Nowy numer 2/2021 Archiwum

Jak tu posprzątać?

Chociaż zaczęliśmy segregować odpady, samorządy wciąż podnoszą opłaty za ich zagospodarowanie. Wkrótce będziemy płacić więcej niż Niemcy. Dlaczego?

W przyszłym roku poznaniacy mieszkający w domach wielorodzinnych zapłacą za wywóz śmieci 25 zł od osoby, czyli dwukrotnie więcej niż dotychczas. A czteroosobowa rodzina żyjąca w Warszawie od kwietnia 2021 r. poniesie koszt ok. 152 zł miesięcznie, czyli 2,5 razy więcej niż do tej pory. Podwyżki zaplanowano także w innych miastach. – Władze centralne, samorządy i firmy wywożące odpady wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością za rosnące opłaty. W tym sporze każdy ma swoje racje, ale winny jest cały system – mówi „Gościowi” Bernhard Skiba, ekspert rynku odpadów.

Monopole

Z przygotowanego przez UOKiK „Raportu z badania rynku usług związanych z gospodarowaniem odpadami komunalnymi w gminach miejskich” wynika, że już w latach 2018–2019 ponad 60 proc. samorządów podniosło opłaty za wywóz śmieci. Większość z nich twierdziła, że musiała to zrobić ze względu na ceny narzucone przez firmy, które zdominowały lokalny rynek. Na ten problem zwrócił uwagę prezes UOKiK. „Z roku na rok maleje liczba podmiotów, które biorą udział w przetargach. W ciągu ostatnich dwóch lat w ponad połowie gmin miejskich o zamówienie ubiegał się tylko jeden przedsiębiorca” – mówił Marek Niechciał.

Powstanie monopoli było pokłosiem nowej ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (tzw. rewolucja śmieciowa), która weszła w życie w lipcu 2013 r. Przed jej wprowadzeniem o tym, kto zajmuje się wywozem śmieci, decydowała spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa. To sprawiało, że jakość usług pozostawiała wiele do życzenia, ale rynek był bardziej konkurencyjny niż obecnie. Kiedy obowiązki gospodarowania odpadami przejęły gminy, w przetargach mogły wystartować wyłącznie firmy, które spełniły szereg wyśrubowanych wymogów. W grze pozostawali tylko najsilniejsi, którzy później mogli dyktować wysokie ceny.

W raporcie UOKiK zwrócono także uwagę na problem rosnącej opłaty marszałkowskiej, którą gmina musi odprowadzić za wszystkie odpady wymagające składowania. W 2018 r. wynosiła ona 140 zł za tonę śmieci, a obecnie jest to 270 zł. Im wyższa stawka, tym wyższe opłaty ponoszone przez właścicieli nieruchomości.

Deficyt instalacji

Wspomniana ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach została przyjęta ze względu na potrzebę implementacji tzw. dyrektywy odpadowej (2008/98/WE). Przy okazji jej wdrażania wskazano główny problem polskiego systemu gospodarowania odpadami komunalnymi: śmieci zalegające w takich miejscach jak łąki, pola, lasy i zbiorniki wodne. Wierzono, że można go rozwiązać przez zwiększenie roli samorządów i nałożenie na właścicieli nieruchomości tzw. podatku śmieciowego. Nielegalne wysypiska miały zniknąć, a duża część odpadów trafić do recyklingu. – W praktyce okazało się, że wybierając firmę obsługującą dany teren, gminy kierują się tylko jednym kryterium: niską ceną. Śmieciarka miała przyjechać na czas i zabrać odpady. Nikt nie myślał o tym, dokąd trafią: do profesjonalnej, zautomatyzowanej, a przez to droższej instalacji, która skutecznie odzyska surowce wtórne, czy do dołu w ziemi. Dochodziło do tego, że nieuczciwi przedsiębiorcy, szukając łatwego zarobku, wywozili zmieszane odpady komunalne na dzikie wysypiska – tłumaczy „Gościowi” Karol Wójcik ze Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Przez lata gminy mogły zaproponować swoim mieszkańcom stosunkowo niskie stawki za wywóz odpadów (ok. 5–7 zł za osobę). Wszyscy byli zadowoleni: firmy nie ponosiły wysokich kosztów, a śmieci były zabierane na czas. Problem braku przetwarzania odpadów ciągle jednak narastał. Do dyskusji na ten temat powrócono dopiero w 2018 r. Wówczas po fali pożarów składowisk i magazynów z tzw. frakcją kaloryczną, czyli kłopotliwymi, drogimi w utylizacji odpadami, władze zaostrzyły walkę z szarą strefą. – Wielu nieuczciwych graczy przestraszyło się i zaczęło dostarczać odpady do legalnych instalacji, a to ujawniło deficyt m.in. sortowni, kompostowni, spalarni i działających zgodnie z przepisami składowisk. Jeśli instalacji jest zbyt mało w stosunku do ilości odpadów, to ceny za przyjęcie każdej tony rosną. Od początku tzw. rewolucji śmieciowej minęło już 7 lat, a Polska nadal praktycznie nie zbudowała potrzebnej infrastruktury. A profesjonalna gospodarka odpadami nie jest tania. Wytwarzamy coraz więcej śmieci, bez inwestycji i zmian w prawie trudno będzie powstrzymać galopujące ceny – dodaje Wójcik.

