Nowy numer 2/2021 Archiwum

Polexit to bzdura!

O powodach ataków na Polskę instytucji unijnych, niezgodzie na powiązanie praworządności z budżetem UE oraz o obronie suwerenności mówi była premier, obecnie posłanka do Parlamentu Europejskiego Beata Szydło.

Bogumił Łoziński: Czy Unia Europejska, do której chcieliśmy wejść od połowy lat 90., to ta sama Unia co dziś?

Beata Szydło: Globalizacja zmieniła świat. Nie możemy jednak całkowicie oderwać się od europejskiego kodu kulturowego. Chrześcijańskie korzenie Europy odgrywały kluczową rolę w tworzeniu wspólnoty. Ojcowie założyciele Unii budowali potęgę stowarzyszonych krajów na wartościach szanujących różnorodność kulturową i religijną. Na równych prawach funkcjonowały mocno zlaicyzowana Francja i państwa, w których religia miała duże znaczenie. Trwa proces beatyfikacyjny jednego z ojców założycieli – Roberta Schumana. Myślę, że byłby on bardzo zaskoczony, widząc, jak obecnie wygląda jego dziecko. Teraz bardzo potrzebna jest nam dyskusja o przyszłości UE. To strategiczne wyzwanie dla poważnej polityki europejskiej. Uwzględniając dzisiejszą rzeczywistość, musimy wrócić do korzeni. Od tego zależą byt i bezpieczeństwo przyszłych pokoleń. Niewyobrażalne wcześniej problemy, jakie od kilku lat są europejską codziennością: zamachy, zamieszki, destabilizacja w wielu krajach, to efekt zerwania z tradycyjną tożsamością.

Ale nie na tym skupia się teraz uwaga unijnych instytucji, a na powiązaniu tzw. kwestii praworządności z budżetem UE na lata 2021–2027. Które państwa są w to najbardziej zaangażowane?

Prym w naciskach wiodą Francja i Niemcy. Obecnie – ze względu na prezydencję – największa odpowiedzialność za przyszłość kontynentu spoczywa na Niemcach. Ale tym dwóm krajom sekunduje grupa państw roszczących sobie prawo do definiowania tego, jak inni mają żyć. Paradoksalnie one są też największymi beneficjentami systematycznego rozszerzania UE. Wraz z kolejnymi akcesjami rozwijają się ich władza i interesy gospodarcze na kontynencie. Nowe kraje to bowiem rynek zbytu towarów i usług. Popatrzmy na Polskę. Dzięki funduszom europejskim rozwinęliśmy sieć dróg, ale przez lata budowały je głównie zachodnie firmy. Cieszę się, że mogę jeździć po lepszych drogach, a w osiedlowym markecie kupować francuskie sery, niemieckie wędliny i włoską oliwę. Ale tego nie daje nam dobry wujek. Jesteśmy elementem łańcucha biznesowego i solidnym płatnikiem składek, z których składa się budżet UE. Otrzymujemy pieniądze unijne, ale spora ich część wraca do „darczyńców”. Chcielibyśmy, żeby polskie produkty na Zachodzie były tak samo popularne jak tamtejsze u nas. Żeby jakość towarów była taka sama w polskich marketach i w krajach, w których firmy prowadzące te markety mają swoje siedziby. Możemy pracować w Europie, ale chcemy, żeby polscy pracownicy mieli takie same prawa.

Jakie argumenty przedstawiają zwolennicy powiązania kwestii praworządności z unijnym budżetem?

Nikt nie mówi wprost o biznesie, choć czasami coś się komuś wymsknie. Tak było z prezydentem Sarkozym, który powiedział do mnie słynne: „Wy macie wartości, a my mamy pieniądze”. Oficjalne argumenty dotyczą spraw, które mają silnie oddziaływać na emocje społeczne. To choćby wolność czy praworządność.

Dlaczego rząd nie zgadza się na powiązanie praworządności z budżetem?

Nam chodzi o wartości, a drugiej stronie o dominację polityczną i gospodarczą. My chcemy być partnerami, a nie petentami. Rygorystycznie przestrzegamy traktatów, a one mówią, że każde państwo jest równe i należy wsłuchiwać się w jego głos.

Ze względu na naszą skomplikowaną historię: od zaborów po niszczenie polskiej gospodarki do 1989 r., nie mogliśmy rozwijać się tak samo jak nasi zachodni sąsiedzi. Teraz znowu jakiś „wielki brat” mówi nam, jak żyć. Ja również martwię się o klimat, o to, jak będą żyły następne pokolenia, ale jednocześnie wiem, w jakim strachu funkcjonują dziesiątki tysięcy rodzin polskich górników, hutników, energetyków. Oni zubożeją, jeśli bezrefleksyjnie będziemy przyjmować unijne nakazy, nieuwzględniające realiów poszczególnych państw. Chcemy być w Europie, chcemy się modernizować, ale chcemy zrozumienia polskiej perspektywy.

Co mają na myśli te kraje, używając pojęcia „praworządność”?

To metoda uprawiania bieżącej polityki i jednocześnie wychodzenie poza prawo zapisane w traktatach. Gdyby praworządność faktycznie była problemem, to z pewnością już kilka lat temu Bruksela zainteresowałaby się porządkiem publicznym w państwach UE, które czasowo utraciły kontrolę nad częściami swoich terytoriów. Mam na myśli rejony, w których dochodziło do wielodniowych zamieszek. Przecież pamiętamy relacje z płonących przedmieść wielkich miast. Jedną z przyczyn tych zamieszek był problem imigracyjny – kolejny dowód bezrefleksyjności UE. Przecież można było przewidzieć negatywne skutki „zaproszenia” setek tysięcy imigrantów. Każdy socjolog wie, że wyrwanie ludzi z własnego środowiska może generować agresję. To jedna z przyczyn obecnej sytuacji bezpieczeństwa w Europie Zachodniej.

W jakich sferach instytucje unijne mogą mieć zastrzeżenia do Polski i wstrzymać wypłaty z budżetu UE?

Można wymyślić każdy, najbardziej nieracjonalny powód, aby niepokornego postawić pod pręgierzem. Pretekstem mogą być sprawy klimatu, przemysłu, ideologii.

Ale wszystkie kraje, oprócz Polski i Węgier, zgadzają się na powiązanie wypłat z praworządnością. Dlaczego?

Są państwa mocno uzależnione od silnych gospodarek. Wielokrotnie byłam świadkiem presji, jakie na nie wywierano. Musimy też pamiętać, że każdy kraj kieruje się własnym interesem, który dla nas może być niezrozumiały. Czas jednak pomyśleć o przyszłości. Jesteśmy w bardzo niebezpiecznym momencie dla wspólnoty. Tym jest bowiem powiązanie budżetu z jakimś wyimaginowanym wymogiem, który musielibyśmy spełnić, a który nie wynika z traktatów. Zmusza to do pytania: czy Europa ma być wspólnotą równych partnerów czy miejscem, w którym silni, kierujący się własnym interesem, decydują o losie słabszych?

Pada argument, że Polska jest przeciw, gdyż łamie praworządność.

Jesteśmy lojalnym członkiem UE, przestrzegamy wszystkich obowiązujących zasad. Właśnie dlatego chcielibyśmy, by instytucje europejskie, w szczególności Komisja, działały w granicach prawa, nie wykraczając poza kompetencje opisane w traktatach.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała, że państwa, które mają wątpliwości w sprawie mechanizmu praworządności, mogą zgłosić zastrzeżenia do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jak Pani ocenia tę propozycję?

Unia nie ma superrządu i superpremiera. Odpowiadając w ten sposób, Ursula von der Leyen okazała arogancję. Przewodnicząca KE powinna być szczególnie wyczulona na przestrzeganie traktatów.

Jak Pani skomentuje twierdzenia opozycji, że postawa polskiego rządu doprowadzi do pol­exitu, czyli wyjścia Polski z UE?

Polexit to bzdura! Wymysł przeciwników Polski, chwytliwe hasło mające angażować emocjonalnie. Ale nie ma takiego tematu.

Powiązanie unijnego budżetu z praworządnością popiera polska opozycja w Parlamencie Europejskim. Jak Pani ocenia taką postawę?

Nie mieści mi się w głowie, że Polacy głosują przeciw własnemu krajowi. Opozycja szuka argumentów, żeby uzasadnić przed naszym społeczeństwem swoje ataki na polski rząd. Takie donosy to najlepsze argumenty dla przeciwników Polski.

Czy rozmawia Pani z europarlamentarzystami z innych krajów atakujących Polskę o tym, dlaczego to robią?

W europarlamencie jest grupa zacietrzewionych, oderwanych od rzeczywistości ideologów, z nimi rozmowa jest bardzo trudna. Jednak większość europosłów to profesjonalni politycy, którzy dbają o interes własnego państwa. To pragmatycy używający najróżniejszych narzędzi, aby osiągnąć cel. Rozumiem takie gry, gdyż na tym polega walka o interesy narodowe. Sprzeciwiam się jednak temu, że państwa UE nie mają równych szans, aby o własne interesy dbać. A my właśnie walczymy o podmiotowość i suwerenność Polski.

Czy uda się wypracować kompromisowe rozwiązanie w sprawie powiązania praworządności i budżetu?

Nie możemy się zgodzić na żadną formę powiązania budżetu z wymaganiami, których nie przewidują traktaty. Domagamy się tego, gdyż stoimy na straży unijnego prawa i – kolejny raz powtórzę – bronimy suwerenności Polski. Kluczowe znaczenie będzie miał szczyt w połowie grudnia. Tam się okaże, czy polskie racje będą tak samo szanowane jak zdanie każdego innego członka UE. Jesteśmy w bardzo ważnym momencie dziejów. Wszyscy członkowie UE muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za przyszłość Europy. Musimy o tym rozmawiać, pamiętając, po co Unia powstała, jakim wartościom hołdowała przez dekady i jak bardzo odeszła od tych wartości w ostatnich latach.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także