Nowy numer 2/2021 Archiwum

Branitelj znaczy obrońca

To słowo doskonale opisuje rolę, w jaką przed prawie trzydziestu laty wcieliło się tysiące zawodowych i dobrowolnych obrońców Chorwacji zaatakowanej przez jugosłowiańską armię.

Kościół pw. Świętej Matki Wolności (Sveta Mati Slobode), wybudowany ponad 20 lat temu, to szczególne w Zagrzebiu miejsce spotkań młodych ludzi. W każdą niedzielę na odprawianej w południe Mszy św. można tu spotkać kwiat chorwackiej młodzieży. Wielokrotnie bywałam na tej Eucharystii i zawsze zachwycała mnie długa kolejka do kilku „czynnych” przez całą Mszę i dłużej konfesjonałów. Ten duszpasterski fenomen zrozumiałam dopiero niedawno. Oni przychodzą tu po wolność.

Przed 30 laty szli także po wolność inni młodzi Chorwaci. A Kościół dziś strzeże pamięci o tysiącach chorwackich żołnierzy i cywilów, którzy zginęli lub zaginęli podczas zakończonej 25 lat temu wojny obronnej. Ostatecznie przyniosła ona Chorwacji upragnioną wolność. A ta świątynia w Zagrzebiu to po prostu pomnik wolności. Na ogromnych ścianach kenotafu – symbolicznego grobu tuż za ołtarzem głównym – wyrytych jest 15 841 nazwisk osób, które oddały życie za swoją domovinę – jak o ojczyźnie mówią Chorwaci. Najczęściej spotykanym imieniem jest Ivan – polski Jan, a nazwiskiem Marić. Wiek ofiar to średnio 23 lata, najmłodszy obrońca miał 16. W 4-milionowym kraju 15 841 osób to całe pokolenie.

Tęsknota u Matki Wolności

– Lubię to określenie „branitelj” – obrońca, bo pokazuje, że tych 15 841 osób było gotowych oddać swoje życie za innych – mówi ks. Damir Stojić, wieloletni duszpasterz młodzieży w parafii Świętej Matki Wolności. I tłumaczy: – My nie napadaliśmy, my broniliśmy, a umiejętność obrony to cnota, wartość międzynarodowa, niezależna od wyznania.

Imiona obrońców umieszczono jedno pod drugim w porządku alfabetycznym, a otwiera je Chorwat muzułmanin. Są też Albańczycy, Słowacy, Czesi, prawosławni i katolicy. Przy niektórych nazwiskach widnieje tylko data urodzenia. Nie ma daty śmierci, ponieważ rodzina nigdy nie odnalazła swojego ojca, brata, męża… W niektórych przypadkach podana jest data śmierci już wiele lat po zakończeniu wojny. To data ekshumacji i pogrzebu odnalezionych szczątków.

Około 1100 obrońców wciąż uznaje się za zaginionych. Co jakiś czas w mieście pojawiają się ich zdjęcia, bo samo nazwisko nie robi takiego wrażenia jak twarz konkretnej osoby, za którą od 30 lat tęsknią rodzice, dzieci, rodzeństwo. U Świętej Matki Wolności tęskni się łatwiej, bo symboliczny grób – pomnik znajduje się w pobliżu ołtarza, z postacią Chrystusa z rozpostartymi ramionami, przygarniającego tych, którzy tu przyszli, oraz płaskorzeźb przedstawiających najważniejsze miejsca walk o wolność kraju: wieżę ciśnień z Vukovaru oraz mury Dubrovnika. To dwa symbole chorwackiego męczeństwa i cierpienia, położone na południu i północy Chorwacji, które zjednoczył ten sam los. Jest nad nimi napis „Martyribus pro patria Croatia”. Przed tym pięknym ołtarzem cierpienie ofiar nabiera sensu. Patrzyłam na niego wiele razy i zawsze mnie poruszał.

Przebacz, ale nie zapominaj

Wojna to nie tylko ludzie. To także miejsca, budynki. W kościele Świętej Matki Wolności przypominają o nich szklane kule umieszczone w drzwiach wejściowych z wygrawerowanymi na nich nazwami miast lub wsi oraz krzyże – każdy symbolizuje jeden zniszczony obiekt sakralny. Razem to około 500 kościołów, kaplic, klasztorów.

Kiedy w Slawonii i Dalmacji płoną świątynie (skutki działań wojennych można zobaczyć do dziś, jadąc nad morze starą drogą, choć minęło już prawie 30 lat), w tym samym czasie zapada decyzja o budowie Świętej Matki Wolności, za którą Chorwaci tak bardzo tęsknią. Na razie musi im wystarczyć malutki kościółek pw. Ducha Świętego, ale już po rozpoczęciu wojny ludzie zaczynają spontanicznie spotykać się na pustym placu. Odmawiają Różaniec, a potem idą na kawę i rozmawiają. Razem jest łatwiej przyjmować kolejne smutne wiadomości. Dzień po dniu. Starsi i dzieci, bo większość dwudziestolatków poszła na front, głównie do Slawonii i na południe kraju. Parafia starców i dzieci, którzy z wiarą uchwycili się proroctwa z Ezechiela. Suche kości dostały nowe życie, a ta parafia dzisiaj to przede wszystkim młodzi ludzie, równolatkowie żołnierzy sprzed 30 lat, nowe pokolenie, które zajęło miejsce tych, których ofiara nie poszła na marne i którzy poświęcili swoje najlepsze lata, swoją wolność za wolność nowego pokolenia.