Brak motywacji

Według danych GUS w 2019 r. w naszym kraju wyprodukowano 12,8 mln ton odpadów komunalnych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca to ok. 332 kg, czyli o 7 kg więcej niż w 2018 r. Eksperci podkreślają, że rosnącej produkcji śmieci nie da się już zatrzymać, można jedynie spowolnić ten proces. W tym celu należy zachęcać społeczeństwo do segregowania odpadów i ograniczenia konsumpcji. Coraz więcej osób rozumie, że wyrzeczenia są konieczne. Do ich podejmowania zniechęcają jednak niektóre działania osób odpowiedzialnych za gospodarowanie odpadami. – Cały czas dostaję od znajomych zdjęcia ekip ładujących na jedną ciężarówkę śmieci, które mieszkańcy skrupulatnie sortowali przez kilka dni. To bardzo demotywujące. Wiele absurdów można znaleźć także w obowiązujących przepisach – mówi Skiba.

Zdaniem naszego rozmówcy dobrym przykładem jest sposób naliczania miesięcznej opłaty za wywóz śmieci. Jej wysokość jest zwykle powiązana z liczbą osób mieszkających w danej nieruchomości. Zgodnie z ustawą gminy mogą ją jednak także określać m.in. na podstawie ilości zużytej wody. Z tej możliwości postanowiły ostatnio skorzystać stołeczne władze, narzucając mieszkańcom stawkę na poziomie 12,73 zł za 1 m³ wody. – Powiązanie tych dwóch spraw jest bezzasadne. Zgodnie z unijną dyrektywą to „zanieczyszczający płaci”. Praktykowane w naszym kraju sposoby naliczania stawek nie spełniają tego wymogu. Nie płacimy dokładnie za taką ilość śmieci, jaką wyprodukowaliśmy. Na świecie funkcjonują już systemy, które pozwalają to ściśle określić. Polskie samorządy rzadko jednak inwestują w takie rozwiązania – mówi Skiba.

Innym przykładem jest kwestia posiadania własnego kompostownika. Zgodnie z nowelizacją ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 2019 r. mieszkańcy decydujący się na kompostowanie tzw. odpadów zielonych powinni zostać zwolnieni z opłat za ich wywóz i zagospodarowanie. Chociaż takie odpady stanowią nawet 40 proc. kosztów logistycznych ponoszonych przez firmy, właścicielowi nieruchomości oferuje się jedynie symboliczną zniżkę w wysokości jednego lub dwóch złotych miesięcznie. – To drwina zarówno z obywateli, którzy chcieliby obniżyć koszty wywozu odpadów, jak i z obowiązujących przepisów. Jak widać, nawet jeśli w jakimś punkcie ustawa jest dobrze napisana, to jej kiepskie wdrożenie przez samorządy nadal skutkuje drożyzną – zauważa Skiba.

Śladem Niemiec?

Zgodnie z unijną dyrektywą do 2025 r. Polska powinna 55 proc. odpadów poddawać recyklingowi. Zdaniem ekspertów realizacja tego celu wymaga radykalnej przebudowy systemu. – Trzeba zacząć od zebrania dokładnych danych: ile produkujemy śmieci, jakiego rodzaju, ile można odzyskać, dokąd powinny trafić itd. Dopiero później powinniśmy zabrać się za budowę całej infrastruktury okołośmieciowej – przekonuje Skiba.

Zgodnie z zarządzeniem Ministra Ochrony Środowiska i Klimatu z 23 listopada br. w zespole doradczym do spraw systemowych rozwiązań w zakresie gospodarki odpadami znaleźli się głównie przedstawiciele samorządów. Bernhard Skiba zwraca uwagę na brak w tym gronie ekspertów, dlatego obawia się o wyniki prac. Nasz rozmówca dodaje, że w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań warto spojrzeć w kierunku Niemiec. Z zarządzaniem odpadami świetnie radzi sobie np. Drezno. – Wdrożono tam system kontroli strumienia odpadów. Większość z nich jest przerabiana na surowce wtórne, a utylizacji wymaga jedynie resztka. Miasto nie posiada spalarni, ale za to zarabia na linii do recyklingu. Ponadto władze motywują mieszkańców do produkcji mniejszej ilości śmieci: opłata jest pobierana za pojemnik, który można zapełnić w określonym czasie. W efekcie czteroosobowa rodzina płaci za wywóz śmieci 120 zł miesięcznie. Podobnie jest w Berlinie. Dlaczego nie miałoby tak być także u nas? – zastanawia się Bernhard Skiba.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama