Nowy numer 2/2021 Archiwum

Internet jak miasto

Z tej drogi nie da się zejść, bo za długo i za szybko nią idziemy. I obiektywnie może ona nam przynieść wiele dobrego. Świat cyfrowy i analogowy tak bardzo się z sobą przeplatają, że czasami gubimy się, trudno nam stwierdzić, w którym aktualnie jesteśmy.

Tydzień temu w „Gościu” opublikowałem artykuł o fejkach, czyli manipulacjach i kłamstwach, których internet jest naturalnym rozsadnikiem. Uważam je za ogromne zagrożenie nie tylko dla każdego z nas z osobna, ale także dla nas jako wspólnoty. Zainteresowanych odsyłam do tego materiału. Przygotowując go, przejrzałem wiele statystyk, robię to zresztą od lat. I nie widzę światełka w tunelu. A jeżeli już, to jest to raczej światło nadjeżdżającej lokomotywy. Dzieci zaczynają korzystać z sieci średnio około 6. roku życia. Choć – jak to bywa ze średnią – spora grupa jest dużo młodsza. Dwa lata później – jak deklaruje większość z nich (70 proc.) – korzystają już z sieci w pełni samodzielnie i bez nadzoru rodziców. Są w drugiej klasie szkoły podstawowej. To wtedy ponad połowa z nich spotyka się z różnymi przejawami internetowej przemocy. Ponad 10 proc. z nich doświadcza regularnego, długotrwałego nękania w sieci przez rówieśników. Problem dotyczy w naszym kraju setek tysięcy dzieci. Rodzice 85 proc. z nich nie mają o tym pojęcia.

Internet jest jak duże miasto. Są w nim uniwersytety i teatry, biblioteki i galerie sztuki. Są kluby dyskusyjne i stadiony, na których rozgrywają się zawody. W końcu są parki i kawiarnie. Są też jednak dzielnice czerwonych latarń, ciemne zaułki i sklepiki z nielegalnym towarem. Są podejrzane typki i bandy chuliganów czekających na okazję, by kogoś pobić. Czy odpowiedzialny rodzic wypuszcza kilkulatka bez opieki do miasta? Być może trafi do galerii sztuki. A może uda się w zupełnie inne miejsce i stanie mu się krzywda. Z badań wynika, że całkiem spora grupa dziewięciolatków ma kontakt z materiałami pornograficznymi. Niemal co dziesiąte dziecko w wieku 11–12 lat ma z nimi regularny kontakt przynajmniej raz w tygodniu. Takie materiały u sporej grupy dzieci kształtują obraz relacji damsko-męskich. W jednym z badań przedstawiano nastolatkom różne stwierdzenia i pytano, czy się z nimi zgadzają. Jednym z takich zdań było: „Gdy kobieta mówi, że nie chce uprawiać seksu, to tak naprawdę tego chce”. Nastolatki regularnie oglądające materiały pornograficzne dwukrotnie częściej niż ich rówieśnicy zgadzały się z tym stwierdzeniem. Powinniśmy się dziwić? Z innych badań wynika, że w filmach pornograficznych zdecydowana większość scen (88,2 proc.) zawiera agresję fizyczną. Sprawcami przemocy są zazwyczaj mężczyźni, a ofiarami – kobiety.

Oczywiście możemy mieć nadzieję, że dziecko jednak pójdzie do opery.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się