Z ideą budowy kościoła wyszedł ks. Petar Šimić, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego. A stało się to po spotkaniu z matką pierwszej ofiary wojny, młodego chłopaka z parafii. – Ból tej kobiety był wielki, ale nie straciła nadziei – opowiada o początkach kościoła ks. Damir Stojić. I właśnie dlatego ówczesny proboszcz stwierdził, że nie wolno zapomnieć ani jej, ani tej modlitwy.

Kiedy projekt był gotowy, kard. Franjo Kuharić wybrał dla niego jedyne w swoim rodzaju wezwanie – Matka Wolności. – Nic tak nie czyni wolnym jak przebaczenie – mówi ks. Damir. Będąc świadkami najgorszych zbrodni, jeśli nie przebaczamy, wchodzimy w krąg zła. Najgorsze, co może się zdarzyć, to nie przebaczyć. Być może niemożliwe jest „wrócić na stare” – jak mówią Chorwaci – ale nie wolno pielęgnować nienawiści. Przebacz, ale nie zapominaj.

Lekcja wolności

18 listopada minęła 29. rocznica upadku Vukovaru, bohaterskiego miasta, liczącego przed wojną ponad 45 tys. mieszkańców (30 proc. stanowili Serbowie), prężnego ośrodka kulturalnego i gospodarczego we wschodniej części Slawonii. Tego dnia po 3-miesięcznym ostrzale artyleryjskim i nierównej walce miasto zostało ostatecznie zdobyte przez oddziały armii jugosłowiańskiej, wspartej przez serbskich ochotników. Broniło go 1800 ochotników i żołnierzy chorwackich. Podczas walk zginęło ponad 7500 ludzi (głównie cywilów – mieszkańców miasta). Pozostali uciekli lub zostali wypędzeni. Bardzo wstydliwym i wstrząsającym faktem jest wymordowanie przez Serbów kilkuset rannych z miejscowego szpitala. Żołnierze armii jugosłowiańskiej i członkowie paramilitarnych czet strzelali do ciężko rannych ludzi. Kilkuset lżej rannych Chorwatów i przedstawicieli innych nieserbskich narodowości oraz szpitalny personel przewieziono na fermę świń w miejscowości Ovčara, niedaleko Vukovaru. Byli bici i torturowani. Większość zginęła w nocy z 20 na 21 listopada z rąk serbskich żołnierzy, którzy ich ciała zakopali w masowym grobie. Tylko dzięki temu, że jednemu z mężczyzn udało się uciec z transportu, dziś znamy przebieg tamtych wydarzeń.

Rok później grób ponad 250 osób odnalazła misja ONZ kierowana przez Tadeusza Mazowieckiego. Prawie wszystkie ofiary udało się ­zidentyfikować.

Pierwsze zdanie w Wikipedii o Vukovarze brzmi: „Miasto zostało prawie całkowicie zniszczone podczas walk chorwacko-serbskich w 1991 roku”. Fotografie i filmy pokazujące skalę zniszczeń niewiele różnią się od obrazów zniszczonej podczas powstania warszawskiego stolicy Polski.

Dopiero 6 lat po wojnie, w 1998 roku, Vukovar wrócił do Chorwacji. Odbudowuje się powoli. Najbardziej sprzyja mu czas, rozmowy, łzy, niekoniecznie decyzje polityczne (Chorwaci wciąż czekają na wskazanie miejsc pochówku zaginionych obrońców). Ważne są jednak gesty, takie jak ten z listopada 2010 r., kiedy prezydent Serbii Boris Tadić przeprosił w imieniu swego państwa za dokonane w 1991 r. zbrodnie. W tym roku wysłał swojego przedstawiciela, Verana Maticia, który jak Willy Brandt w 1970 r. przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie ukląkł, oddając cześć ofiarom Vukovaru. To ważny gest, ale dobre chęci to za mało, kiedy ofiary na ulicach Vukovaru spotykają swoich nieosądzonych oprawców. Niełatwo jest przebaczyć i przyjąć przebaczenie, ale bez tego nie ma wolności. Takiej prawdy uczą salezjanie w kościele Svete Mati Slobode, opierając się na nauczaniu św. Jana Pawła II, ukochanego papieża Chorwatów. Kolejne pokolenia studentów jak katechizm przerabiają teologię ciała i pielęgnują wolność, którą 30 lat temu dali im w prezencie ich ukochani ojcowie, wujowie i bracia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama