciekać. Odebrano nam prawo do mieszkania na naszej ziemi, a my należymy do tego kraju, przecież jesteśmy chrześcijanami od początku, od św. Tomasza, który przybył do północnej części dzisiejszego Iraku głosić Ewangelię. Jesteśmy dumni i z naszej wiary, i z tego, że jesteśmy Irakijczykami – mówi mi ksiądz z Bagdadu.

W potrzasku

W Iraku jeszcze za Husajna to chrześcijanie byli najlepiej wykształconą częścią społeczeństwa, ale mimo to nawet wtedy nie mogli pełnić funkcji kierowniczych w różnych instytucjach i firmach państwowych. – Po inwazji amerykańskiej zaczęli nagle przyjeżdżać różni ludzie z Iranu, którzy walczyli w czasie wojny z Irakiem w latach 80. XX wieku. Mieli ze sobą listy z nazwiskami. Zaczęli zabijać profesorów, dziennikarzy, wykształconych ludzi, czyli głównie chrześcijan – słucham dalej opowieści. Wyłania się z tego obraz trudnej sytuacji wyznania Chrystusa, którzy nagle znaleźli się między dwiema stronami ognia. A gdy w 2005 roku zaczęła się wojna religijna między szyitami i sunnitami – chrześcijanie znowu znaleźli się pośrodku tego konfliktu. – Szyici uważali, że jesteśmy blisko sunnitów, bo Saddam był sunnitą. Z kolei sunnici uważali, że jesteśmy bliscy szyitom, bo nie walczymy przeciwko Amerykanom – mówi iracki duchowny.

Trudno powiedzieć, ilu chrześcijan wróciło. Wiadomo, że najwięcej jest ich ciągle w Kurdystanie, gdzie znaleźli schronienie. Cała dzielnica Irbilu, Ankawa, jest zdominowana przez chrześcijan. W pozostałych częściach Iraku ich liczba zdecydowanie spadła, ale np. na tzw. Równinach Niniwy, na wschód od Mosulu, odnotowuje się ich stopniowy, choć bardzo powolny powrót. Widoczne są też zmiany wśród samych muzułmanów, którzy mają świadomość, że działalność ISIS kładzie się cieniem na samym islamie i postrzeganiu ich religii przez chrześcijan. – Znam takich, którzy twierdzą, że rośnie znacząco liczba konwertytów na chrześcijaństwo, choć ja akurat dostrzegam raczej ateizację wśród muzułmanów – słyszę od mojego rozmówcy z północnego Iraku.

Kto zgasi światło?

Choć można mówić o wracających do swoich miejscowości chrześcijanach, to jednak towarzyszy temu również proces odwrotny: chrześcijanie nadal opuszczają Irak, niektórzy obawiają się powrotu ISIS, inni zwyczajnie nie widzą dla siebie miejsca w rozbitym politycznie i społecznie kraju. Taki obraz wyłania się m.in. z raportu Pomocy Kościołowi w Potrzebie, jaki ukazał się parę miesięcy temu („Life after ISIS: New challenges to Christianity in Iraq” – „Życie po ISIS: nowe wyzwania dla chrześcijaństwa w Iraku”). Wynika z niego, że zagrożenie przeniosło się na wspierane przez Iran szyickie milicje. Tylko na terytoriach do niedawna opanowanych przez Państwo Islamskie liczba chrześcijan spadła do ponad 35 tys. (z ponad 100 tys. w 2014 roku) i nie widać tendencji, które miałyby to radykalnie odwrócić. Według raportu tylko w zeszłym roku z Iraku wyjechało więcej chrześcijan niż do niego wróciło. Autorzy raportu przeprowadzili ankietę wśród irackich chrześcijan: ponad połowa ankietowanych (57 proc.) zastanawia się nad emigracją, z czego większość jest gotowa zrobić to w ciągu najbliższych 4 lat.

Ta tendencja jest odzwierciedleniem niepokojów, jakie towarzyszą nie tylko chrześcijanom w Iraku. – Chciałoby się powiedzieć, że przyszłoroczny przyjazd papieża to potwierdzenie stabilizacji Iraku i stabilności Kurdystanu, gdyby nie fakt, że od kilku dni mamy w Kurdystanie bodaj najgwałtowniejsze zamieszki od czasów arabskiej wiosny – mówi pracujący w Iraku dyplomata zachodni. – Poszło o niewypłacane od początku roku pensje w rozdętej budżetówce. To z kolei związane jest z przestojem w przekazywaniu Irbisowi przez Bagdad kurdyjskiej części budżetu, a to z kolei wiąże się ze sprzedażą przez Kurdystan ropy Turcji i przez Turcję dalej, bez uzgodnienia z Bagdadem, i niedzieleniem się dochodami z przejść granicznych. Na dziś (rozmawiamy tydzień przed ukazaniem się tego numeru GN) mamy już 8 zabitych i 54 rannych oraz godzinę policyjną w dwóch prowincjach – dodaje.

Czekanie na Ezechiela

Światełka nadziei dostrzega we wspomnianym Karakosz, które leży już w „federalnej”, arabskiej części Iraku. – To największa samodzielna chrześcijańska miejscowość Iraku. Byłem tam 2 tygodnie temu, aby spotkać się z młodymi animatorami teatru. Miasto wróciło do życia, bo otwarcie działają nie tylko kościoły czy szpitale, ale i dobrze zaopatrzone sklepy z alkoholem.

Nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie, w jakim stanie jest dzisiaj Irak i czy papież ma w ogóle do kogo tam jechać. – Irak nadal jest krajem słabych instytucji i infrastruktury. Sytuacja jest jednak znacznie lepsza niż w okresie działania Państwa Islamskiego czy tzw. wojny domowej w okresie 2005–2006, gdy trwała wymiana zamachów bombowych między szyitami i sunnitami. – Tereny niedotknięte wpływem Państwa Islamskiego, czyli szyickie południe i centrum kraju, są wprawdzie zaniedbane i skorumpowane, ale nie doszło tam do rozpadu instytucji państwa. Na terenach po PI sytuacja bardziej przypomina „wewnętrzną okupację”, ale i tam jednak poziom bezpieczeństwa znacząco się podniósł.

Wspomniany na początku patriarcha chaldejski Babilonu wierzy, że wizyta papieża jest w stanie przełamać te wszystkie problemy i konflikty, a tym samym zatrzymać chrześcijan w swoim kraju. „Żyjemy wszyscy razem, pracujemy, jesteśmy blisko siebie, nie powinniśmy się siebie bać. Musimy zmienić mentalność i kulturę” – pisze kard. Sako na stronie internetowej patriarchatu. I dodaje: „Dzięki swojemu prorockiemu charyzmatowi papież jest niczym nowy Ezechiel, który przyjeżdża, by powiedzieć nam, że będzie zmartwychwstanie, że można się odrodzić. Ezechiel, prorok, który żył w Babilonie, przemawiał do Żydów, którzy w tamtym czasie żyli jak my: poza swymi ziemiami, jako uchodźcy, przygnębieni” – patriarcha przywołuje wprost proroctwo Ezechiela o wyschniętych kościach, które na nowo pokrywają się ciałem (Ez 37). „Mam nadzieję na odrodzenie Iraku i Irakijczyków, modlę się o nowe życie. Papież, nowy Ezechiel, może otworzyć nam drzwi do pokojowej przyszłości”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także